sobota, 29 listopada 2014

Jak przetrwać dietę.

No właśnie, jak? Niby odżywiasz się zdrowo, ćwiczysz, unikasz słodkości i fast foodów, ale wciąż dookoła Ciebie pełno pułapek, zaczepek i są momenty kiedy najchętniej rzuciłbyś to w cholerę? Nie raz przez to przechodziłam. Dlatego chciałabym przedstawić Wam kilka prostych rad, które naprawdę mogą Wam ułatwić tą drogę;)

1. Nie chodź na zakupy, kiedy jesteś głodny.
Okazuje się, że kiedy jesteśmy głodni, chcemy kupić wszystko wokół i zejść to najlepiej jeszcze, zanim dojdziemy do kasy. Widok batoników i chipsów, sprawia Ci większy ból, gdy na nie patrzysz, kiedy jesteś głodny, niż gdy idziesz do sklepu najedzony? Dzieje się tak, ponieważ Twój głodny i oszukany mózg, sugeruje Ci, że musisz kupić więcej, żeby zjeść więcej, przez co faktycznie po powrocie jemy o to więcej co kupiliśmy, żeby się nie zmarnowało!

2. Czytaj etykiety.
Wydaje Ci się, że kupujesz jakiś serek wiejski, bo jest zdrowy i w zasadzie to sam nabiał, kiedy po odwróceniu opakowania, okazuje się, że ma w sobie 1% twarogu, a reszta to wzmacniacze, konserwanty i same "E". Wiem, że na początku wygląda to trochę dziwnie, kiedy stoisz nad opakowaniem wędliny i czytasz, co tam się znajduje, a natłok bab, pcha się na Ciebie, bo przecież zajmujesz tyle miejsca, przy półce z produktami. Ale naprawdę warto. Ponad połowa produktów, które kiedyś wydawały mi się zdrowe i całkiem spoko, musiałam odrzucić, bo okazały się w 70% przetworzone i sztuczne. Kiedy zaczniecie, trochę Wam to będzie zajmowało, ale z czasem nabierzecie wprawy i już poznacie swoje zdrowe jedzonko.

3. Nakładaj sobie mniejsze porcje i jedz powoli.
Okazuje się, że potrzebujemy zdecydowanie mniej jedzenia niż nam się wydaje. Przekonałam się o tym, doskonale na własnej skórze. Już po tym, jak utraciłam swoją wagę, jadłam w zasadzie te same porcje posiłków co wcześniej, a był to duży błąd, bo mój żołądek już zdążył się znacznie zmniejszyć i od stołu odchodziłam okropnie objedzona. Nie wyobrażałam sobie, że np. można najeść się jednym jajkiem na miękko, ale okazało się, że mogę i w zupełności mi to wystarcza. Zaczęłam po prostu jeść wolniej, niż kiedyś. Do naszego mózgu, informacja o tym, że jesteśmy najedzeni, dochodzi dopiero po 15-20 minutach, a ja nieraz, pewnie tak jak Wy, kończyłam posiłek po 5-10 minutach. Dlatego poświęćcie więcej czasu na posiłek, a zobaczycie, że naprawdę nie potrzebujecie zjeść tak dużo, jak Wam się wydaje. A jeśli przed odchudzaniem lubiliście tzw. "zjeść", czyli wszystko jedno, a dużo i teraz cierpicie katusze nad kawałeczkiem kurczaczka i kilkoma warzywami, to nałóżcie ten sam posiłek, ale na mniejszy talerz. Dzięki temu Wasz mózg, będzie myślał, że właśnie dostał danie na talerzu, normalnie wypchanym po brzegi. To naprawdę działa;)

4.Jedz w stałych odstępach czasowych.
Przez to, Twój metabolizm, będzie we właściwy sposób podkręcony przez cały dzień, a jedząc mniej ale częściej, nie obciążamy tak żołądka. Poza tym, Wasz organizm nauczy się, o których dostarczacie do niego jedzenie i nie ma opcji, że pojawi się u Was efekt jo-jo. Bierze się on z tego, że delikwentka nie je np. cały dzień, a następnego dnia zje serek wiejski/kromkę chleba lub cokolwiek innego, to jej organizm wyłapie 100% cukrów, węgli i innych składników z tego, ponieważ nie będzie wiedział, kiedy znowu dostanie jeść i wszystko zostaje odłożone w tzw. "boczki". Gdy jecie racjonalnie i o stałych porach, Wasze ciało ma komfort tego, ze wybiera, co jest Wam potrzebne, a zbędnych składników się pozbędzie i wszyscy są szczęśliwi. Najlepsze godziny na jedzenie to:
Osobiście mogę Wam powiedzieć, że trzymam się tego rozkładu i nie mam żadnych problemów z układem pokarmowym. Oczywiście godzina śniadania jest ruchoma, tyle o ile w tygodniu raczej zjadam śniadanko o 8.00, ponieważ chodzę na uczelnię, o tyle w weekend lubię sobie pospać i wstaję ok. 10.00-11.00, więc jem śniadanie zaraz po przebudzeniu i pomijam drugie śniadanie. Pamiętajcie, że kolacja powinna być najpóźniej o 19.00 i zdecydowanie w formie lekko-warzywnej. Kolacja ma by c posiłkiem wyciszającym Wasz organizm i lekko stawnym, dlatego nie jemy nabiału, który powinien być spożywany rano, owoców, mięs, tylko warzywa i ryby.

5. Stare przekąski, zamień na nowe-zdrowsze.
Tak, ja też nie wyobrażam sobie seansu filmowego, bez chrupania i podjadania, a jak się ogląda programy w stylu Masterchef lub Hell's kitchen, to ślinianki chodzą jak szalone. Sęk w tym, żeby chrupać z głową! Zamieńcie chipsy, popcorn i m&m'sy, na paprykę, marchewkę, ogórka, pomarańcze, jabłka, winogrono i po prostu całą masę innych produktów. Pokrójcie je na małe kawałeczki, poukładajcie ładnie na talerzyku i viola, można zajadać zdrowo do filmu.

6. Nigdy nie ćwiczcie na czczo lub z pełnym żołądkiem.
Przebrnęłam przez oba te przypadki i teraz wiem, że były to debilne pomysły. Tyle o ile z pełnym żołądkiem jeszcze da się ćwiczyć, ale co 5 minut zbiera Ci się na wymioty, odbija się, tym co właśnie zjadłeś, jest Ci ciężko i myślisz, że zaraz umrzesz, to z pustym żołądkiem, można wyrządzić sobie prawdziwą krzywdę. To był dzień ważenia na siłowni z moim trenerem. Często mi się zdarzało np. wracać z pracy po nocce do domu bez śniadania, które potem pałaszowałam po przyjściu, więc uznałam, że mogę jechać na czczo na siłownię. Zależało mi na tym, bo chciałam, żeby waga pokazała tyle ile powinna, a nie 1-1,5 kg więcej po posiłku. Faktycznie ważenie wypadło super i tak jak się spodziewałam, ale kiedy przyszło do pierwszego przysiadu, nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie mogłam wstać, bo dopadł mnie ogromny ból głowy. Trener pytał oczywiście, czy jadłam śniadanie, a ja się zarzekałam, że tak, bo było mi wstyd się przyznać, że z taką wiedzą, jaką powinnam mieć do tej pory, odwaliłam tak poważny błąd! Na szczęście nic poważnego się nie stało, tyle tylko, ze zmarnowałam swój czas, bo musiałam wracać do domu coś zjeść,  a nie zostać i ćwiczyć, tak jak to miałam zaplanowane. Dlatego nie popełniajcie mojego błędu i nigdy nie wychodźcie z domu, bez śniadania!

7. Nie urządzaj sobie dragońskich diet.
Ostatnio miałam okazję rozmawiać z moim kolegą, który niesamowicie schudł! Po prostu efekt, był tak porażający, że nie byłam do końca pewna, czy on, to on. Kiedy zapytałam się, jak tego dokonał i dostałam swoją odpowiedź, to po prostu opadła mi szczena. Schudł z 122kg do 72kg. Tak, efekt niesamowity, ale okazało się, że zrzucił 50 kg w 7 miesięcy!!! Moi lekarze twierdzili, ze utrata 42 kg w rok to za dużo, a co dopiero 50 kg w troszkę ponad pół roku?! Osiągnął to po przez zjadanie dwóch posiłków dziennie o godzinie 10.00 i 15.00, nie przekraczając przy tym 1000kcal dziennie. Oprócz tego codziennie biegał i raz w tygodniu basen. Do tej pory się zastanawiam, jakim cudem miał na to siłę?! I aż boję się zapytać, co będzie, kiedy zacznie normalnie się odżywiać. Nawet bardziej jak pewnym jest, że nabawi się efektu jo-jo, lub do końca życia będzie sobie wszystkiego odmawiał. Wiem doskonale o tym, że gdy człowiek się odchudza, efekty chciałby już widzieć następnego dnia, ale jak to się mówi, nie przytyłeś wczoraj, nie schudniesz jutro i na wszystko powinno się mieć czas i cierpliwość. Mam nadzieję, że żadne z Was, nie wyrządzi sobie krzywdy dietą, tak jak mój kolega, ponieważ stanowi to poważne i REALNE zagrożenie dla Waszego zdrowia.

8. Jedz dwa razy w tygodniu coś słodkiego.
Oczywiście, że tak! Przecież nie wolno sobie w życiu wszystkiego odmawiać, ale chodzi o to, żeby przy jedzeniu nauczyć się myśleć. Wyobraźcie sobie, że odrzucacie wszystkie słodycze i nie jecie nic. Ile wytrzymasz w takim sposobie odżywiania? Góra pół roku, wiem, bo sprawdziłam. A potem, kiedy dopadnie Cię kryzys, pochłoniesz wszystko co słodkie w zasięgu kilometra, a na koniec pozostaną Ci tylko dodatkowe kilogramy i wyrzuty sumienia. Zaplanuj sobie dwa stałe dni w tygodniu kiedy jesz słodkie (moje to piątek i niedziela;)), i zjedz wtedy łakocia, ale nie bezwartościowego batonika lub chipsy, tylko dwa paski gorzkiej czekolady, domowe ciacho lub lody.

9. Otaczaj się pozytywną energią.
Żyj tym, czego dokonałeś, a nie myślami w stylu "Boże jeszcze jestem taki gruby". To, że w ogóle zacząłeś, to sukces! Na każdym kroku przypominaj sobie, jakie to dla Ciebie ważne, jak wiele osiągnąłeś i jaki masz cel. Dlaczego chcesz to robić i, że robisz to dla siebie. Często w trakcie odchudzania nachodzą nas pesymistyczne myśli, w szczególności wtedy, gdy jesteśmy głodni, lub nie możemy zjeść tego na co mamy ochotę. Niesłychanie ważne jest wtedy, odrzucenie tych myśli, które do niczego nie dążą, tylko do pogłębiania kompleksów. Pokochaj siebie, swoje zmieniające się ciało, a życie naprawdę stanie się łatwiejsze. Przecież nikt inny, tylko wspaniały TY, zdecydowałeś się na odchudzanie, więc nie może być nic złego, w tak cudownym człowieku;)

Mam nadzieję, że znaleźliście odpowiedzi na pytania i refleksje, które Was męczyły i, że po raz kolejny pomogłam Wam w ułatwieniu tej, niełatwej drogi. Na sam koniec, odrobinka humoru, choć mam nadzieję, że dzięki moim radom, nigdy Was to nie dopadnie.
Buziaki



piątek, 21 listopada 2014

Trening w plenerze.



Trening na łonie natury może być zdecydowanie bardziej przyjemny, od tego, który robimy w sali lub siłowni, która aż pęka w szwach od nadmiaru testosteronu. My kobiety, stworzenia z natury bardziej wrażliwe i delikatne nie chcemy, aby ktokolwiek nas oceniał. Nie ma nic przyjemniejszego, niż poranne ćwiczenia na świeżym powietrzy, sam na sam, ze swoimi myślami i własnym ciałem. Wiem też, że wiele z Was nie ma przekonania co do siłowni, lub zwyczajnie nie chce przeznaczać tyle pieniążków na przebywanie w miejscu, z którym się nie identyfikujecie. Dlatego też, chcę Wam dzisiaj przedstawić wariant treningowy w plenerze. Od razu Wam mówię, że do tego są potrzebne dwie osoby. No niestety, tak jest, że w parku lub innym miejscu, w którym chcemy ćwiczyć, nie ma żadnych maszyn etc. dlatego też, za maszynę posłuży nam ta druga osoba. Na pewno znajdzie się ktoś chętny, kto wybierze się z Wami, chłopak, przyjaciółka, brat lub siostra, ponieważ wiedzą, jak ważne jest dla Was odchudzanie, a sami nie stracą, na spędzaniu czasu na świeżym powietrzu.

1. Rozgrzewka

Jako rozgrzewkę, dla Moich kochanych Szczecinianek proponuję wejście marszem pod górkę w Parku Kasprowicza. Jest to idealne miejsce na trening w plenerze, właśnie ze względu na zróżnicowane podłoże, dużo zieleni i przede wszystkim czystość i spokój. Tak więc wchodzimy marszem pod słynną górę nad Rusałką, równym krokiem, wciągając powietrze nosem, a wypuszczając ustami. Następnie spokojnie z niej schodzimy na sam dół. Ćwiczenie najlepiej powtórzyć. W trakcie wchodzenia, nie zapomnijcie o rozgrzaniu rąk, stawów barkowych i nadgarstków po przez wymachy i skręty. Osoby, które nie mają czasu jechać do Parku, lub mieszkają dalej, na pewno mają koło swojego domu jakiś skwer zieleni z górką, dlatego wydaje mi się to dość optymalne dla wszystkich;)



2. Ćwiczenie pierwsze- baranki z powrotem między nogami.
Polega to na tym, że Wasza osoba towarzysząca staje kilka metrów przed Wami w rozkroku, ręce zgina w łokciach i opiera je stabilnie na udach, zginając ciało. Waszym zadaniem jest przeskoczenie jej/jego, tak jak skakaliśmy przez kozła w szkole. Pamiętajcie, aby w trakcie skoku położyć swoje ręce mniej więcej, między łopatkami osoby. W zależności od tego, na ile się czujecie, to Wasz towarzysz może się po prostu zniżyć, żeby nie było Wam ciężko go przeskoczyć. I nie martwcie się! Na pewno jesteście w stanie to zrobić, doskonale o tym wiem. Musicie zaufać swojemu ciału. Następnie wracacie z powrotem za plecy towarzysza, między jego nogami. Pamiętajcie o tym, że nie na czworaka. Kolana nie mogą dotykać ziemi. Będziecie troszkę wyglądać jak Spider-man;)



3. Ćwiczenie drugie- pchanie statuły.
Stajecie prosto i wyciągacie ręce do przodu, Wasz partner musi oprzeć się na tych rękach i zapierać się nogami z przodu. Dzięki temu stawia Wam opór i ćwiczycie odpowiednie partie mięśni. W takiej pozycji musicie "popchać" go przez ok. 50 metrów. Pamiętajcie o tym, żeby nie zapierać się zbyt mocno lub za lekko. Ćwiczenie należy powtórzyć 6 razy.



4. Ćwiczenie trzecie- przeciąganie.
Podobne do poprzedniego, tylko, że tym razem, to Wy stajecie z przodu, plecami do swojego partnera, wyciągacie ręce do tyłu, on łapie Was za nie i w taki sposób przeciągacie go do przodu. Również przez ok. 50 metrów (1 metr to ok. jeden duży krok), 6 powtórzeń



5. Ćwiczenie czwarte- pompki z przeskokiem.
Wasz partner leży na brzuchu wyprostowany. Wy stajecie przodem do jego boku i przeskakujecie go, po przeskoku, schodzicie do pompki (na początku może być na kolanach), wstajecie i kolejny skok i pompka. To ćwiczenie należy powtórzyć 8 razy.



6. Ćwiczenie piąte- ósemeczki
Osoba, która Wam towarzyszy staje w maksymalnie możliwym dla niej rozkroku. Wy będziecie kręcić ósemki w okół jego nóg. Po raz kolejny, musicie pamiętać, żeby nie chodzić na kolanach, tylko trzymać pupę wyżej i poruszać się na samych stopach i rękach. Po prostu znowu zmieniamy się w Spider Mana ;)



7. Na sam koniec, pamiętajcie o tym, żeby przynajmniej przez 10 minut potruchtać na dowolnej trasie. Po treningu siłowym, najlepiej jest zrobić ćwiczenia kardio, ponieważ w trakcie tego treningu Wasz metabolizm został postawiony na nogi, a podczas jednostajnego wysiłku fizycznego, jakim będzie ten bieg, spala się najwięcej kalorii.

Tak więc, to wszystko co mam dla Was, w kwestii ćwiczeń w plenerze. Pamiętajcie o tym, żeby po każdej serii ćwiczeń, zrobić sobie minutę przerwy, dla złapania oddechu. Chciałam również prosić Was o wyrozumiałość w stosunku do moich obrazków instruktażowych, ponieważ nigdzie w internecie nie mogłam znaleźć takich, które w idealny sposób pokażą daną pozycję, mam nadzieję, że te z mojej improwizacji oraz dokładny opis, Wam wystarczą. Ćwiczcie, oddychajcie świeżym powietrzem i cieszcie się naturą!
Buziaki



piątek, 14 listopada 2014

Dieta 1500kcal - dzień pierwszy.

Witam Was, moi Kochani! Ostatnio dowiedziałam się, że w gronie moich cudownych Czytelników, znajdują się również mężczyźni, dlatego też, muszę zmienić formę pisania do Was, aby nasi Panowie, nie czuli się odrzuceni.
Okazało się, że jednym z największych problemów, jakie Wam towarzyszą w takcie odchudzania, to pomysły na potrawy, dlatego też dzisiaj prezentuję Wam dzień diety, dla osób odchudzających się, uprawiających sport. Łączna ilość kalorii na dzień to 1500, ale pamiętajcie, że każdy z Was, powinien przejść indywidualne badania, bo dzienne zapotrzebowanie, jest zależne od tego, jaki prowadzicie styl życia, ile ważycie oraz szeregu innych czynników. 1500 kcal dla mężczyzny to zdecydowanie za mało, dlatego Panowie powinni spożywać przynajmniej 2000-2500, a jeśli trenuje nawet 3000kcal. Tak, jest to niesprawiedliwe, ale Panowie mogą zjeść więcej. Jest to uwarunkowane tym, że mają szybsze spalanie i nie odkłada im się tak, jak nam Kobitkom. Możemy obwiniać naszą fizjologię, ale dzieje się tak dlatego, że nasze ciało jest przystosowane do tego, aby chronić dzidziusia znajdującego się wewnątrz.
Tak więc zapraszam, mam nadzieję, ze Wam się spodoba. Oczywiście w kolejnych postach, będę dodawać kolejne dni, do tej diety, żeby ułatwić Wam tą ciężką drogę.

Śniadanie:
Owsiane placki:
Jajko                                                                    1 sztuka      51g
Otręby owsiane lub inne                                     3 łyżki        21g 
Jogurt naturalny light typu greckiego                 4 łyżki        80g
Pomidor                                                              1 sztuka      170g
Szczypiorek                                                        2 łyżeczki     5g
Dodatkowo oregano, zioła prowansalskie, czosnek, pieprz i nie za dużo soli.

Jajko wymieszaj z otrębami i 2 łyżkami jogurtu. Smaż placuszki na małej ilości oleju rzepakowego, wyłóż na papier do odsączenia tłuszczu. Pozostałe 2 łyżki jogurtu wymieszaj z oregano lub ziołami prowansalskimi. Na placuszki kładź pokrojonego w drobne kawałki pomidora, posól i popieprz, polej jogurtem. Na wierzch posyp drobno posiekanym szczypiorkiem.

Wartość kaloryczna:  241 kcal


II Śniadanie:
Sałatka owocowa:
Kiwi                                                     1 sztuka 75g
Mandarynki                                          2 sztuki 130g
Jabłko                                                   1/2 sztuki 90g
Banan                                                   1/2 sztuki 60g
Winogrono zielone                              garść 70g
Orzechy włoskie pokruszone              1 łyżeczka 5g

Wartość kaloryczna: 280 kcal


Obiad:
Spaghetti:
Puszka pomidorów                                                                                    240 g
(z Lidla, w składzie ma tylko krojone pomidory, sok z pomidorów i kwasek)
Mięso mielone z szynki                                                                             150g
Pieczarki                                                                12 sztuk                       240g
Papryka czerwona                                                 1 duża sztuka               230g
Cebula czerwona                                                   1 duża sztuka               105g
Cukinia                                                                  1/2 średniej sztuki        300g
Makaron razowy do spaghetti                               1 porcja                          50 g
Przyprawy: bazylia, oregano, papryka słodka, papryka ostra, sól, cukier, pieprz

Pomidory z puszki należy zblendować i wlać do garnuszka. Do tego dodajemy pokrojone w kostkę cebulę, paprykę i pieczarki. Cukinię należy potrzeć na tarce, na dużych oczkach i dodać do całości. Na samym końcu w osobnej misce wykładamy mięsko i doprawiamy je solą i pieprzem. Wszystkie składniki mieszamy razem w garnku, dodając przyprawy.

Wartość kaloryczna: 591,6 kcal


Podwieczorek:
Grejpfrut czerwony                                                1 duża sztuka                 260g
(najlepiej spożywać bez białej skórki, sam miąższ ze środka, wtedy nie jest gorzki;))

Wartość kaloryczna: 109 kcal.


Kolacja:
Sałatka z kurczakiem wędzonym:
Pierś wędzona z kurczaka                                                                           100g
Sałata lodowa                                                   2 duże liście                        80g
Pomidor                                                           1 sztuka                              170g
Papryka czerwona                                           1/2 sztuki                            115g
Por                                                                   1 porcja z białej części          50g
Rzodkiewka                                                     5 sztuk                                  75g
Rukola                                                             1 garść                                  20g
Ogórek kiszony                                               1 sztuka                                60g
Oliwa z oliwek                                                1 łyżka stołowa
Sok z cytryny                                                  2 łyżki stołowe
Przyprawy: czosnek, sól, pieprz ziołowy, cukier

Wszystkie składniki kroimy, sałatę lodową rwiemy na kawałki i wrzucamy do miski. Dodajemy oliwę z oliwek, sok z cytryny i przyprawy.

Wartość kaloryczna: 278kcal.


I tak oto wygląda cały dzień jedzenia na diecie 1500 kcal. Mam nadzieję, że to Wam pomoże i kolejny dzień na diecie będzie o wiele łatwiejszy. Smacznego! A przy okazji zbliżających się Świąt, pewnie wiele z Was powoli zabiera się za porządki w swoich domach, więc może warto zabrać się za "sprzątnie" w Waszych lodówkach! Nie ma nic ważniejszego, jak właściwe przechowywanie produktów, dzięki czemu nie tracą swoich wartości odżywczych;)



Buziaki

piątek, 7 listopada 2014

Ciasteczka zbożowo-bakaliowe

Dziś mam dla Was, moje Dziewczyny, coś dla ciała, ale również dla ducha! Za Waszą wytrwałość w związku ze świadomym odżywianiem, zrobiłam specjalnie dla Was bardzo, bardzo, bardzo zdrowe i smaczne ciasteczka zbożowo-bakaliowe. Oczywistym jest, że każda z nas ma ochotę na coś słodkiego i jak najbardziej się nam to należy za trudy, których doświadczamy każdego dnia. Przecież ile można w kółko żreć surowiznę?! A że sama jestem małym łasuchem, to wymyśliłam dla Was coś, co jedząc, nie macie prawa mieć żadnych wyrzutów sumienia, ponieważ wszystkie składniki są Wam bardzo niezbędne do codziennego funkcjonowania, dla zdrowia Waszej skóry, włosów, paznokci, ale przede wszystkim dla samopoczucia, bo która z Nas, nie czuje się lepiej, po zjedzeniu łakocia?

Składniki
-2 szklanki płatków owsianych
-4 łyżki stołowe otrębów pszennych
-1,5 szklanki mąki pszennej (można również użyć orkiszowej lub razowej)
-2 jajka
-0,5  łyżeczki sody oczyszczonej
-0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
-0,5 szklanki cukru trzcinowego
-100 g roztopionego masła
-3 łyżki wiórków kokosowych
-3 łyżki pestek słonecznika
-3 łyżki rodzynek (nie lubię ich w całości, więc zblendowałam je mniejsze kawałeczki)
-2 łyżki rozdrobnionych orzechów włoskich
-2 łyżki rozdrobnionych migdałów
-odrobina mleka 0,5% jeśli całość będzie zbyt sypka, do związania Waszej masy, nie może być lejąca, tylko stała!

Wszystkie składniki wrzucamy razem i w zależności od tego, jak lubicie Wasze bakalie, przepis możecie modyfikować, wzbogacić o żurawinę (ma zbawienny wpływ na drogi moczowe), suszone morele, czy śliwki i całą gamę innych orzechów, bądź wiórów. Formujecie z otrzymanej masy kuleczki, w wielkości zależnej od tego, jak duże ciacha chcecie. Takie kuleczki kładziecie na blachę przykrytą papierem do pieczenia i ugniatacie na płasko, żeby zyskały ładny owalny kształt. Pieczemy je w temperaturze ok. 160 stopni przez 15 minut, choć po 10 minutach warto do nich zajrzeć, bo każdy piekarnik jest inny. Kiedy krawędzie ciastek będą upieczone na złoty brąz, wtedy wyjmujemy i układamy do ostygnięcia. Polecam je spożywać wraz z kawką, kakao, mlekiem lub herbatką. Smacznego! Oto efekt moich działań;)

 Buziaki!