piątek, 5 grudnia 2014

Dieta 1500kcal, dzień drugi.

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą, podaję Wam dzień drugi diety 1500 kcal. Mam nadzieję, że przydadzą się Wam moje porady i opracowane przeze mnie przepisy, Smacznego!

Śniadanie:
Jajecznica na parze:
2 jajka 102g
1/4 cukinii 200g
2 duże pieczarki 60g
1/4 białej części pora 25g
1/4 czerwonej papryki 55g
2 plasterki wędliny z piersi indyka 50g

Potrzebujemy do tej jajecznicy dwóch garnuszków, takich, gdzie jeden będzie wchodził w drugi. Do tego pod spodem, lejemy do połowy jego wysokości wody i ją gotujemy. Kiedy woda zacznie się gotować, nakładamy na górę drugi garnuszek, do którego wrzucamy wszystkie warzywa i wędlinę, pokrojoną w kostkę. Kiedy puszczą one wodę, wbijamy nasze jajka. Dodajemy odrobinę soli i pieprzu, cały czas mieszając. Dzięki wodzie, którą puściły warzywa, nic nam nie będzie przywierało do powierzchni garnka, a jajecznica została zrobiona bez żadnego tłuszczu!

Wartość kaloryczna: 241 kcal


Drugie śniadanie:
Twarożek domowy:
1 twarożek domowy, naturalny, firmy Piątnica 150g
2 łyżeczki szczypiorku 5g
1/2 pomidora 85g
5 rzodkiewek 75g

Chciałam Wam powiedzieć, że jestem ogromną fanką firmy Piątnica i ich wyrobów. Twarożek, który Wam dzisiaj proponuję, to w zasadzie w 100% naturalny wyrób nabiałowy, bo w swoim składzie ma tylko twaróg, śmietanę pasteryzowaną i sól. W całej porcji 150g, znajduje się zaledwie 135 kcal. Tak więc, przekładamy nasz twarożek do miseczki, dodajemy warzywa pokrojone w kostkę i oto pełnowartościowe i pożywne drugie śniadanie.

Wartość kaloryczna: 159 kcal



Obiad:
Warzywne curry:
1/2 woreczka ryżu białego 100g
1/4 cukinii 200g
1/4 pora 25g
4 pieczarki 120g
1/2 dużej marchewki 45g
kapusta biała 100g
kalafior 100g
1/2 cebuli 50g
1/2 żółtej papryki 70g
1/2 zielonej papryki 70g
1 łyżka oliwy z oliwek 10g
przyprawy: curry, papryka słodka, papryka ostra, chilli, gałka muszkatołowa, imbir, kurkuma, sos sojowy, sól.

W garnku podgrzewamy oliwę z oliwek i wrzucamy na nią posiekaną cebulę i por. Następnie dodajemy starte na całych oczkach (tych, które dzielą na plasterki) pieczarki. Kiedy wypuszczą wodę, dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, oraz starte na dużych oczkach marchewkę i cukinię oraz drobno posiekaną kapustę i kalafior. Tak, dusimy pod przykrywką do momentu, gdy kapusta i kalafior będą miękkie (podczas duszenia warzyw będzie trzeba dodać odrobinę przegotowanej wody). Na sam koniec dodajemy sos sojowy i wszystkie przyprawy, oraz odparowujemy warzywa. Na talerz wykładamy nasz wcześniej ugotowany ryż, a na to wedle uznania dodajcie swojego warzywnego curry. Prawdopodobnie wyszło go tyle, że możecie śmiało poczęstować gościa lub zostawić na następny dzień.

Wartość kaloryczna: 383,5 kcal (porcja)


Podwieczorek:
Kawałek ciasta marchewkowego:
1 1/2 szklanki mąki
3 średnie marchewki
4 jajka
1/2 szklanki oleju rzepakowego
1 szklanka cukru trzcinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka przyprawy do piernika
1 łyżka cukru wanilinowego
1 szklanka rozdrobnionych orzechów włoskich
1/2 łyżeczki soli
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady firmy Wedel.

Marchewki trzemy na tarce z drobnymi oczkami. Orzechy włoskie kroimy lub łamiemy na małe kawałki. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni i zabieramy się za ciasto. Jajka obijamy mikserem z cukrem trzcinowym i wanilinowym przez 3 minuty. Zaczynamy powoli dolewać olej. Ciągle ubijając, stopniowo dodajemy mąkę wymieszaną z solą, proszkiem i sodą. Ciasto powinno być gęste. Dodajemy cynamon i przyprawę do piernika. Na końcu wsypujemy marchewkę i orzechy i mieszamy ostatni raz. Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia i wlewamy ciasto, pieczemy je ok. 45 minut. W trakcie na drobnych oczach, trzemy pół tabliczki gorzkiej czekolady do posypania wierzchu. Jest to wariant, dla osób, które w tym dniu mogą sobie pozwolić na łakocia;) Ciasto należy pokroić na 8 kawałków.

Wartość kaloryczna: 386,5 kcal (jeden kawałek)


Kolacja:
Sałatka z tuńczykiem:
1 puszka tuńczyka 120g
1 ogórek kiszony 60g
1/2 papryki czerwonej 115g
3 liście sałaty lodowej 120g
1 garść rukoli 20g
10 pomidorków koktajlowych 200g
1 średni szczypior 50g
Sos vinegret:
łyżeczka oliwy z oliwek
łyżeczka octu balsamicznego
sól
pieprz
odrobina cukru

Tuńczyka wyciągamy z puszki i rozdrabniamy. Sałatę rwiemy na mniejsze kawałki i wrzucamy do miski. Wszystkie warzywa kroimy w kosteczkę i siekamy szczypior, do wszystkiego dodajemy rukolę. pomidorki należy pokroić na ćwiartki. Wszystkie składniki sosu mieszamy w osobnej miseczce i polewamy naszą sałatkę. Całość należy porządnie wymieszać.

Wartość kaloryczna: 380 kcal.
Łącznie: 1550 kcal.

I tak oto wygląda kolejny dzień na diecie 1500 kcal. Mam nadzieję, że przepisy przypadły Wam do gustu i gorąco namawiam Was, abyście dzielili się ze mną swoimi pomysłami na jedzonko! Najciekawsze i przygotowane według fit menu, chętnie opublikuję na blogu, oczywiście z podpisem autora;)
Buziaki!

sobota, 29 listopada 2014

Jak przetrwać dietę.

No właśnie, jak? Niby odżywiasz się zdrowo, ćwiczysz, unikasz słodkości i fast foodów, ale wciąż dookoła Ciebie pełno pułapek, zaczepek i są momenty kiedy najchętniej rzuciłbyś to w cholerę? Nie raz przez to przechodziłam. Dlatego chciałabym przedstawić Wam kilka prostych rad, które naprawdę mogą Wam ułatwić tą drogę;)

1. Nie chodź na zakupy, kiedy jesteś głodny.
Okazuje się, że kiedy jesteśmy głodni, chcemy kupić wszystko wokół i zejść to najlepiej jeszcze, zanim dojdziemy do kasy. Widok batoników i chipsów, sprawia Ci większy ból, gdy na nie patrzysz, kiedy jesteś głodny, niż gdy idziesz do sklepu najedzony? Dzieje się tak, ponieważ Twój głodny i oszukany mózg, sugeruje Ci, że musisz kupić więcej, żeby zjeść więcej, przez co faktycznie po powrocie jemy o to więcej co kupiliśmy, żeby się nie zmarnowało!

2. Czytaj etykiety.
Wydaje Ci się, że kupujesz jakiś serek wiejski, bo jest zdrowy i w zasadzie to sam nabiał, kiedy po odwróceniu opakowania, okazuje się, że ma w sobie 1% twarogu, a reszta to wzmacniacze, konserwanty i same "E". Wiem, że na początku wygląda to trochę dziwnie, kiedy stoisz nad opakowaniem wędliny i czytasz, co tam się znajduje, a natłok bab, pcha się na Ciebie, bo przecież zajmujesz tyle miejsca, przy półce z produktami. Ale naprawdę warto. Ponad połowa produktów, które kiedyś wydawały mi się zdrowe i całkiem spoko, musiałam odrzucić, bo okazały się w 70% przetworzone i sztuczne. Kiedy zaczniecie, trochę Wam to będzie zajmowało, ale z czasem nabierzecie wprawy i już poznacie swoje zdrowe jedzonko.

3. Nakładaj sobie mniejsze porcje i jedz powoli.
Okazuje się, że potrzebujemy zdecydowanie mniej jedzenia niż nam się wydaje. Przekonałam się o tym, doskonale na własnej skórze. Już po tym, jak utraciłam swoją wagę, jadłam w zasadzie te same porcje posiłków co wcześniej, a był to duży błąd, bo mój żołądek już zdążył się znacznie zmniejszyć i od stołu odchodziłam okropnie objedzona. Nie wyobrażałam sobie, że np. można najeść się jednym jajkiem na miękko, ale okazało się, że mogę i w zupełności mi to wystarcza. Zaczęłam po prostu jeść wolniej, niż kiedyś. Do naszego mózgu, informacja o tym, że jesteśmy najedzeni, dochodzi dopiero po 15-20 minutach, a ja nieraz, pewnie tak jak Wy, kończyłam posiłek po 5-10 minutach. Dlatego poświęćcie więcej czasu na posiłek, a zobaczycie, że naprawdę nie potrzebujecie zjeść tak dużo, jak Wam się wydaje. A jeśli przed odchudzaniem lubiliście tzw. "zjeść", czyli wszystko jedno, a dużo i teraz cierpicie katusze nad kawałeczkiem kurczaczka i kilkoma warzywami, to nałóżcie ten sam posiłek, ale na mniejszy talerz. Dzięki temu Wasz mózg, będzie myślał, że właśnie dostał danie na talerzu, normalnie wypchanym po brzegi. To naprawdę działa;)

4.Jedz w stałych odstępach czasowych.
Przez to, Twój metabolizm, będzie we właściwy sposób podkręcony przez cały dzień, a jedząc mniej ale częściej, nie obciążamy tak żołądka. Poza tym, Wasz organizm nauczy się, o których dostarczacie do niego jedzenie i nie ma opcji, że pojawi się u Was efekt jo-jo. Bierze się on z tego, że delikwentka nie je np. cały dzień, a następnego dnia zje serek wiejski/kromkę chleba lub cokolwiek innego, to jej organizm wyłapie 100% cukrów, węgli i innych składników z tego, ponieważ nie będzie wiedział, kiedy znowu dostanie jeść i wszystko zostaje odłożone w tzw. "boczki". Gdy jecie racjonalnie i o stałych porach, Wasze ciało ma komfort tego, ze wybiera, co jest Wam potrzebne, a zbędnych składników się pozbędzie i wszyscy są szczęśliwi. Najlepsze godziny na jedzenie to:
Osobiście mogę Wam powiedzieć, że trzymam się tego rozkładu i nie mam żadnych problemów z układem pokarmowym. Oczywiście godzina śniadania jest ruchoma, tyle o ile w tygodniu raczej zjadam śniadanko o 8.00, ponieważ chodzę na uczelnię, o tyle w weekend lubię sobie pospać i wstaję ok. 10.00-11.00, więc jem śniadanie zaraz po przebudzeniu i pomijam drugie śniadanie. Pamiętajcie, że kolacja powinna być najpóźniej o 19.00 i zdecydowanie w formie lekko-warzywnej. Kolacja ma by c posiłkiem wyciszającym Wasz organizm i lekko stawnym, dlatego nie jemy nabiału, który powinien być spożywany rano, owoców, mięs, tylko warzywa i ryby.

5. Stare przekąski, zamień na nowe-zdrowsze.
Tak, ja też nie wyobrażam sobie seansu filmowego, bez chrupania i podjadania, a jak się ogląda programy w stylu Masterchef lub Hell's kitchen, to ślinianki chodzą jak szalone. Sęk w tym, żeby chrupać z głową! Zamieńcie chipsy, popcorn i m&m'sy, na paprykę, marchewkę, ogórka, pomarańcze, jabłka, winogrono i po prostu całą masę innych produktów. Pokrójcie je na małe kawałeczki, poukładajcie ładnie na talerzyku i viola, można zajadać zdrowo do filmu.

6. Nigdy nie ćwiczcie na czczo lub z pełnym żołądkiem.
Przebrnęłam przez oba te przypadki i teraz wiem, że były to debilne pomysły. Tyle o ile z pełnym żołądkiem jeszcze da się ćwiczyć, ale co 5 minut zbiera Ci się na wymioty, odbija się, tym co właśnie zjadłeś, jest Ci ciężko i myślisz, że zaraz umrzesz, to z pustym żołądkiem, można wyrządzić sobie prawdziwą krzywdę. To był dzień ważenia na siłowni z moim trenerem. Często mi się zdarzało np. wracać z pracy po nocce do domu bez śniadania, które potem pałaszowałam po przyjściu, więc uznałam, że mogę jechać na czczo na siłownię. Zależało mi na tym, bo chciałam, żeby waga pokazała tyle ile powinna, a nie 1-1,5 kg więcej po posiłku. Faktycznie ważenie wypadło super i tak jak się spodziewałam, ale kiedy przyszło do pierwszego przysiadu, nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie mogłam wstać, bo dopadł mnie ogromny ból głowy. Trener pytał oczywiście, czy jadłam śniadanie, a ja się zarzekałam, że tak, bo było mi wstyd się przyznać, że z taką wiedzą, jaką powinnam mieć do tej pory, odwaliłam tak poważny błąd! Na szczęście nic poważnego się nie stało, tyle tylko, ze zmarnowałam swój czas, bo musiałam wracać do domu coś zjeść,  a nie zostać i ćwiczyć, tak jak to miałam zaplanowane. Dlatego nie popełniajcie mojego błędu i nigdy nie wychodźcie z domu, bez śniadania!

7. Nie urządzaj sobie dragońskich diet.
Ostatnio miałam okazję rozmawiać z moim kolegą, który niesamowicie schudł! Po prostu efekt, był tak porażający, że nie byłam do końca pewna, czy on, to on. Kiedy zapytałam się, jak tego dokonał i dostałam swoją odpowiedź, to po prostu opadła mi szczena. Schudł z 122kg do 72kg. Tak, efekt niesamowity, ale okazało się, że zrzucił 50 kg w 7 miesięcy!!! Moi lekarze twierdzili, ze utrata 42 kg w rok to za dużo, a co dopiero 50 kg w troszkę ponad pół roku?! Osiągnął to po przez zjadanie dwóch posiłków dziennie o godzinie 10.00 i 15.00, nie przekraczając przy tym 1000kcal dziennie. Oprócz tego codziennie biegał i raz w tygodniu basen. Do tej pory się zastanawiam, jakim cudem miał na to siłę?! I aż boję się zapytać, co będzie, kiedy zacznie normalnie się odżywiać. Nawet bardziej jak pewnym jest, że nabawi się efektu jo-jo, lub do końca życia będzie sobie wszystkiego odmawiał. Wiem doskonale o tym, że gdy człowiek się odchudza, efekty chciałby już widzieć następnego dnia, ale jak to się mówi, nie przytyłeś wczoraj, nie schudniesz jutro i na wszystko powinno się mieć czas i cierpliwość. Mam nadzieję, że żadne z Was, nie wyrządzi sobie krzywdy dietą, tak jak mój kolega, ponieważ stanowi to poważne i REALNE zagrożenie dla Waszego zdrowia.

8. Jedz dwa razy w tygodniu coś słodkiego.
Oczywiście, że tak! Przecież nie wolno sobie w życiu wszystkiego odmawiać, ale chodzi o to, żeby przy jedzeniu nauczyć się myśleć. Wyobraźcie sobie, że odrzucacie wszystkie słodycze i nie jecie nic. Ile wytrzymasz w takim sposobie odżywiania? Góra pół roku, wiem, bo sprawdziłam. A potem, kiedy dopadnie Cię kryzys, pochłoniesz wszystko co słodkie w zasięgu kilometra, a na koniec pozostaną Ci tylko dodatkowe kilogramy i wyrzuty sumienia. Zaplanuj sobie dwa stałe dni w tygodniu kiedy jesz słodkie (moje to piątek i niedziela;)), i zjedz wtedy łakocia, ale nie bezwartościowego batonika lub chipsy, tylko dwa paski gorzkiej czekolady, domowe ciacho lub lody.

9. Otaczaj się pozytywną energią.
Żyj tym, czego dokonałeś, a nie myślami w stylu "Boże jeszcze jestem taki gruby". To, że w ogóle zacząłeś, to sukces! Na każdym kroku przypominaj sobie, jakie to dla Ciebie ważne, jak wiele osiągnąłeś i jaki masz cel. Dlaczego chcesz to robić i, że robisz to dla siebie. Często w trakcie odchudzania nachodzą nas pesymistyczne myśli, w szczególności wtedy, gdy jesteśmy głodni, lub nie możemy zjeść tego na co mamy ochotę. Niesłychanie ważne jest wtedy, odrzucenie tych myśli, które do niczego nie dążą, tylko do pogłębiania kompleksów. Pokochaj siebie, swoje zmieniające się ciało, a życie naprawdę stanie się łatwiejsze. Przecież nikt inny, tylko wspaniały TY, zdecydowałeś się na odchudzanie, więc nie może być nic złego, w tak cudownym człowieku;)

Mam nadzieję, że znaleźliście odpowiedzi na pytania i refleksje, które Was męczyły i, że po raz kolejny pomogłam Wam w ułatwieniu tej, niełatwej drogi. Na sam koniec, odrobinka humoru, choć mam nadzieję, że dzięki moim radom, nigdy Was to nie dopadnie.
Buziaki



piątek, 21 listopada 2014

Trening w plenerze.



Trening na łonie natury może być zdecydowanie bardziej przyjemny, od tego, który robimy w sali lub siłowni, która aż pęka w szwach od nadmiaru testosteronu. My kobiety, stworzenia z natury bardziej wrażliwe i delikatne nie chcemy, aby ktokolwiek nas oceniał. Nie ma nic przyjemniejszego, niż poranne ćwiczenia na świeżym powietrzy, sam na sam, ze swoimi myślami i własnym ciałem. Wiem też, że wiele z Was nie ma przekonania co do siłowni, lub zwyczajnie nie chce przeznaczać tyle pieniążków na przebywanie w miejscu, z którym się nie identyfikujecie. Dlatego też, chcę Wam dzisiaj przedstawić wariant treningowy w plenerze. Od razu Wam mówię, że do tego są potrzebne dwie osoby. No niestety, tak jest, że w parku lub innym miejscu, w którym chcemy ćwiczyć, nie ma żadnych maszyn etc. dlatego też, za maszynę posłuży nam ta druga osoba. Na pewno znajdzie się ktoś chętny, kto wybierze się z Wami, chłopak, przyjaciółka, brat lub siostra, ponieważ wiedzą, jak ważne jest dla Was odchudzanie, a sami nie stracą, na spędzaniu czasu na świeżym powietrzu.

1. Rozgrzewka

Jako rozgrzewkę, dla Moich kochanych Szczecinianek proponuję wejście marszem pod górkę w Parku Kasprowicza. Jest to idealne miejsce na trening w plenerze, właśnie ze względu na zróżnicowane podłoże, dużo zieleni i przede wszystkim czystość i spokój. Tak więc wchodzimy marszem pod słynną górę nad Rusałką, równym krokiem, wciągając powietrze nosem, a wypuszczając ustami. Następnie spokojnie z niej schodzimy na sam dół. Ćwiczenie najlepiej powtórzyć. W trakcie wchodzenia, nie zapomnijcie o rozgrzaniu rąk, stawów barkowych i nadgarstków po przez wymachy i skręty. Osoby, które nie mają czasu jechać do Parku, lub mieszkają dalej, na pewno mają koło swojego domu jakiś skwer zieleni z górką, dlatego wydaje mi się to dość optymalne dla wszystkich;)



2. Ćwiczenie pierwsze- baranki z powrotem między nogami.
Polega to na tym, że Wasza osoba towarzysząca staje kilka metrów przed Wami w rozkroku, ręce zgina w łokciach i opiera je stabilnie na udach, zginając ciało. Waszym zadaniem jest przeskoczenie jej/jego, tak jak skakaliśmy przez kozła w szkole. Pamiętajcie, aby w trakcie skoku położyć swoje ręce mniej więcej, między łopatkami osoby. W zależności od tego, na ile się czujecie, to Wasz towarzysz może się po prostu zniżyć, żeby nie było Wam ciężko go przeskoczyć. I nie martwcie się! Na pewno jesteście w stanie to zrobić, doskonale o tym wiem. Musicie zaufać swojemu ciału. Następnie wracacie z powrotem za plecy towarzysza, między jego nogami. Pamiętajcie o tym, że nie na czworaka. Kolana nie mogą dotykać ziemi. Będziecie troszkę wyglądać jak Spider-man;)



3. Ćwiczenie drugie- pchanie statuły.
Stajecie prosto i wyciągacie ręce do przodu, Wasz partner musi oprzeć się na tych rękach i zapierać się nogami z przodu. Dzięki temu stawia Wam opór i ćwiczycie odpowiednie partie mięśni. W takiej pozycji musicie "popchać" go przez ok. 50 metrów. Pamiętajcie o tym, żeby nie zapierać się zbyt mocno lub za lekko. Ćwiczenie należy powtórzyć 6 razy.



4. Ćwiczenie trzecie- przeciąganie.
Podobne do poprzedniego, tylko, że tym razem, to Wy stajecie z przodu, plecami do swojego partnera, wyciągacie ręce do tyłu, on łapie Was za nie i w taki sposób przeciągacie go do przodu. Również przez ok. 50 metrów (1 metr to ok. jeden duży krok), 6 powtórzeń



5. Ćwiczenie czwarte- pompki z przeskokiem.
Wasz partner leży na brzuchu wyprostowany. Wy stajecie przodem do jego boku i przeskakujecie go, po przeskoku, schodzicie do pompki (na początku może być na kolanach), wstajecie i kolejny skok i pompka. To ćwiczenie należy powtórzyć 8 razy.



6. Ćwiczenie piąte- ósemeczki
Osoba, która Wam towarzyszy staje w maksymalnie możliwym dla niej rozkroku. Wy będziecie kręcić ósemki w okół jego nóg. Po raz kolejny, musicie pamiętać, żeby nie chodzić na kolanach, tylko trzymać pupę wyżej i poruszać się na samych stopach i rękach. Po prostu znowu zmieniamy się w Spider Mana ;)



7. Na sam koniec, pamiętajcie o tym, żeby przynajmniej przez 10 minut potruchtać na dowolnej trasie. Po treningu siłowym, najlepiej jest zrobić ćwiczenia kardio, ponieważ w trakcie tego treningu Wasz metabolizm został postawiony na nogi, a podczas jednostajnego wysiłku fizycznego, jakim będzie ten bieg, spala się najwięcej kalorii.

Tak więc, to wszystko co mam dla Was, w kwestii ćwiczeń w plenerze. Pamiętajcie o tym, żeby po każdej serii ćwiczeń, zrobić sobie minutę przerwy, dla złapania oddechu. Chciałam również prosić Was o wyrozumiałość w stosunku do moich obrazków instruktażowych, ponieważ nigdzie w internecie nie mogłam znaleźć takich, które w idealny sposób pokażą daną pozycję, mam nadzieję, że te z mojej improwizacji oraz dokładny opis, Wam wystarczą. Ćwiczcie, oddychajcie świeżym powietrzem i cieszcie się naturą!
Buziaki



piątek, 14 listopada 2014

Dieta 1500kcal - dzień pierwszy.

Witam Was, moi Kochani! Ostatnio dowiedziałam się, że w gronie moich cudownych Czytelników, znajdują się również mężczyźni, dlatego też, muszę zmienić formę pisania do Was, aby nasi Panowie, nie czuli się odrzuceni.
Okazało się, że jednym z największych problemów, jakie Wam towarzyszą w takcie odchudzania, to pomysły na potrawy, dlatego też dzisiaj prezentuję Wam dzień diety, dla osób odchudzających się, uprawiających sport. Łączna ilość kalorii na dzień to 1500, ale pamiętajcie, że każdy z Was, powinien przejść indywidualne badania, bo dzienne zapotrzebowanie, jest zależne od tego, jaki prowadzicie styl życia, ile ważycie oraz szeregu innych czynników. 1500 kcal dla mężczyzny to zdecydowanie za mało, dlatego Panowie powinni spożywać przynajmniej 2000-2500, a jeśli trenuje nawet 3000kcal. Tak, jest to niesprawiedliwe, ale Panowie mogą zjeść więcej. Jest to uwarunkowane tym, że mają szybsze spalanie i nie odkłada im się tak, jak nam Kobitkom. Możemy obwiniać naszą fizjologię, ale dzieje się tak dlatego, że nasze ciało jest przystosowane do tego, aby chronić dzidziusia znajdującego się wewnątrz.
Tak więc zapraszam, mam nadzieję, ze Wam się spodoba. Oczywiście w kolejnych postach, będę dodawać kolejne dni, do tej diety, żeby ułatwić Wam tą ciężką drogę.

Śniadanie:
Owsiane placki:
Jajko                                                                    1 sztuka      51g
Otręby owsiane lub inne                                     3 łyżki        21g 
Jogurt naturalny light typu greckiego                 4 łyżki        80g
Pomidor                                                              1 sztuka      170g
Szczypiorek                                                        2 łyżeczki     5g
Dodatkowo oregano, zioła prowansalskie, czosnek, pieprz i nie za dużo soli.

Jajko wymieszaj z otrębami i 2 łyżkami jogurtu. Smaż placuszki na małej ilości oleju rzepakowego, wyłóż na papier do odsączenia tłuszczu. Pozostałe 2 łyżki jogurtu wymieszaj z oregano lub ziołami prowansalskimi. Na placuszki kładź pokrojonego w drobne kawałki pomidora, posól i popieprz, polej jogurtem. Na wierzch posyp drobno posiekanym szczypiorkiem.

Wartość kaloryczna:  241 kcal


II Śniadanie:
Sałatka owocowa:
Kiwi                                                     1 sztuka 75g
Mandarynki                                          2 sztuki 130g
Jabłko                                                   1/2 sztuki 90g
Banan                                                   1/2 sztuki 60g
Winogrono zielone                              garść 70g
Orzechy włoskie pokruszone              1 łyżeczka 5g

Wartość kaloryczna: 280 kcal


Obiad:
Spaghetti:
Puszka pomidorów                                                                                    240 g
(z Lidla, w składzie ma tylko krojone pomidory, sok z pomidorów i kwasek)
Mięso mielone z szynki                                                                             150g
Pieczarki                                                                12 sztuk                       240g
Papryka czerwona                                                 1 duża sztuka               230g
Cebula czerwona                                                   1 duża sztuka               105g
Cukinia                                                                  1/2 średniej sztuki        300g
Makaron razowy do spaghetti                               1 porcja                          50 g
Przyprawy: bazylia, oregano, papryka słodka, papryka ostra, sól, cukier, pieprz

Pomidory z puszki należy zblendować i wlać do garnuszka. Do tego dodajemy pokrojone w kostkę cebulę, paprykę i pieczarki. Cukinię należy potrzeć na tarce, na dużych oczkach i dodać do całości. Na samym końcu w osobnej misce wykładamy mięsko i doprawiamy je solą i pieprzem. Wszystkie składniki mieszamy razem w garnku, dodając przyprawy.

Wartość kaloryczna: 591,6 kcal


Podwieczorek:
Grejpfrut czerwony                                                1 duża sztuka                 260g
(najlepiej spożywać bez białej skórki, sam miąższ ze środka, wtedy nie jest gorzki;))

Wartość kaloryczna: 109 kcal.


Kolacja:
Sałatka z kurczakiem wędzonym:
Pierś wędzona z kurczaka                                                                           100g
Sałata lodowa                                                   2 duże liście                        80g
Pomidor                                                           1 sztuka                              170g
Papryka czerwona                                           1/2 sztuki                            115g
Por                                                                   1 porcja z białej części          50g
Rzodkiewka                                                     5 sztuk                                  75g
Rukola                                                             1 garść                                  20g
Ogórek kiszony                                               1 sztuka                                60g
Oliwa z oliwek                                                1 łyżka stołowa
Sok z cytryny                                                  2 łyżki stołowe
Przyprawy: czosnek, sól, pieprz ziołowy, cukier

Wszystkie składniki kroimy, sałatę lodową rwiemy na kawałki i wrzucamy do miski. Dodajemy oliwę z oliwek, sok z cytryny i przyprawy.

Wartość kaloryczna: 278kcal.


I tak oto wygląda cały dzień jedzenia na diecie 1500 kcal. Mam nadzieję, że to Wam pomoże i kolejny dzień na diecie będzie o wiele łatwiejszy. Smacznego! A przy okazji zbliżających się Świąt, pewnie wiele z Was powoli zabiera się za porządki w swoich domach, więc może warto zabrać się za "sprzątnie" w Waszych lodówkach! Nie ma nic ważniejszego, jak właściwe przechowywanie produktów, dzięki czemu nie tracą swoich wartości odżywczych;)



Buziaki

piątek, 7 listopada 2014

Ciasteczka zbożowo-bakaliowe

Dziś mam dla Was, moje Dziewczyny, coś dla ciała, ale również dla ducha! Za Waszą wytrwałość w związku ze świadomym odżywianiem, zrobiłam specjalnie dla Was bardzo, bardzo, bardzo zdrowe i smaczne ciasteczka zbożowo-bakaliowe. Oczywistym jest, że każda z nas ma ochotę na coś słodkiego i jak najbardziej się nam to należy za trudy, których doświadczamy każdego dnia. Przecież ile można w kółko żreć surowiznę?! A że sama jestem małym łasuchem, to wymyśliłam dla Was coś, co jedząc, nie macie prawa mieć żadnych wyrzutów sumienia, ponieważ wszystkie składniki są Wam bardzo niezbędne do codziennego funkcjonowania, dla zdrowia Waszej skóry, włosów, paznokci, ale przede wszystkim dla samopoczucia, bo która z Nas, nie czuje się lepiej, po zjedzeniu łakocia?

Składniki
-2 szklanki płatków owsianych
-4 łyżki stołowe otrębów pszennych
-1,5 szklanki mąki pszennej (można również użyć orkiszowej lub razowej)
-2 jajka
-0,5  łyżeczki sody oczyszczonej
-0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
-0,5 szklanki cukru trzcinowego
-100 g roztopionego masła
-3 łyżki wiórków kokosowych
-3 łyżki pestek słonecznika
-3 łyżki rodzynek (nie lubię ich w całości, więc zblendowałam je mniejsze kawałeczki)
-2 łyżki rozdrobnionych orzechów włoskich
-2 łyżki rozdrobnionych migdałów
-odrobina mleka 0,5% jeśli całość będzie zbyt sypka, do związania Waszej masy, nie może być lejąca, tylko stała!

Wszystkie składniki wrzucamy razem i w zależności od tego, jak lubicie Wasze bakalie, przepis możecie modyfikować, wzbogacić o żurawinę (ma zbawienny wpływ na drogi moczowe), suszone morele, czy śliwki i całą gamę innych orzechów, bądź wiórów. Formujecie z otrzymanej masy kuleczki, w wielkości zależnej od tego, jak duże ciacha chcecie. Takie kuleczki kładziecie na blachę przykrytą papierem do pieczenia i ugniatacie na płasko, żeby zyskały ładny owalny kształt. Pieczemy je w temperaturze ok. 160 stopni przez 15 minut, choć po 10 minutach warto do nich zajrzeć, bo każdy piekarnik jest inny. Kiedy krawędzie ciastek będą upieczone na złoty brąz, wtedy wyjmujemy i układamy do ostygnięcia. Polecam je spożywać wraz z kawką, kakao, mlekiem lub herbatką. Smacznego! Oto efekt moich działań;)

 Buziaki!

czwartek, 30 października 2014

Motywacja... zupa z Azji?

Temat niby prosty, ale jakże istotny w całym procesie zmian. Wiele z Was, pisze do mnie, jak mi się to udało, jak znalazłam motywację, skąd ją w ogóle brać, i tak pytaniami odnośnie wielkiej Panny M, mogę sypać jak z rękawa. Oczywistym jest, że nie znajduje się jej pod stołem w kuchni, lub tym bardziej w naszym ulubionym miejscu, jakim jest lodówka (nie, nie okłamujmy się, że tak nie jest), ale też nie da się jej wyczarować z kapelusza.
Z motywacją jest trochę jak z miłością, przychodzi i odchodzi, czasami opuszcza Nas w połowie drogi, a często zapomina Naszego adresu. Podobno jest to też tak, że na każdego przychodzi odpowiedni moment, jednak z tym stwierdzeniem pozwolę się nie zgodzić. Rozmawiałam z wieloma Dziewczynami przy kości, w delikatny sposób, chciałam zapytać, czy może warto by było coś w życiu zmienić. Ku mojemu zaskoczeniu, nie bulwersowały się, na zadanie pytanie, a co więcej, za każdym razem odpowiedź była podobna: "wiem jak wyglądam, przecież mam w domu lustro, ale zwyczajnie mi się nie chce". No właśnie. Jak zwykł mawiać mój Promotor, człowiek jest z natury leniwy, a jeśli chodzi o podjęcie jakiegokolwiek wyzwania, jakim jest odchudzanie, to często omija je szerokim łukiem. Często sama spędzałam godziny przed komputerem, na oglądaniu cudzych zdjęć, jak to schudł po 20, 30, 40 kg! I za każdym razem towarzyszyło mi jedno uczucie, zazdrość. Okropnie chciałam wyglądać tak jak te szczęściary ze zdjęć, które kiedyś były pulchne, a dziś świecą płaskimi brzuchami, jednak na chceniu zawsze się kończyło. Dziś wiem, że to nie są szczęściary, tylko kobiety, które wzięły los w swoje ręce i bardzo ciężko pracowały. A dzień na zmiany, powinien nastąpić dziś! Pamiętajcie, im później, tym ciężej jest zrzucać zbędne kilogramy, chodzi nie tylko o jędrność skóry, która powinna się w naturalny sposób ściągnąć, ale przede wszystkim w naszym wieku, mamy więcej siły i witalności do ćwiczeń, a nie wiadomo jak to będzie, kiedy przyjdzie praca, dzieci i zmęczenie.
Odchudzanie jest długotrwałą, wymagającą i ciężką pracą na pełny etat. Nie będę Was kłamała o tym, że to cudowna droga, usłana różami, NIE! To cholerne piekło Dantego, pełne demonów ze snickersami i słoikami nutelli na każdym kroku. Kluczem, do odpowiedniej w tej sytuacji, motywacji jest punkt zwrotny w waszym życiu, ale przede wszystkim postawienie sobie realnego celu do osiągnięcia i podjęcie się jego realizacji. Jak już wiecie, u mnie było to rozstanie z chłopakiem, ale to nie tylko to. Oczywiście, nadarzyła się okazja, aby pokazać światu, że jestem w stanie to zrobić, ale Dziewczyny, najważniejsze to pokazać sobie, że możesz zmienić, to z czym teraz jest Ci tak ciężko. Tak więc ta rozłąka, była zaledwie pretekstem. Z każdym dniem moja motywacja stawała się coraz większa, za każdym razem, kiedy stawałam na wagę i widziałam coraz to mniej kilogramów, wiedziałam, ze to co robię ma sens. Jednak wszystko zależy od charakteru, z natury jestem osobą dość upartą, a to doświadczenie pokazało mi, że również zdeterminowaną i konsekwentną. Ale przecież kiedyś taka nie byłam, konsekwencji i determinacji, nauczyłam się w trakcie.
Jeśli to Was nie przekonuje, zawsze możecie, tak jak moja koleżanka, spróbować metody na tzw. wzrokowca. Miała wtedy rozmiar 44, do Sylwestra zostały 4 miesiące. Wybrała się do sklepu i kupiła przepiękną sukienkę w rozmiarze 38 i powiesiła ją na wieszaku w swoim pokoju. Codziennie rano wstawała i widziała tą kreacje. Codziennie wiedziała, dlaczego to robi, i nie będzie to dla Was wielkim zaskoczeniem, jeśli Wam powiem, że szczęśliwie osiągnęła swój cel i pokazała się na zabawie w pięknej sukience. Nie chodzi mi o to, żebyście teraz leciały i kupowały za małe ciuchy, chodzi tylko to, żeby pozytywne myśli i chęć zmian, cały czas Wam towarzyszyły. Otaczajcie się tym, ustawcie motywator na tapecie komputera, w telefonie, naklejcie karteczkę samoprzylepną na lustro w łazience! Zróbcie cokolwiek, co pomoże Wam w osiągnięciu celu.
Niezmiernie ważny elementem w utrzymaniu motywacji jest jej konsekwentne podtrzymywanie. Będą momenty i to Wam mogę zapewnić i dać obie ręce sobie obciąć, że będziecie miały wszystkiego dosyć. Będziecie głodne, zmęczone i wściekłe na cały świat. Sama przez to przechodziłam, kiedy chciałam wszystko rzucić w cholerę i pożreć tabliczkę czekolady. Ale wtedy musicie zobaczyć, jak wiele osiągnęłaś do tej pory! Przypomnieć sobie, że nigdy wcześniej tyle nie wytrzymałaś i nie warto tego zaprzepaszczać. Myślicie, że maratończyk w połowie trasy, nie ma ochoty jebnąć sobie drzemki na boku trasy?! Oczywiście, że tak! Ale mimo piekącego bólu w nogach i sahary w ustach, biegnie dalej i tak samo powinno być od dziś z Wami! Powinnyście być pieprzonymi maratończykami, a kiedy dotrzecie do mety, przyjdzie euforia, a cały ból i smutek zniknie! Jak tego dokonać? Zdradzę Wam swoją radę. Nie raz, mało się nie porzygałam na widok siłowni. Jak sobie pomyślałam, ze mam tam wejść po raz tysięczny to przychodziły same złe myśli. Ale wtedy zamiast robić standardowego treningu, który tylko by mnie dosmucał i dalej zniechęcał, robiłam, to co lubię, czyli biegałam. Weszłam na bieżnię i nie zeszłam z niej przez godzinę, zawsze wtedy wracają do mnie pozytywne myśli, i mówię do siebie "zobacz jak Ci świetnie idzie, jak możesz nawet myśleć o tym, żeby to zaprzepaścić", a kolejnego dnia, złe myśli odchodzą a motywacja pozostaje. Po prostu zróbcie coś dla siebie, coś co lubicie. Idźcie do fryzjera, na paznokcie, potańczyć z przyjaciółkami, na spacer, lub ćwiczcie w sposób w jaki lubicie, a wszystko wróci do normy.
 Niezmiernie ważne w tym wszystkim jest wsparcie, jakie powinnyście otrzymać ze strony przyjaciół, rodziny, ale przede wszystkim partnera. Z nimi wszystkimi, spędzacie najwięcej czasu, a dom, jest teraz Waszym największym polem walki. Wy zmieniacie Wasze życie i przyzwyczajenia, ale często jest tak, że partner nie chce, a dzieci często uciekają przed zdrowym żywieniem. Z doświadczenia wiem, że jeśli Wasza rodzina, raz dziennie zje z Wami "wasz" posiłek, to nie umrą od tego, a w ten właśnie sposób, nie będą Was wystawiać na pokusę i okażą ogromne wsparcie, którego teraz najbardziej potrzebujecie. Niech przyjaciele, nie proponują jedzenia na mieście, przecież mogą zjeść tam kiedy indziej, a nie akurat w dniu, w którym się spotykacie. Na pewno to zrozumieją, a Wam będzie zdecydowanie lżej, jeśli nie będziecie musiały siedzieć i ślinić się na widok jedzonej przez kogoś pizzy, bo pewnie nawet ja, bym tego nie zniosła. Zdrowie jedzenie, wcale nie oznacza wcinania trawy i to właśnie powinnyście pokazać rodzinie. Na wspólne imprezy, przynieście danie przygotowane w zdrowy sposób przez Was samych, jedzcie je wspólnie z nimi, wtedy to spotkanie będzie o wiele przyjemniejsze i łatwiejsze.
Wiem, że o komplementy, nie można się dopraszać, ale uwierzcie mi, nawet jeśli zrzucicie 5kg, to już będzie widać, a dobre słowa w stylu "jak schudłaś", "jak ładnie wyglądasz", "jestem z Ciebie dumny", są bardzo pokrzepiające, a jako istoty, które muszą żyć między innymi, miło jest słyszeć właśnie od nich, jak dobrze nam idzie. Poza tym, jak ktoś czasami połechta Wam ego, to świat się nie zawali, a poczujecie się zdecydowanie lepiej, przy czym towarzyszyć  Wam będzie niespotykane poczucie dumy z własnych osiągnięć.
Skłamałabym, gdybym nie przyznała się do tego, ze Wy jesteście moją motywacją. Przed założeniem bloga, stanęłam na rozstaju, ponieważ minął już rok od kiedy walczę z wagą i byłam zwyczajnie zmęczona. Potrzebowałam kopa pozytywnej energii i to Wy mi go dałyście. Przez Wasz pozytywny oddźwięk na mojego bloga, uzmysłowił mi to, że jeśli moja pisanina miałaby pomóc chociażby jednej osobie, to naprawdę, cholernie warto. Wiem, że pisząc tutaj i udzielając Wam rad, jakim była bym człowiekiem, gdybym sama ich nie przestrzegała. Dlatego najwięcej wymagam od siebie, bo skoro radzę coś moim kochanym Czytelniczkom, muszę być wzorem i przykładem, który przestrzega wszystkich reguł.
Tak więc, moje Kochane Dziewczyny, spójrzcie w lustro, a zobaczycie tam piękną osobę, osobę, za którą warto walczyć i której musicie udowodnić, że jesteście w stanie zrobić wszystko. Pokochajcie siebie, uwierzcie w swoje siły, bo macie jej niezliczone pokłady. Przekraczajcie granice własnych możliwości i zacznijcie zmiany! Jesteście, zbyt cudowne, żeby żyć w ciele, które Was ogranicza!
Na sam koniec, tak jak Wam już obiecałam, dzielę się z Wami, kolejną dawką moich zdjęć "przed", oraz tych "po", mam nadzieję, że może one posłużą Wam, jako motywator i pokażą, że chcieć to móc! Sprezentowała mi je Daria Kulikowska, wspaniała Pani fotograf, którą możecie dorwać w studiu Fotomaria przy ul. Parkowej w Szczecinie. Gorąco polecam!
Buziaki!








niedziela, 26 października 2014

To nie tylko "kwas"!

Ponieważ sezon na cytrusy, uważam oficjalnie za rozpoczęty, to chciałabym z tej okazji, specjalnie dla Was, wziąć te pyszności pod lupę, żebyście wiedziały, co jecie i dlaczego warto to robić.


Pomarańcze
  •  posiadają witaminę C, A, B, B12, P, sole mineralne i peptyny, które pobudzają czynności jelit oraz przeciwdziałają wchłanianiu toksyn zalegających w jelitach,
  •  wspomagają układ odpornościowy w zwalczaniu takich chorób i dolegliwości jak, grypę, zgagę, wzdęcia, zaparcia, gorączka, infekcje dróg oddechowych,
  • jest również bogatym źródłem błonnika pokarmowego, kwasu foliowego oraz potasu,
  • są niskokaloryczne i bardzo sycące, 100 gram obranych pomarańczy, zawiera jedynie 45 kalorii,
  • korzystnie wpływają na równowagę kwasowo-zasadową w naszym organizmie, ponieważ spożywamy w większości produkty kwasotwórcze, tj. ryby, pieczywo, etc. przez co mechanizm, który wyrównuje gospodarkę naszego organizmu jest mocno obciążony. Ponieważ pomarańcze nie zawierają praktycznie siarki i fosforu, są bardzo zasado-wspomagające, przez zgromadzony w nich magnez i potas,
  • są solidną i smaczną dawką witamy C, która chroni nas przed wolnymi rodnikami, ale również wspomaga nasz układ moczowy.
Cytryny
  • oprócz dużej zawartości witaminy C, cytryna zawiera tzw. polifenole, czyli związki, które zapobiegają chorobom układu krwionośnego, jak np. miażdżyca,
  • warto pamiętać, że tak naprawdę najwięcej witamin jest w skórce cytryny! Dlatego zamiast wyrzucać ją do śmieci, można lepiej wykorzystać to, w codziennym gotowaniu,
  • cytryna działa detoksykująco na nasz organizm. Te wszystkie magiczne tabletki, które reklamują Wam w telewizji, możecie od razu wyrzucić do śmieci, bo to chłam. Codziennie po przebudzeniu pijcie jedną szklankę wody z cytryną, a naprawdę poczujecie różnice! (najbardziej wskazane po całonocnej balandze),
  • pamiętajcie jednak, żeby z cytrynami, nie przesadzać, ponieważ mają bardzo silny odczynnik kwasowy, przez co w dużych ilościach, można sobie zakwasić organizm,
  • spożywanie cytryn jest bardzo wskazane, w okresie zimowo-jesiennym, kiedy nasz organizm jest wystawiony na wszelkiego rodzaju wirusy i zarazki, ponieważ bardzo dobrze podnosi poziom naszej odporności.
Limonki
  • podobnie jak jej żółtsza kuzynka, limonka również zawiera duże ilości witaminy C oraz flawonoidów, które wspomagają naszą odporność i są grupą przeciwutleniaczy, które działają owadobójczo. Jeśli, jesteście, tak jak ja, codziennie narażone na ataki, ze strony gryzących insektów, pijcie więcej soku z limonki, niech krwiopijcy mają ostatnią ucztę!
  • oprócz swoich zdrowotnych pozytywów, zwróćcie uwagę na to, że limonka jest wszechobecna w świecie kosmetyków i to nie bez powodu. Jej cudotwórcze działanie, wspaniale wpływa na naszą cerę, włosy, paznokcie, a dodatkowo detoksykuje organizm.
  • sok z limonki zmieszany z ciepłą wodą to także sposób na zrzucenie wagi. Kwasy zawarte w limonce to świetny spalacz tłuszczu. Wystarczą dwie szklanki dziennie, aby zauważyć efekty.
Grejpfruty
  • biała osłona owocu zawiera bardzo duże ilości naringiny (odpowiedzialnej za specyficzny, gorzkawy smak grejpfruta), substancji działającej przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo, obniżającej ilość cholesterolu, zmniejszającej poziom glukozy we krwi i przyspieszającej przemianę materii,
  • oprócz witaminy C w grejpfrucie znajdziemy także witaminę E, PP, kwas foliowy i inne witaminy z grupy B. Choć owoc składa się w 90 proc. z wody, zawiera wiele substancji, które korzystnie wpływają na nasze zdrowie: kwasy organiczne, flawonoidy, pektyny i błonnik, a także wapń, potas, żelazo, magnez, fosfor, cynk, fluor i mangan,
  • co ważne dla wszystkich pragnących stracić zbędne kilogramy, grejpfruty poprawiają metabolizm i zapobiegają odkładaniu się tłuszczu. Tak więc to obowiązkowa pozycja w menu odchudzających się,
  • kryje się w nich około 400 związków chemicznych, które niosą nam korzyści terapeutyczne: działają przeciwgrzybicznie i przeciwbakteryjnie, mają właściwości antyoksydacyjne, chronią przed infekcjami i oczyszczają organizm,
  • są idealnym owocem dla cukrzyków, ponieważ zawierają bardzo niski indeks glikemiczny,
  • okazuje się również, że działają przeciwrakowo, są idealne w profilaktyce chorób serca, wątroby oraz całego układu krwionośnego.
 Tak więc, moje Drogie Dziewczyny, od dzisiaj spożywajcie w dowolnych ilościach pomarańcze i grejpfruty, a na cerę i detoksykację, codziennie rano szklankę wody z limonką lub cytryną. Bogactwo witamin macie pod ręką! A dopóki, panuje sezon na te pyszności, macie pewność, że nie są sztucznie pędzone, do tego, składniki odżywcze w nich zawarte, na pewno będą lepszej jakości, niż cytrusa w sezonie letnim!
Buziaki
      

środa, 22 października 2014

Coś na "słodko"

Odchudzanie i zdrowe żywienie nie musi być wcale pozbawione łakoci, jednak musicie nauczyć się robić to z głową. Dlatego też, dzisiaj mam dla Was, porcję zdrowych placuszków owsiano-otrębowych, jako wariant, zdrowego i pożywnego śniadania!

Składniki:
0,5l mleka 0,5%
2 jajka
2 szklanki mąki razowej
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżeczka cynamonu
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 łyżki otrębów (dowolnie wybranych)
0,5 szklanki płatków owsianych (jeśli ich nie lubisz, możesz je zblendować na pyłek)
1 jabłko
1 gruszka
(w składnikach, jak słusznie zauważyłyście, nie ma cukru, ponieważ słodycz Waszego śniadanka zapewnią Wam dodane owoce, oraz dżem;))

Przygotowanie:
Jabłko i gruszkę trzemy na dużych oczkach na tarce. Od jajek oddzielamy żółtka i ubijamy białka mikserem na piankę (dzięki temu placuszki będą bardziej puszyste). Po tym, wszystkie składniki łączymy w całość i dokładnie mieszamy mikserem. Placki smażymy na patelni teflonowej, lub ceramicznej, na najmniejszym ogniu (są dość pracochłonne, ale warto!) BEZ DODATKU TŁUSZCZU, lub jakiejkolwiek oliwy, oleju lub masła na tej patelni. Najlepiej podawać, z kawusią, dla dzieci z kakao, oraz niskosłodzonym dżemem lub domowymi przetworami. Smacznego! 


Buziaki

piątek, 17 października 2014

Warzywa, warzywa i jeszcze raz warzywa!

Dokładnie! Mam nadzieję, że pamiętacie to, jak pisałam Wam, moje drogie, że od dziś, najważniejszym składnikiem waszego jadłospisu, mają być warzywa! Powinny one zajmować co najmniej połowę talerza i towarzyszyć Wam, przy każdym posiłku. Wiem, że czasami, brak weny na wymyślanie czegokolwiek, a nie macie już ochoty patrzeć na surowiznę, dlatego zdecydowałam, że podam Wam, moje ulubione przepisy na sałatki i surówki, które nadają się zarówno do obiadu, jak i śniadania, czy w ramach kolacji.

1. Surówka selerowa.
-pół selera
-2 marchewki
-małe jabłko
-ocet balsamiczny
-sól
-pieprz
-brązowy cukier
Seler i marchewki trzemy do miski, na małych oczkach, następnie na dużych oczkach, trzeba potrzeć obrane jabłuszko (bez pestek). Do wszystkiego dodajemy do smaku, szczyptę soli, pieprzu, cukru i odrobinkę octu balsamicznego. Mieszajcie to najlepiej dwoma widelcami, wtedy ocet, dobrze przejdzie przez warzywa.

2. Sałatki vinegree
Tutaj składniki są dowolne w zależności, od tego, jakie świeże warzywa lubicie, np.
-sałata lodowa
-rukola
-pomidor
-ogórek
-rzodkiewka
-szczypiorek
-papryka
-oliwa z oliwek
-ocet balsamiczny
-sól
-pieprz
-przyprawy
-czosnek
Można również dodać oliwki, jeśli lubisz i chudszy ser feta.
Wszystkie składniki kroimy i wrzucamy do jednej michy. Jednak najważniejszy tutaj jest sos i to nie ten gotowiec z torebki, do którego dodaje się wodę i olej, tylko prawdziwy i zdrowy. Sos: 3 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka octu balsamicznego, sól, pieprz, cukier, drobno posiekany czosnek i świeży koperek. Sos można dowolnie modyfikować, w zależności od upodobań smakowych, bardziej na ostro, bardziej ziołowo. Inwencja twórcza jest nieograniczona.

3. Mizerie
Jest kilka wariantów, mogą być z samych ogórków, ale jak wiecie składają się one w większej ilości z wody, jak ze składników odżywczych, dlatego do smutnego ogórka, dorzućcie szczypiorek i np. rzodkiewkę. Posiekane warzywa, wrzucacie do miski, najpierw dodajecie odrobinę soli i pieprzu, następnie wlewacie jogurt naturalny (do 3% tłuszczu) i próbujecie. Jeśli uważacie, że nie ma smaku, przyprawcie odrobinkę więcej, ale nie przeginajcie z solą! Można również zrobić taką mizerię z pomidorków i cebuli, następnie procedura, jest identyczna, jak w przypadku ogórka;)

4. Por i marchewka
-biała część pora
-2 marchewki
-jogurt naturalny lub majonez light
-sól
-pieprz
- musztarda
Jest to wersja light, surówki, którą robiła moja mama, niestety zwykła ona dawać do niej słoik majonezu, którego My staramy się unikać. Tak więc, por kroimy wzdłuż na dwie części i siekamy. Marchewkę trzeba potrzeć na grubych oczkach, wrzucamy je razem do miski, następnie solimy, pieprzymy, dodajemy jogurt naturalny lub dwie łyżki majonezu light oraz łyżeczkę musztardy.

5. Kapusta pekińska
-mała główka sałaty pekińskiej
-ogórek kiszony
-papryka czerwona
-papryka zółta
-papryka zielona
-oliwa z oliwek
-sól
-pieprz
Wszystkie warzywa siekamy w kosteczki, kapustę rwiemy na kawałki i jak zwykle do jednej michy, całość zalewamy odrobinką oliwy z oliwek i przyprawiamy, według uznania.

6. Buraczki
Niesamowite w swej prostocie, ale jakie zdrowe! Wiadomo, jest przy nich trochę roboty, ale naprawdę warto. W zależności od tego, ile zjecie i dla ilu osób gotujecie obiad, tyle buraków trzeba zakupić, ja zawsze robię z kilograma, bo zostaje mi do kolacji. Buraki należy najpierw ugotować, następnie obrać i zetrzeć na grubych oczkach. Na grubych oczkach trzemy również jabłko, cebulę kroimy w kostkę, dodajemy do smaku sól, cukier, pieprz, odrobinkę kwasku cytrynowego i oliwy z oliwek. Można je również zrobić na ciepło, również gotujemy je, a następnie obieramy, tylko te trzeba zetrzeć na małych oczkach i od razu do garnuszka. Pokrojoną w kostkę cebulę należy zeszklić na patelni z oliwą z oliwek, dodać do buraczków, a do smaku tak jak wcześniej, sól, cukier, pieprz i odrobinę kwasku cytrynowego.

7. Coleslaw light
mała główka białej kapusty
2 marchewki
1 cebula
180g jogurtu greckiego light
4 łyżki mleka
2 łyżeczki cukru
1 łyżka octu
2 łyżki soku z cytryny
łyżeczka musztardy
sól, pieprz
ząbek czosnku
Kapustę szatkujemy. Marchewkę trzemy na grubych oczkach. Dodajemy pokrojoną cienko cebulkę. Wszystko dokładnie mieszamy. W osobnym naczyniu przyszykować sos z jogurtu naturalnego, przypraw, cukru, octu, soku z cytryny i mleka. Wszystko dokładnie wymieszać, aż składniki się ze sobą połączą. Zalać dressingiem kapustę i dokładnie wymieszać, tak aby cała kapusta była pokryta sosem. Odstawić do lodówki na przynajmniej dwie godzinki.

8. Czerwona kapusta
Pół główki czerwonej kapusty
3 ogórki kiszone
cebula
sól
cukier
pieprz
oliwa z oliwek
łyżeczka soku z cytryny
Kapustę szatkujemy, a następnie trzeba ją przegotować, aby nie była gorzka lub twarda (gotujemy 3-4 minutki), następnie odlewamy do durszlaka i zostawiamy do ostygnięcie. Ogórki należy potrzeć na grubych oczkach i odlać z nich sok. Cebulkę kroimy w kosteczkę. Wszystkie składniki wrzucamy razem, dodajemy sól, cukier, pieprz, oliwę z oliwek i sok z cytryny. Dokładnie mieszamy i gotowe.

9. Kapusta kiszona
300 g kapusty kiszonej
1 cebula
2 słodkie jabłka
2 średnie marchewki
sól
pieprz czarny mielony
1 łyżeczka cukru
3-4 łyżki oliwy z oliwek
Kapustę należy odcisnąć dokładnie z nadmiaru soku i poszatkować. Na grubych oczkach trzemy jabłka i marchewki, a cebulkę kroimy w kostkę. Całość, przekładamy do jednej miski, doprawiamy solą, pieprzem, cukrem i oliwą z oliwek, tak zrobiona jest już gotowa do podania!

To wszystkie moje pomysły na sałatki obiadowo-inno-daniowe, mam nadzieję, że choć odrobinkę Wam pomogłam w przecieraniu witaminowych szlaków! Zachęcam Was, do podzielenia się swoimi przepisami, pamiętajcie, musimy wspierać się nawzajem. Tym zdrowym akcentem, życzę Wam, moje kochane Dziewczyny, miłego i zdrowego weekendu. Na sam koniec, mała rada, jak przechowywać Wasze zdrowości, ja w wielu przypadkach byłam zaskoczona;)
Buziaki


wtorek, 14 października 2014

Dom, siłownia, dom, siłownia...?

No właśnie, przed Wami kolejny dylemat, czy ćwiczyć w domu, czy na siłowni? Sama przez to przechodziłam i temat jest mi bardzo bliski. Jest to stosunkowo spory dylemat, ponieważ oprócz spraw organizacyjnych i finansowych, wchodzi również tutaj aspekt emocjonalny. Z własnego doświadczenia wiem, że ciężko jest się zdecydować na pójście na siłownię, jednak postaram się dla Was, moje kochane, przedstawić temat z każdej strony.
Któregoś razu, gdy biegałam na bieżni i myślałam o niebieskich migdałach, coś mnie trafiło. Rozglądając się w okół, zobaczyłam, że na sali siłowni, nie ma ani jednej osoby przy kości (bo o tych, z nadwagą to już nie wspominam), a ja sama jestem tutaj chyba największym hipopotamem. Wiem, wiem, że może to też być przypadek, że akurat na tą siłownię, na którą ja sama uczęszczam, po prostu nikt taki nie przychodzi, ale nie ma nic bardziej mylnego! Tak się składa, że w ciągu całej swojej kariery chodziłam w dwa takie miejsca i tam również, dziwnie się składało, że tylko ja byłam pulchna, a wokół mnie same marchewko-żerne kobitki. Zbadałam również temat, wśród innych swoich koleżanek i one też doszły do podobnych konkluzji. Jedyne osoby, które przychodziły i miały widoczne problemy z wagą, to byli Panowie.
Tak więc, skąd taki paradoks, że na siłownię nie przychodzą osoby (a zwłaszcza kobiety), które najbardziej tego potrzebują? Odpowiedź jest bardzo prosta - ze strachu! Ja wiem o tym doskonale, i Wy pewnie też, moje kochane, że nie ma nic gorszego, niż oceniające spojrzenia, wstrętne miny, czy chichoty za plecami w stylu "co ona ze sobą zrobiła?!". Nie raz padałam ofiarą żartów i wyzwisk, ze względu na swój rozmiar, dlatego też rozumiem strach i obawę, jaka towarzyszy w pójściu na siłownię. Jest tam pełno pięknych, wyćwiczonych kobiet (które tylko mogą spotęgować moje kompleksy), mężczyzn, często z ciała jak z żurnala i kiedy stoi się pośród nich, w za dużej koszulce, dzięki której, można ukryć co nie co, nasuwa się tylko jedno pytanie "co ja tutaj kurwa robię?!"
No to ja Ci, chętnie odpowiem. Przyszłaś tutaj zmienić swoje życie! Wszystkie bzdury, którymi nabijają Wam głowy w TV, możecie od razu wyrzucić w niepamięć. Siłownia wcale nie jest pełna pięknych ludzi, którzy tylko czyhają, czy za rogiem, u jej bram nie stanie jakiś grubas, z którego można się powyśmiewać. Każdy jest tam tak naprawdę zajęty sobą, skupiony na swoim treningu i zastanawiający się, czy faktycznie śmierdzi (przez intensywność ćwiczeń oczywiście) jak cała reszta w okół. Wiadomo,  jak wszędzie znajdą się gwiazdeczki, które przychodzą pojeździć sobie na rowerku w pełnym makijażu, ale spokojnie, to nie jest liceum, tutaj chodzą jednak dorośli ludzie.
Okazuje się również, że są bardzo pomocni, ponieważ, jeśli nie wiesz, jak korzystać z jakiegoś sprzętu, zawsze ktoś Ci pomoże, podpowie. Ma się tutaj właśnie okazje nawiązać zdrowe relacje, wymienić doświadczeniami, bo pamiętajcie, Oni tam wszyscy, też kiedyś przyszli pierwszy raz!
Jak ja to uwielbiam mówić, "legendy głoszą, że ktoś ćwiczy w domu". Tak, wiem, że istnieją takie Ewenementy i naprawdę bardzo im zazdroszczę samozaparcia, ale bądźmy teraz przez chwilkę szczera same ze sobą. Ile z Was, kupiło w swoim życiu rowerek, bieżnię, stepper bądź jakikolwiek inny sprzęt i zarzekało się, że będzie na nim ćwiczyć, a teraz patrzycie za siebie, a z rowerka powstał wieszak na ubrania, a hantle dawno zniknęły pod warstwą kurzu, znajdującego się pod szafką.
Idąc na siłownię, ma się presję otoczenia. Inni ćwiczą, więc i Ty to robisz, tak jesteśmy skonstruowani. Poza tym, oni też Cię nakręcają do działania. Można tam zobaczyć to, jakby chciało się wyglądać w przyszłości, a nie ma nic lepszego, jak poczucie dumy z samej siebie, kiedy schodzisz z sali i ledwo człapiesz do szatni, z przyklejonymi włosami do czoła, i znakiem batmana z potu na tyłku.
Dlatego moje kochane, jak najbardziej polecam Wam pójście na siłownię, a najlepiej do takiej, gdzie w karnecie macie opcję treningu z trenerem. Dostosuje on wtedy plan do Waszych indywidualnych potrzeb, oczekiwań i możliwości, bo musicie pamiętać, że Wasze ciała, od dawna nie miały za wiele wysiłku fizycznego i żebyście na pierwszy raz, kiedy idziecie tam z zajebistą energią i werwą, zwyczajnie nie przegięły, nie daj Boże zrobiły sobie krzywdę, a przez to zniechęciły i zaniechały jakiekolwiek działania! Tak więc, Dziewczyny, pora brać się do pracy, Nowy Rok, tuż za pasem, a to najlepszy moment na noworoczne postanowienia i zmiany!
A na sam koniec, najlepszy trening (z humorem!), który sama również praktykuję i codziennie wzmacniam przez to swoją siłę woli ;)