niedziela, 22 lutego 2015

SÓL - Przyjaciel, czy Wróg?

No właśnie, wiele razy zastanawiałam się nad tą solą. Jak to w końcu z nią jest? Wiele osób mówi, że zatrzymuje wodę w organizmie, że tyle jej spożywamy w ciągu dnia, że jest taka okropnie niezdrowa, ale z drugiej strony zawiera wartościowy potas i jod. Wiele nieścisłości i wątpliwości towarzyszy nie tylko mi, ale również Wam, dlatego dzisiaj wzięłam tę małą, białą spryciulę pod lupę i pobawiłam się w małego detektywna sklepowego.
Warto zacząć od tego, czym w ogóle jest sól. Ta kuchenna to w zasadzie czysty chlorek sodu (NaCl), stosowany powszechnie jako przyprawa i konserwant. Może być wspomagana związkami jodu, albo przeciwnie obniża się jej zawartość sodu, lub dostarcza w formie prawie w ogóle nieoczyszczonej, czyli soli kamiennej. Ale którą najlepiej spożywać? Obecnie rynek spożywczy proponuje nam wiele jej odmian:
Sól warzona: jest to poddana oczyszczeniu sól kamienna, w efekcie tych zabiegów pozostaje w zasadzie sam chlorek sodu, pozbawiony wszystkich ważny mikroelementów, a posiadający jedynie walory smakowe. (Cena za 1kg to ok. 80gr)



Sól kamienna: podobno jedna z najbardziej wartościowych, ponieważ zostaje ona pakowana w zasadzie w takiej formie, w której została wydobyta, tzn. że nie była oczyszczana, żadne minerały nie zostały z niej wypłukane, ale również nic nie zostało do niej dodane. (Cena za 1kg to ok 1zł)

Sól do przetworów: ze względu na bardzo wysoko stężony skład NaCl, braku jodu i innych składników mineralnych, sól do przetworów nadaje się tylko i wyłącznie do kiszenia i marynowania produktów spożywczych, nie należy jej używać do codziennego gotowania! (Cena za 1kg to ok. 90gr-1,45zł)



Sól morska: jest produktem, który jest suszony bez użycia chemikaliów. Znajdują się w niej mikroskopijne żyjątka morskie, co przyczynia się do obecności naturalnego jodu. Sól morska jest szara i może być lekko wilgotna. Oznacza to, że zawartość minerałów jest wysoka. Ze względu na swój mocny smak, sól morska powinna być stosowana w mniejszych ilościach niż sól kuchenna. Zwykle trzeba ją też nieco zmielić. Na sklepowych półkach można znaleźć różne jej rodzaje, od naturalnej grubo ziarnistej, drobnej, ale również smakowej. (Cena za 1kg od 3.55-6zł w zależności od tego jak bardzo jest naturalna).





Oczywiście producenci soli morskiej, a nawet tej zwykłej, znajdują masę sposobów na to, aby nas jak najlepiej naciągnąć, sugerując nam, że potrzebujemy pewnych rzeczy, o których do tej pory nawet nie pomyśleliśmy. Tak jest między innymi z solami ziołowymi lub czosnkowymi. Są to najzwyczajniejsze sole, które za 1kg płacimy grosze, ale, że konkretny producent łaskawie zdecydował się dorzucić tam 20% pieprzy lub 12,5% ziół prowansalskich, już wołają o nie krocie, a przecież same możemy sobie taką sól zrobić w domu! Ich ceny sięgają od 22,50zł do nawet 127zł za 1 kg!





Sól z Himalajów: kiedy mówimy o himalajskiej soli mamy na myśli tylko jeden określony typ soli krystalicznej, czyli tej, pochodzącej z  wschodniego pasa Karakorum Himalajów w Pakistanie. Sól ta była przedmiotem kompleksowych badań medycznych opisanych w książce "Water & Salt - The Essence of Life" autorstwa dr Barbary Hendel, lekarza i biofizyka, Peter Ferreira. Sól himalajska jest najzdrowszą i najczystszą solą dostępną na ziemi. Miliony lat temu energia słoneczna wysuszyła główne morza. Ten rodzaj soli krystalicznej jest w całości czysty i naturalny, podobnie jak historyczny pierwotny ocean. Ta naturalna sól krystaliczna była przez miliony lat wystawiona na działanie ogromnego ciśnieni Sól krystaliczna płynie w czystych, białawych, różowawych i czerwonawych błyszczących żyłach gór solnych. Dawniej, sól ta była nazywana także "solą króla", ponieważ była zarezerwowana dla rodzin królewskich. Zwykły obywatel dostawał tylko sól kamienną. Dlatego na półkach sklepowych jest dostępna biała, różowa i czerwona sól himalajska. Jednak również niech tutaj wasza czujność nie zostanie uśpiona, ponieważ możecie natknąć się na podróbki tej soli produkowanej np. w Tajlandii. (Cena za 1kg to ok 24zł)



A na sam koniec, moja ukochana perełka, którą wygrzebałam dzisiaj na sklepowej półce, czyli sól "dietetyczna", którą takową solą w ogóle nie powinna się nazywać, ponieważ w składzie na 3 pozycji pojawił się ES36, czyli sztuczna substancja przeciwzbrylająca! Normalnie samo zdrowie. (Cena za 1kg to ok 15zł)



Dlatego też moje kochane, pamiętajcie o tym, żeby ZAWSZE czytać etykiety! Ponieważ pod Waszą baczną lupą, niektóre produkty light, fit lub dietetyczne, mogą okazać się wilkami w owczej skórze.
Tak więc, próbując odpowiedzieć na postawione wyżej pytanie, czy sól jest nam potrzebna czy nie, mogę tylko odpowiedzieć jedno, że wszystko w nadmiarze szkodzi. Dziennie człowiek nie powinien zjadać więcej soli niż 5g (ok. 1 płaska, mała łyżeczka) i póki trzymamy się tego schematu, sól będzie naszym przyjacielem. Oduczcie się solenia ryżu, makaronu czy kaszy w trakcie gotowania, przecież i tak dodacie do niej zdrowy sosik, który jest wystarczająco przyprawiony. Starajcie się solić stopniowo coraz mniej, a zobaczycie, że duża ilość soli, wcale nie musi być aż tak potrzebna w Waszej kuchni. Osobiście jestem zwolenniczką naturalnej soli morskiej, ale mam nadzieję, że dzięki informacjom, jakie dla Was zgromadziłam, od dzisiaj będziecie mądrzejsze i konsekwentniejsze w wyborze smaku, Waszej kuchni i same zdecydujecie, jaka sól będzie na Waszych stołach.
Buziaki

niedziela, 15 lutego 2015

Pomysł na dietetyczny obiad i deser.

Jakim była bym człowiekiem, gdybym obiecywała Wam dietetyczne przepisy, a słowa nie dotrzymała? Dlatego dzisiaj podaję Wam na "talerzu" kolejne pomysły na zdrowe obiady, a że życie w tym kraju trzeba trochę osłodzić, to czym był by obiad bez słodkiego deseru?;)

Indyk po meksykańsku:
1 puszka czerwonej fasoli
1 puszka kukurydzy
1 biała część pora
1 czerwona cebula
1 biała cebula
4 ząbki czosnku
1 papryka czerwona
1 papryka żółta
1 puszka pomidorów bez skóry
1/2 cukinii
500g mięsa mielonego z indyka
kasza kuskus
papryka czerwona słodka i ostra
sól
pieprz
bazylia
oregano
gałka muszkatołowa
chilli
oliwa z oliwek

Czerwoną fasolę i kukurydzę odlewamy z puszek na durszlak, obmywamy je zimną wodą i odstawiamy do ścieknięcia. Do garnka w którym chcecie robić Waszą potrawę, wlewamy oliwy z oliwek tak, aby zakryła dno. Gdy się nagrzeje, wrzucamy do niej posiekany por, cebulę i czosnek, podsmażamy je do momentu aż się zeszklą. Zalewamy całość dwiema szklankami wody i wrzucamy pokrojoną w kostkę paprykę i cukinię, oraz fasolę i kukurydzę. Mięsko z indyka wrzucamy do osobnej miseczki i przyprawiamy według uznania, a następnie kulamy z niego małe klopsiki  (ja nie używam do nich żadnej bułki tartej do środka ani mąki, więc po ugotowaniu będą mocno zbite, żebyście się nie zdziwiły:D ) i wrzucamy do wywaru. Gdy wszystkie składniki się podgotują (ok. 7-10 minut) zalewamy je pomidorami z puszki, które wcześniej zblendowałyście. Na samym końcu pozostają przyprawy. Jak wiecie kuchnia meksykańska jest niesłychanie bogata w przyprawy, dlatego też nie bójcie się ich dodawać i nie żałujcie! Przegotujcie jeszcze całość ok 15-20 minut, jedzonko będzie gotowe, kiedy wszystkie składniki będą miękkie. W międzyczasie zalejcie kuskus wodą, aby Wam odpowiednio napęczniał i gotowe!



Kurczak duszony z warzywami:
Jest to jeden z moich ulubionych przepisów, ponieważ można wrzucić do niego co tylko ma się w lodówce, bądź zamrażarce i jedzenie robi się samo;) Przypominam Wam też moi kochani, że nie gotuję tylko dla siebie, ale mam też do wyżywienia małego żarłoka zwanego narzeczonym, dlatego też gotuję większe porcje.
2 udka z kurczaka
1/2 mrożonki zupa kalafiorowa
1/2 mrożonki włoskie warzywa na patelnię
1/3 opakowania szpinaku
sos sojowy
curry
imbir
kurkuma
papryka słodka
papryka ostra
gałka muszkatołowa
sól
pieprz
majeranek
lubczyk ogrodowy

Składniki do surówki obiadowej:
5-6 liści sałaty masłowej (może być też kapusta pekińska)
szczypiorek
kiełki brokułu
1 pomidor
1ogórek kiszony
1 gałązka selera naciowego
1/2 białej części pora
1 mały jogurt naturalny
1 ząbek czosnku (najlepiej przecisnąć ząbek przez wyciskarkę do czosnku)
sól
pieprz

Kurczaka najpierw dokładnie myjemy pod zimną wodą i usuwamy z niego skórę, dodajemy do niego ulubione przyprawy i odkładamy na 2 godziny do lodówki. Później wkładamy go to brytfanki i podlewamy do 3/4 wysokości wodą i do tej wody dodajemy 2 łyżki stołowe sosu sojowego. Przykrywamy kurczaka i bierzemy się za siekanie warzyw i przygotowanie dipu do surówki. Kiedy kurczak zacznie jaśnieć, dodajemy do niego wszystkie warzywa mrożone, lub te świeże, które chcecie zużyć z lodówki. Dodajemy do nich przyprawy i przykrywamy, należy go dusić ok 20-30 minut. (Kurczak jest dobry wtedy, gdy na pałkach zaczyna się odrywać mięsko od dolnej chrząstki). Można go podawać z czym się lubi np. z ryżem, razowym makaronem, kaszą lub zwyczajnie wcinać samego z warzywną surówką.


Shake owocowo-jogurtowy:
Pomysł na ten deser zrodził się z mojego skąpstwa. Mianowicie, po kolacji walentynkowej, którą serwowałam z 3 dań, na deser była sałatka owocowa z jogurtem naturalnym. Niestety nie daliśmy rady zjeść wszystkiego i zostało mi dość sporo tego deseru, a moje zgredkowe serce nie pozwoliło mi wyrzucić tyle owoców do śmieci. Więc nie myśląc wiele, przełożyłam je do jednej miski i włożyłam do zamrażarki, czekając na natchnienie, które przyszło już następnego dnia w porze drugiego śniadania. Tak oto dzisiaj wyciągnęłam moje zamrożone owoce (kiwi, jabłuszko, pomarańcz, brzoskwinie i ananasy w puszce) w jogurcie naturalnym i wrzuciłam je do robota kuchennego. Do tego dolałam mleka, dodałam 2 łyżki stołowe miodu do słodkości i dorzuciłam trochę wiórków kokosowych. Całość porządnie zmiksowałam i otrzymałam wyśmienite i zdrowe drugie śniadanie :) Może to też być Wasz podwieczorek lub deser. Szczerze polecam! I Pamiętajcie moje kochane, żeby zbyt pochopnie nie wyrzucać tego co dziś Wam nie jest potrzebne w kuchni, ponieważ może stanowić niesamowity komponent do następnych dań, a przecież od czego macie zamrażarki?!
Buziaki


sobota, 7 lutego 2015

Miesiączka, a trening.

Moje drogie, dzisiaj temat tylko i wyłącznie skierowany do Kobietek, ale jakże ważny i nieodłączny w naszym życiu. Mianowicie, czy ćwiczyć w trakcie miesiączki, czy nie?
Wiele z Was pisze mi często, że zadręczacie się i macie wyrzuty sumienia, kiedy przez kilka dni okresu nie jesteście w stanie wykonywać swojego treningu i siedząc na kanapie, płacząc przed komediami romantycznymi, wcinacie ciasteczka, przy okazji odczuwając ból i dyskomfort, który zawsze nam towarzyszy w tym czasie. Czy musi się tak kończyć? Czy faktycznie ćwiczenia podczas miesiączki są niemożliwe i zagrażają naszemu zdrowiu? Specjalnie dla Was, zrobiłam przegląd internetu i literatury na ten temat.
Zacznę od tego, że ćwiczenia i trening podczas menstruacji, jest oczywiście możliwy. Nie musicie wyrzekać się na kilka dni w miesiącu swojego stylu życia, jednak okoliczności powodują to, że musimy odrobinkę zwolnić tempa. W trakcie miesiączki nie powinno się robić tych samych ćwiczeń, które zwykle wykonujecie na co dzień. Musicie pamiętać o tym, że w tym czasie nasza macica musi się oczyścić ze wszystkiego, dlatego nie należy jej w tym przeszkadzać. Oprócz tego, nie wolno się forsować. Wiem, że wszystkie pragniecie szybkiego i jak najlepszego efektu odchudzania, ale nigdy nie wolno tego robić kosztem własnego zdrowia! Pewnego dnia na siłowni, przyszła babeczka i oprócz tego, że zrobiła kilka kilometrów na bieżni, to poszła na zajęcia fitness. Nie ciężko się domyśleć, że skończyło się to tym, iż zwyczajnie dostała krwotoku i zabrało ją stamtąd pogotowie. Osobiście mam tak bolesne miesiączki, że przez pierwsze dwa dni zdecydowanie zwalniam tempa. Chodzę na długie, ale spokojne spacery z moim mężczyzną, jeżdżę na rowerku lub używam steppera. Oto kilka przykładowych zamienników Waszych treningów, które możecie spokojnie wykonywać w trakcie miesiączki:
-pływaniu rekreacyjne, najlepiej "żabką" (rozluźnia macicę)
-joga, która wpływa nie tylko na ciało, ale również na umysł
-guma do ćwiczeń i hantle, podczas miesiączki warto odciążyć partie ciała w okół bioder i poćwiczyć ręce i plecy
-jazda na rowerze
-lekka gimnastyka, bardziej w kierunku rozciągania
-spacery i marsze
-ćwiczenia na piłce
Oczywiście każda z Was, zna najlepiej swoje ciało, ale kiedy tylko poczujesz dyskomfort, ból, ucisk, skurcz lub mdłości i mroczki przed oczami - ODPUŚĆ! Nie zapominaj, ze zdrowie jest najważniejsze. Poza tym, przed treningiem (ok. 2h) należy zjeść odpowiedni i lekkostrawny posiłek. Nigdy nie należy ćwiczyć na czczo, a szczególnie w trakcie miesiączki.
Co robić gdy w trakcie okresu masz wilczy apetyt na słodkości?
No cóż, jest to okropna, wewnętrzna walka dobra ze złem. Wiele z Nas ma z tym problem, oczywiście, że ja też, tym bardziej, że jestem okropnym łasuchem! Jednak pamiętajcie, że prawidłowa dieta polega nie na tym, aby sobie wszystkiego odmawiać, tylko zmieniać stare nawyki żywieniowe na nowe i lepsze. Dlatego jeśli wiecie, że te dni już się zbliżają, odpowiednio się na to przygotujcie. Ja dzień lub dwa wcześniej przygotowuję galaretki z owocami, kupuję budyń czekoladowy, a na stole w pokoju ustawiam dużą paterę z całą ilością zdrowych smakołyków, takich jak: orzechy włoskie, fistaszki, słonecznik, suszone owoce jak np,: żurawinę, rodzynki, śliwki, daktyle. Są niesłychanie słodkie, smaczne, zdrowe i zawierają masę błonnika. Pamiętajcie o tym, aby nie nakładać ogromnych ilości tych przysmaków, jedynie po pół garści, żeby w przypływie fali potrzeby słodyczy, nie wciągnąć wszystkiego, bo jak wiadomo, co za dużo to nie zdrowo.
Tak więc, wiadomym jest, ze okres to nie choroba i nie powinno zmuszać Nas to do tego, aby przez 4 dni nie wychodzić z domu. Najważniejsze to zwolnić odrobinkę tempa i wsłuchać się w swój organizm, on będzie wiedział, co powinnaś zrobić. A nawet jeśli złapie Cię kryzys i raz w miesiącu wciągniesz tabliczkę czekolady, to żadna tragedia się nie stanie. Nie przytyjesz od tego 100kg, a jeśli ma Ci to poprawić humor to zrób to dzisiaj, a jutro nie zadręczaj się i wracaj do treningów i zdrowego odżywiania;)
Buziaki