Z motywacją jest trochę jak z miłością, przychodzi i odchodzi, czasami opuszcza Nas w połowie drogi, a często zapomina Naszego adresu. Podobno jest to też tak, że na każdego przychodzi odpowiedni moment, jednak z tym stwierdzeniem pozwolę się nie zgodzić. Rozmawiałam z wieloma Dziewczynami przy kości, w delikatny sposób, chciałam zapytać, czy może warto by było coś w życiu zmienić. Ku mojemu zaskoczeniu, nie bulwersowały się, na zadanie pytanie, a co więcej, za każdym razem odpowiedź była podobna: "wiem jak wyglądam, przecież mam w domu lustro, ale zwyczajnie mi się nie chce". No właśnie. Jak zwykł mawiać mój Promotor, człowiek jest z natury leniwy, a jeśli chodzi o podjęcie jakiegokolwiek wyzwania, jakim jest odchudzanie, to często omija je szerokim łukiem. Często sama spędzałam godziny przed komputerem, na oglądaniu cudzych zdjęć, jak to schudł po 20, 30, 40 kg! I za każdym razem towarzyszyło mi jedno uczucie, zazdrość. Okropnie chciałam wyglądać tak jak te szczęściary ze zdjęć, które kiedyś były pulchne, a dziś świecą płaskimi brzuchami, jednak na chceniu zawsze się kończyło. Dziś wiem, że to nie są szczęściary, tylko kobiety, które wzięły los w swoje ręce i bardzo ciężko pracowały. A dzień na zmiany, powinien nastąpić dziś! Pamiętajcie, im później, tym ciężej jest zrzucać zbędne kilogramy, chodzi nie tylko o jędrność skóry, która powinna się w naturalny sposób ściągnąć, ale przede wszystkim w naszym wieku, mamy więcej siły i witalności do ćwiczeń, a nie wiadomo jak to będzie, kiedy przyjdzie praca, dzieci i zmęczenie.
Odchudzanie jest długotrwałą, wymagającą i ciężką pracą na pełny etat. Nie będę Was kłamała o tym, że to cudowna droga, usłana różami, NIE! To cholerne piekło Dantego, pełne demonów ze snickersami i słoikami nutelli na każdym kroku. Kluczem, do odpowiedniej w tej sytuacji, motywacji jest punkt zwrotny w waszym życiu, ale przede wszystkim postawienie sobie realnego celu do osiągnięcia i podjęcie się jego realizacji. Jak już wiecie, u mnie było to rozstanie z chłopakiem, ale to nie tylko to. Oczywiście, nadarzyła się okazja, aby pokazać światu, że jestem w stanie to zrobić, ale Dziewczyny, najważniejsze to pokazać sobie, że możesz zmienić, to z czym teraz jest Ci tak ciężko. Tak więc ta rozłąka, była zaledwie pretekstem. Z każdym dniem moja motywacja stawała się coraz większa, za każdym razem, kiedy stawałam na wagę i widziałam coraz to mniej kilogramów, wiedziałam, ze to co robię ma sens. Jednak wszystko zależy od charakteru, z natury jestem osobą dość upartą, a to doświadczenie pokazało mi, że również zdeterminowaną i konsekwentną. Ale przecież kiedyś taka nie byłam, konsekwencji i determinacji, nauczyłam się w trakcie.
Jeśli to Was nie przekonuje, zawsze możecie, tak jak moja koleżanka, spróbować metody na tzw. wzrokowca. Miała wtedy rozmiar 44, do Sylwestra zostały 4 miesiące. Wybrała się do sklepu i kupiła przepiękną sukienkę w rozmiarze 38 i powiesiła ją na wieszaku w swoim pokoju. Codziennie rano wstawała i widziała tą kreacje. Codziennie wiedziała, dlaczego to robi, i nie będzie to dla Was wielkim zaskoczeniem, jeśli Wam powiem, że szczęśliwie osiągnęła swój cel i pokazała się na zabawie w pięknej sukience. Nie chodzi mi o to, żebyście teraz leciały i kupowały za małe ciuchy, chodzi tylko to, żeby pozytywne myśli i chęć zmian, cały czas Wam towarzyszyły. Otaczajcie się tym, ustawcie motywator na tapecie komputera, w telefonie, naklejcie karteczkę samoprzylepną na lustro w łazience! Zróbcie cokolwiek, co pomoże Wam w osiągnięciu celu.
Niezmiernie ważny elementem w utrzymaniu motywacji jest jej konsekwentne podtrzymywanie. Będą momenty i to Wam mogę zapewnić i dać obie ręce sobie obciąć, że będziecie miały wszystkiego dosyć. Będziecie głodne, zmęczone i wściekłe na cały świat. Sama przez to przechodziłam, kiedy chciałam wszystko rzucić w cholerę i pożreć tabliczkę czekolady. Ale wtedy musicie zobaczyć, jak wiele osiągnęłaś do tej pory! Przypomnieć sobie, że nigdy wcześniej tyle nie wytrzymałaś i nie warto tego zaprzepaszczać. Myślicie, że maratończyk w połowie trasy, nie ma ochoty jebnąć sobie drzemki na boku trasy?! Oczywiście, że tak! Ale mimo piekącego bólu w nogach i sahary w ustach, biegnie dalej i tak samo powinno być od dziś z Wami! Powinnyście być pieprzonymi maratończykami, a kiedy dotrzecie do mety, przyjdzie euforia, a cały ból i smutek zniknie! Jak tego dokonać? Zdradzę Wam swoją radę. Nie raz, mało się nie porzygałam na widok siłowni. Jak sobie pomyślałam, ze mam tam wejść po raz tysięczny to przychodziły same złe myśli. Ale wtedy zamiast robić standardowego treningu, który tylko by mnie dosmucał i dalej zniechęcał, robiłam, to co lubię, czyli biegałam. Weszłam na bieżnię i nie zeszłam z niej przez godzinę, zawsze wtedy wracają do mnie pozytywne myśli, i mówię do siebie "zobacz jak Ci świetnie idzie, jak możesz nawet myśleć o tym, żeby to zaprzepaścić", a kolejnego dnia, złe myśli odchodzą a motywacja pozostaje. Po prostu zróbcie coś dla siebie, coś co lubicie. Idźcie do fryzjera, na paznokcie, potańczyć z przyjaciółkami, na spacer, lub ćwiczcie w sposób w jaki lubicie, a wszystko wróci do normy.
Niezmiernie ważne w tym wszystkim jest wsparcie, jakie powinnyście otrzymać ze strony przyjaciół, rodziny, ale przede wszystkim partnera. Z nimi wszystkimi, spędzacie najwięcej czasu, a dom, jest teraz Waszym największym polem walki. Wy zmieniacie Wasze życie i przyzwyczajenia, ale często jest tak, że partner nie chce, a dzieci często uciekają przed zdrowym żywieniem. Z doświadczenia wiem, że jeśli Wasza rodzina, raz dziennie zje z Wami "wasz" posiłek, to nie umrą od tego, a w ten właśnie sposób, nie będą Was wystawiać na pokusę i okażą ogromne wsparcie, którego teraz najbardziej potrzebujecie. Niech przyjaciele, nie proponują jedzenia na mieście, przecież mogą zjeść tam kiedy indziej, a nie akurat w dniu, w którym się spotykacie. Na pewno to zrozumieją, a Wam będzie zdecydowanie lżej, jeśli nie będziecie musiały siedzieć i ślinić się na widok jedzonej przez kogoś pizzy, bo pewnie nawet ja, bym tego nie zniosła. Zdrowie jedzenie, wcale nie oznacza wcinania trawy i to właśnie powinnyście pokazać rodzinie. Na wspólne imprezy, przynieście danie przygotowane w zdrowy sposób przez Was samych, jedzcie je wspólnie z nimi, wtedy to spotkanie będzie o wiele przyjemniejsze i łatwiejsze.
Wiem, że o komplementy, nie można się dopraszać, ale uwierzcie mi, nawet jeśli zrzucicie 5kg, to już będzie widać, a dobre słowa w stylu "jak schudłaś", "jak ładnie wyglądasz", "jestem z Ciebie dumny", są bardzo pokrzepiające, a jako istoty, które muszą żyć między innymi, miło jest słyszeć właśnie od nich, jak dobrze nam idzie. Poza tym, jak ktoś czasami połechta Wam ego, to świat się nie zawali, a poczujecie się zdecydowanie lepiej, przy czym towarzyszyć Wam będzie niespotykane poczucie dumy z własnych osiągnięć.
Skłamałabym, gdybym nie przyznała się do tego, ze Wy jesteście moją motywacją. Przed założeniem bloga, stanęłam na rozstaju, ponieważ minął już rok od kiedy walczę z wagą i byłam zwyczajnie zmęczona. Potrzebowałam kopa pozytywnej energii i to Wy mi go dałyście. Przez Wasz pozytywny oddźwięk na mojego bloga, uzmysłowił mi to, że jeśli moja pisanina miałaby pomóc chociażby jednej osobie, to naprawdę, cholernie warto. Wiem, że pisząc tutaj i udzielając Wam rad, jakim była bym człowiekiem, gdybym sama ich nie przestrzegała. Dlatego najwięcej wymagam od siebie, bo skoro radzę coś moim kochanym Czytelniczkom, muszę być wzorem i przykładem, który przestrzega wszystkich reguł.
Tak więc, moje Kochane Dziewczyny, spójrzcie w lustro, a zobaczycie tam piękną osobę, osobę, za którą warto walczyć i której musicie udowodnić, że jesteście w stanie zrobić wszystko. Pokochajcie siebie, uwierzcie w swoje siły, bo macie jej niezliczone pokłady. Przekraczajcie granice własnych możliwości i zacznijcie zmiany! Jesteście, zbyt cudowne, żeby żyć w ciele, które Was ogranicza!
Na sam koniec, tak jak Wam już obiecałam, dzielę się z Wami, kolejną dawką moich zdjęć "przed", oraz tych "po", mam nadzieję, że może one posłużą Wam, jako motywator i pokażą, że chcieć to móc! Sprezentowała mi je Daria Kulikowska, wspaniała Pani fotograf, którą możecie dorwać w studiu Fotomaria przy ul. Parkowej w Szczecinie. Gorąco polecam!
Buziaki!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz