wtorek, 31 marca 2015

Jak walczyć ze Słodyczami?!

Problem ten dotyczy nie tylko mnie, ale z tego co obserwuję wielu ludzi w okół mnie, koleżanek z grup facebookowych, przyjaciół i rodziny. Z biegiem lat do tego stopnia przyzwyczailiśmy swoje ciała do glukozy, że obecnie odpłaca nam się tym, że żąda jej codziennie. Oczywiście naszemu organizmowi absolutnie nie wystarcza ta glukoza, którą dostarczamy wraz z posiłkiem, tylko czeka, aż mu ja podeślemy w formie batonika lub tabliczki czekolady! Skąd to się u nas bierze? Przede wszystkim z wychowania. Nasi rodzice, dziadkowi, a często nawet my sami, traktowaliśmy przyjmowanie słodyczy, jako formę nagrody. "Jak będziesz grzeczny dostaniesz batonika, jak zjesz ładnie obiad to dostaniesz czekoladkę, jak będziesz się ładnie uczył to pójdziemy na lody", która z nas tego w życiu nie usłyszała? Okazuje się, że nasze ciało wcale nie potrzebuje tej "czekolady", tylko nasz umysł. Zjedzenie czegoś słodkiego przynosi nam komfort psychiczny, rozluźnia nas i sprawia, że na moment jesteśmy szczęśliwsze. No właśnie, ale dlaczego tylko na moment? Ponieważ efekt dostarczania sobie cukru w postaci słodyczy, jest krótkotrwały. Zaraz za nim przychodzą wyrzuty sumienia, przygnębienie i koło się zapętla. Zwróciłyście uwagę na to, że mechanizm sięgania po słodycze, jest bardzo podobny, jak w przypadku uzależnienia od alkoholu lub narkotyków? Najpierw przychodzi ochota, z którą walczysz. Następnie niepohamowany głód, przy którym przestajesz myśleć, lecisz do kuchni, na stojąco zjadasz słodycz, a potem przychodzą wyrzuty sumienia i pretensje do siebie, że znowu się złamałam. Albo gdy cały dzień nie zjesz nic słodkiego, a wieczorem się nagradzasz, za to, że tak dzielnie powstrzymywałaś się od jedzenia słodyczy, że zasłużyłaś na batonik. Wynika to z tego:


Każda z nas wie świetnie o tym, że przy zdrowym stylu życia należy porzucić słodycze. Wiele z Was zarzucało mi, że jak można się tak katować, nigdy nie zjeść już nic słodkiego, przecież to nie ludzkie etc. No właśnie wszystko zależy od tego, jak na to spojrzysz. Wiadomym jest, że gdy zaczyna się przygodę z redukcją wagi, powinno się absolutnie porzucić słodycze. Dlaczego? Ponieważ w momencie, gdy zaczynamy, wcześniej jadłyśmy sam syf i pełno cukru, nasz organizm jest od niego uzależniony, więc musimy przeprowadzić mu DETOX. Powinien on trwać tyle, aż przejdzie Ci ochota na słodycze (u mnie trwało to miesiąc). Demony zła i cukru, będą Cię kusiły na każdym kroku, bo batoniki, cukierasy i czekolada otacza nas na każdym kroku. Gdzie nie spojrzysz, czy na witrynę sklepu, przejdziesz obok cukierni, akurat spojrzysz na dziecko, które wcina batonika, to zaraz zaczynasz produkować tyle śliny, że można by za Tobą chodzić z wiadrem. Pamiętaj, ze robisz to dla siebie, więc musisz zagryźć zęby i wytrzymać, aż cukier przestanie rządzić Twoim ciałem oraz duchem. Potem okazuje się, że naprawdę można żyć bez słodyczy i świetnie się czuć, ale jak to zrobić?

1. Przestań traktować słodycze jako nagrodę!
2. Poczytaj składy, zobacz jak bardzo są napakowane chemią, poczytaj jakie efekty dla ciała daje ta chemia i spróbuj dostrzec, że słodycze to nic dobrego i tylko niszczą Twój organizm.
3. Na samym początku wyzbądź się myślenia "raz na jakiś czas nie zaszkodzi". Bo zaszkodzi! Kiedy już jakiś tydzień nie jesz słodkiego, a potem obalisz tabliczkę czekolady, to tak jakbyś zaczynała od początku!
4. Kiedy przychodzi ochota na słodkie, zapijaj ją wodą, zieloną, gorzką herbatą!
5. Jeśli pkt. 4 nie pomaga, umyj zęby lub weź miętową gumę. Smak mięty niweluje ochotę na słodkie. (Jednego wieczora myłam zęby 8 razy, ale czekolady nie zjadłam;))
6. Zamień kupne batoniki, czekoladki, ciasteczka, cukierasy etc. na domowy wypiek, ciasteczko czy batonik musli, który będzie pełnowartościowy, nienapchany cukrem i zjedz go jako drugie śniadanie lub podwieczorek. Oczywiście nie codziennie ;))
7. Rozsmakuj się w sałatkach owocowych, z dodatkiem budyniu lub galaretki domowej (miód, herbata owocowa i żelatyna). Też słodycz, a o ile zdrowszy!
8. Naucz się mówić NIE! Wiem, jak ciężko jest, kiedy inni dookoła szamają słodkie i do tego są chudzi jak patyki, a Twoja pupa tylko czeka na cukier, aby utyć i szyderczo Ci się z tyłu dyndać. Niestety, trening silnej woli t chyba najważniejsze co trzeba hartować w tym okresie. Gdziekolwiek będziesz, mów sobie, że to robisz dla siebie, dla swojego zdrowia i bądź dzielna, nie skuś się, to nie jest tego warte!


9. Pamiętaj, że dieta stanowi bardzo ważny element odchudzania! A tłuszczyk na brzuchu i pupie lubi się szczególnie gromadzić ze słodkiego. Więc aby ułatwić sobie gubienie kilogramów, szczególnie w ostatnim etapie odchudzania, musimy sobie pomóc i odstawić słodycze.
10. Zajmij się czymś! Kiedy wypiłaś hektolitry płynów, umyłaś 20 razy zęby i zjadłaś dwie paczki gum, a ochota nie przechodzi, zacznij robić coś aprobującego. Układaj puzzle, złóż domek z zapałek, pogadaj z przyjaciółką przez telefon, posprzątaj w domu. Zajmij czym ciało i umysł, aby zapomniało o tym, że chce cukru!
11. Idź na trening! Nic tak bardzo nie pomaga na apetyt i chęć na słodycze, jak trening. Wysiłek fizyczny w 100% aprobuje Twoje ciało i umysł, a w trakcie ich trwania, nawet nie myślisz o jedzeniu, bo ich intensywność sprawia, że odbija Ci się oranżadą z komunii ;))
12. Bądź silna! Ciągle powtarzaj sobie, że robisz to dla siebie, że chcesz być silna, piękna i niezależna, a taki bzdet jak batonik, nie popsuje Ci humoru i własnego samopoczucie. Ty jesteś Panią swojego ciała i tylko TY decydujesz o tym, jak będziesz wyglądać i co wkładasz do ust.
13. Jeśli zgrzeszysz, nie zadręczaj się! Co się stało, to się nie odstanie, jak ktoś mądry powiedział. Poza tym, jeśli raz zdarzy Ci się coś zjeść, to nie przytyjesz od tego od razu, ale spróbuj to spalić. Idź pobiegać, na fitness lub długi spacer z ukochanym. Podnieś się, otrzep kolana i dalej rób swoje. Rozdrapywanie porażki, tylko Cię przygnębi, a to ostatnie, co jest Ci potrzebne przy odchudzaniu! Pamiętaj o pozytywnym myśleniu.



Jak wiecie, nie jestem cyborgiem, czasami zdarzy mi się zrobić ciasteczka zbożowo-bakaliowe, domową galaretkę, czy batoniki musli, ale to wszystko tak jak Wam pisałam, robimy w ramach posiłku max. 2 razy w tygodniu, najlepiej w dni treningowe. Ba! Ale jak każdy człowiek, upadłam, zjadłam czekoladę i co? Ruszyłam dupsko na siłownię, wypociłam skubańca i żyłam dalej. Obecnie już porzuciłam jedzenie słodyczy, bo wiem, że to jest po prostu dla mnie i mojego organizmu lepsze. Mam nadzieję, że i Wam się uda, moje kochane. Nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać za Was kciuki!
Buziaki ;)

czwartek, 19 marca 2015

Placuszki z kaszy manny.

Ponieważ nie dodawałam z zeszłym tygodniu posta z powodu braku czasu, w tym nadrabiam zaległości. Mam dużo czasu, przez niechcianą grypę, przed którą nie ma jak się uchronić. W każdym razie, dzisiaj chciałam Wam podrzucić niesamowite i przepyszne placuszki z kaszy manny. Przepis dorwałam na grupie facebook'owej i niesłychanie się z tego cieszę. Placki są zrobione w 100% z naturalnych składników, bez żadnego cukru ani nawet mąki! Nie przerażajcie się ilością kaloryczną kaszy manny, ponieważ ilość składników wymienionych poniżej jest na ok 20 sztuk, bo muszę jeszcze wykarmić mojego narzeczonego, który jest głodomorem;) Poza tym warto przyjrzeć się temu, jakie zdrowotne właściwości ma owa kasza. Kasza manna zawiera:
  • Witaminę B1,
  • Witaminę B2,
  • Witaminę PP,
  • Witaminę B6,
  • Kwas foliowy,
  • Potas,
  • Żelazo,
  • Magnez,
  • Jod – jako jedyna z kasz zawiera jego dużą ilość.
Jedną z głównych zalet kaszy manny jest fakt, iż jest lekkostrawna. Dzięki temu jest doskonała dla osób cierpiących na choroby układu pokarmowego. Kasza manna sprawdza się jako nieodłączny składnik różnego rodzaju diet. Grysik skutecznie syci i jest łatwo przyswajalny.

Składniki na 20 sztuk:
2 szklanki kaszy manny (zwykłej, nie-błyskawicznej!) 1184 kcal
1,5 szklanki mleka 2% 175 kcal
3 żółtka jajek 189 kcal
3 białka jajek 51 kcal

Kaszę wsypujemy do miski i zalewamy zimnym mlekiem, odstawiamy ją najlepiej na godzinkę, aby napęczniała, co jakiś czas mieszając ją. Następnie dodajemy do niej żółtka jajek, a białka ubijamy na sztywną pianę i również dodajemy do reszty składników w misce. Całość dokładnie wymieszać mikserem. Placuszki smażymy na teflonowej patelni, a ponieważ nie zawierają mąki, nie będą Wam przywierać ;) Generalnie zjadam je z dżemem, ale robię je również w wersji a'la racuchowej, dodając do wszystkich składników dwa jabłka, starte na grubych oczkach i odrobinkę cynamonu.
Jestem nimi naprawdę zachwycona, ponieważ nie zawierają tłuszczu, cukru, ani chemii w postaci proszku do pieczenia. Są niesamowicie syte i puszyste. Jeden placek zawiera ok 80 kcal (bez dżemu - jedna łyżeczka niskosłodzonego zawiera ok 20 kcal), więc można spokojnie zjeść z 4 sztuki na jeden posiłek, a uwierzcie mi, po zjedzeniu 4 sztuk czułam się jak po zjedzeniu obiadu.
Rozsmakujcie się w nich tak, jak ja! Smacznego ;)
Buziaki!

środa, 18 marca 2015

Czy owsianka jest zdrowa?

No właśnie ostatnio zaczęłam się mocno nad tą kwestią zastanawiać. Od zawsze mówiono mi, ze owsianka to źródło zdrowia, błonnika i zbawiennych dla naszego organizmu - minerałów. Jednak w ostatnim czasie zaczęłam stykać się z opinią, że owsianka to istna bomba kaloryczna, zasadniczo ma pełno węgli i w ogóle nie powinno się jej jeść. Więc jak to w końcu jest? Jeść czy nie jeść tę owsiankę?

Skąd w ogóle wziął się ten pogląd, że owsianka jest taka zdrowa na diecie? A no stąd, że została ona rozsławiona przez sportowców. Owsianka jest bardzo bogata w węglowodany złożone, które uwalniają się stopniowo przez kilka godzin, co daje nam porządnego kopa do działania, siłę i energię do pracy. Jest również źródłem błonnika, który jak same dobrze wiecie, ułatwia i zwiększa częstotliwość naszych wizyt w toalecie. Zawiera również cenne witaminy B1 i E oraz pierwiastki wapń, żelazo, silicium, cynk oraz mangan. Oczywiście owsianka zawiera takie składniki odżywcze, w zależności od tego, co do niej wrzucimy. Moja posiada następujące składniki:
  • Płatki owsiane (1/3 szklanki) 134 kcal
Są w nich wszystkie podstawowe składniki pokarmowe: błonnik, węglowodany, białko, witaminy i sole mineralne. Witamina B6 dostarcza komórkom mózgowym i nerwowym porcję niezbędnych składników odżywczych, poprawia pamięć i koncentrację, a witamina B1 wzmacnia układ nerwowy, przeciwdziała zmęczeniu i rozdrażnieniu. Płatki zbóż zawierają też cenne tłuszcze (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe), które chronią przed powstawaniem nowotworów, odgrywają znaczną rolę w profilaktyce i leczeniu miażdżycy, a także zapobiegają powstawaniu zakrzepów. Wiadomo również, że dzięki dużej zawartości krzemu i cynku płatki doskonale służą urodzie naszej skóry, włosów i paznokci.
  • Otręby (2 łyżki stołowe) 14kcal
To najbardziej wartościowa część ziarna. Orkisz jest bogatym źródłem błonnika, mikro- i makroelementów (w tym żelaza, magnezu, wapnia, cynku, potasu), witamin z grupy B i białka. Otręby orkiszowe, pszenne czy owsiane są wskazane dla osób, dbających o szczupłą sylwetkę, ponieważ regulują pracę przewodu pokarmowego (pomagają uzyskać płaski brzuch), zwiększają objętość pokarmu i likwidują uczucie głodu (dzięki dużej zawartość błonnika).
  • Migdały, fistaszki lub inne orzechy (po 1 stołowej łyżce) 58 kcal
Są bardzo dobrym źródłem łatwo przyswajalnego białka, zawierają także duże ilości wapnia, witaminę E (substancję młodości), witaminę B2 (odpowiedzialną za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego i narządów wzroku), mikroelementy: cynk (wzmacnia działanie układu odpornościowego) oraz magnez (pomaga radzić sobie ze stresem).
  • Wiórki kokosowe (1 łyżka) 36 kcal
Kokos zawiera zdrową postać tłuszczów średnio-łańcuchowych, które mają właściwości przeciwbakteryjne, przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze i dodatkowo wzmacniają system odpornościowy. Ponadto są one łatwostrawne i są bezpośrednio wchłaniane przez wątrobę, dostarczając natychmiastowej energii. W przeciwieństwie do kwasów tłuszczowych o długich łańcuchach które są przechowywane w komórkach tłuszczowych i są spalane znacznie wolniej.
  • Pestki słonecznika (1 łyżka) 56 kcal
Małe, niepozorne nasiona są bogate w aminokwasy i nienasycone kwasy tłuszczowe. Słonecznik jest także źródłem witamin. Przede wszystkim witaminy E, witamin z grupy B oraz A i D. Chrupiąc słonecznik dostarczamy więc organizmowi cennych antyoksydantów, wspomagamy nasz wzrok, wzmacniamy kości i dbamy o cerę.
  • Rodzynki, suszona żurawina, figi, morele lub suszone daktyle (1 łyżka) 42 kcal
Figi zapobiegają wrzodom żołądka, morele są bogate w żelazo oraz beta karoten, dlatego my kobietki, w trakcie menstruacji w ogóle nie powinnyśmy się z nimi rozstawać. Zawarte w rodzynkach wapń i bor wspomagają nasze kości, a daktyle są bogate w potas, miedź, żelazo i magnez, oraz w witaminy z grupy B oraz C.
  • Świeże owoce np. banan, starte jabłko, gruszka, jagody, borówki, maliny etc., mleko oraz miód. 
O wartościach odżywczych tych składników, mówić za wiele nie muszę, bo wiem, że macie wystarczającą wiedzę na ten temat. Natomiast chcę rozwiać wasze wątpliwości na temat mleka. To nie prawda, że musicie używać tylko 0,5%, ponieważ między nim, a tym 1,5% jest zaledwie 10 kcal różnicy w 100 ml, a wiadomo, że to drugie lepiej smakuje. Pamiętajcie też o tym, żeby miód dodawać do owsianki, kiedy już przystygnie, ponieważ w wysokiej temperaturze nasz zdrowy miodek, traci wszystkie wartości odżywcze i zdrowotne. Dlatego też obalamy mity, które wpajały nam nasze babcie i miód dodajemy dopiero, kiedy owsianka będzie już miała temperaturę pokojową.
W końcowym rozrachunku nasza owsianka po dodaniu do niej mleka i jakiegoś owocu, ma na koncie ok 400 kcal. Tak więc kolejny mit odnośnie tego, że jest to bomba kaloryczna, zostaje w tym momencie zniszczony, ponieważ taka wartość kaloryczna jednego posiłku, jest jak najbardziej wskazana na diecie redukcyjnej. 
Tak jak wcześniej wspomniałam, owsianka została rozsławiona przez sportowców. Dlatego też w głównej mierze, częściej powinny ją spożywać osoby które uprawiają sport. Ćwiczenia są bardzo ważne przy równoległym spożywaniu owsianki w diecie, bo tak jak już wspomniałam ma ona w składzie sporo węglowodanów, które zamienią się w energię, a nie w tłuszczyk, w momencie, kiedy poruszamy krągłościami. I tutaj również chciałabym obalić kolejny mit związany z owsianką. Sama stosunkowo nie dawno się o tym dowiedziałam, więc jestem równie w szoku jak Wy. Zawsze mówiono mi, ze owsianka to najzdrowsze śniadanie na świecie... Błąd! Jest to najzdrowsze śniadanie na świecie, ale tylko dla osób, które ćwiczą, a nie redukują masy, tylko chcą, ze tak powiem przypakować. Natomiast my kobitki, które chcemy zrzucić kilka kilogramów, na śniadanie powinnyśmy spożywać białko, które dostarczy nam więcej energii rano, a węglowodany na kolację. Dzieje się tak, ponieważ z rana białkowe śniadanie (np. twaróg z warzywami) starcza nam na ok. 4h i powoduje duże uczucie sytości. Okazuje się również, że piękna płeć nie potrzebuje do życia tyle węglowodanów, co panowie. A serwując sobie owsiankę na kolację, automatycznie eliminujemy wieczorne i nocne podjadanie, ponieważ przez te węgle, jesteśmy ciągle syte, a że ma ona smak słodki, zaspokaja nasze zapotrzebowanie na "coś na ząb". Do tego po posiłku węglowodanowym śpi się lepiej, ponieważ po posiłku węglowodanowym wytwarzana jest serotonina. Wiem, że jest to dość innowacyjne podejście do odchudzania, ponieważ wszyscy wszem i wobec piszczą o tym, jak to nie powinno się jadać węglowodanów na kolację. Na chwilę obecną moje poszukiwania dostarczyły mi takiej wiedzy odnośnie owsianki, zostało to też potwierdzone kilkoma opiniami szczecińskich dietetyków. Jednak, aby mieć 100% pewność, czy aby na pewno owsiankę powinno się jeść na kolację, zanurkuję w literaturze i popytam innych osób, żebym przez źle dostarczone mi informacje, nie wprowadzała Was w błąd ;)
Tak więc moje drogie Kobiety, od dzisiaj na diecie owsiankę jemy na kolację. I nie zapominajcie o tym, że należy ją obficie popijać, żeby nie wyciągała wody z waszego organizmu, a pomogła treści jelitowej gładko wyjść z waszego organizmu;)
Buziaki!
Są bogate w potas, miedź, żelazo i magnez. W ich skład wchodzą również witaminy C oraz te z grupy B.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/bakalie-sa-zdrowe-wartosci-odzywcze-orzechow-rodzynek-suszonych-fig-mo_33608.html
Są bogate w potas, miedź, żelazo i magnez. W ich skład wchodzą również witaminy C oraz te z grupy B.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/bakalie-sa-zdrowe-wartosci-odzywcze-orzechow-rodzynek-suszonych-fig-mo_33608.html
Są bogate w potas, miedź, żelazo i magnez. W ich skład wchodzą również witaminy C oraz te z grupy B.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/bakalie-sa-zdrowe-wartosci-odzywcze-orzechow-rodzynek-suszonych-fig-mo_33608.html

niedziela, 8 marca 2015

Fit ciało potrzebuje fit obiadu!

Wiele z Was pyta mnie skąd biorę inspiracje do gotowania. Cóż, przede wszystkim kieruję się tym, co najbardziej lubię w kuchni. Czyli bogactwo smaków i zapachów. Uwielbiam orientalne przyprawy, lekkie mięso i nie wyobrażam sobie życia bez warzyw. Dlatego na co dzień staram się tak łączyć ze sobą te składniki, aby nie było nudno, bo przecież ile można w kółko żreć warzywa z piersią kurczaka na parze?! Obserwują posty na grupach na facebooku, widzę, że często brakuje Wam pomysłów, dlatego też chcę Wam jak najbardziej życie ułatwić i przedstawiam Wam kilka smakowitych wariantów obiadowych!

Szaszłyki:
500g szynki wieprzowej lub innego chudego mięsa, innego niż drób
1 pojedyncza pierś z kurczaka
1 papryka czerwona
400g pieczarek
500g cebuli
1 woreczek brązowego ryżu
przyprawy wg uznania
Surówka:
Kilka liści sałaty
2 pomidorki
2 ogórki konserwowe
1 szczypiorek
0,5 opakowania kiełków
5-6 rzodkiewek
0,5 papryki czerwonej
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka musztardy
1 mały jogurt naturalny

Oba rodzaje mięsa musisz pokroić w kostkę i wrzucić do jednej miski, oraz przyprawić według własnego smaku. Osobiście zawsze daję paprykę czerwoną słodką, ostrą, curry, pieprz, odrobinkę soli morskiej, czosnek, kurkumę, imbir, gałkę muszkatołową i zioła prowansalskie. Paprykę i pieczarki należy pokroić w taką kostkę, aby łatwo się je nabijało na patyczki, a cebulę w kółeczka. Ponabijaj je na patyczki w dowolnej kolejności, bardziej warzywno lub bardziej mięśnie. Piec w piekarniku z termoobiegiem przez ok. 40-50 minut, w 150 stopniach, co jakiś czas przekręcając. Ryż gotujemy w nieosolonej wodzie przez ok 8 minut, a następnie zostawiamy w tej wodzie, pod przykrywką do napęcznienia. Składniki na surówkę należy pokroić, wrzucić do miski, doprawić solą, pieprzem, musztardą, czosnkiem i zalać jogurtem.


Ryż z brokułem, czyli obiad z odzysku:
Tak jak już Wam wspominałam, nie lubię, gdy w mojej kuchni marnuje się jedzenie. Po przygotowaniu powyższych szaszłyków, zostało mi ich jeszcze 3 na następny dzień, a ponieważ nie używam mikrofalówki, bo uważam ją za szkodliwą dla jedzenie i nas samych, musiałam je jakoś odgrzać wraz z ryżem, który mi został. Efekt był niesłychanie smaczny, a na obiad wydałam raptem 3 zł, bo tyle kosztowało dokupienie brokułu. Tak więc do tego potrzebujemy:
3 szaszłyki z poprzedniego dnia
1 woreczek ryżu
1 brokuł
sos sojowy
paprykę słodką
składniki na sałatkę, którą przygotowałyście wczoraj.

Brokuł należy pokroić na drobne różyczki i ugotować. Następnie odcedzamy go na durszlaku i wrzucamy na głęboka patelnię wraz z ryżem i szaszłykami, już zdjętymi z patyczków. Wszystko dusimy chwilkę pod przykrywką, co jakiś czas mieszając, po ok 5 minutach należy dodać odrobinę sosu sojowego i papryki słodkiej, zamieszać i odparować. Surówkę robimy tak jak wczoraj i obiad gotowy w zasadzie w kwadrans. (Jeśli chcesz go zrobić jeszcze szybciej, zamiast brokułu dorzuć do tego mrożonkę warzywną;))


Zapiekanka łososiowa:
300 g brzuszków z łososia (koszt ok. 5 zł)
0,5 opakowania rukoli
1 papryka czerwona
1 szczypiorek
1 puszka kukurydzy
4 jajka
1 opakowania kiełków brokułu
1/4 szklanki mleka
6 kromek (może być starego) pieczywa razowego
250 g pieczarek
5g żółtego sera do posypania wierzchu
2 małe cebule

Brzuszki kroimy razem ze skórą, jedynie wycinając tzw. lotki łososia. Wszystkie warzywa kroimy w kostkę i wrzucamy do jednej michy. Dodajemy do tego jajka i mleko oraz ulubione przyprawy, na końcu posypujemy żółtym serem i wstawiamy do piekarnika na ok. 20 minut w temperaturze 180 stopni.


Ryż smażony z warzywami:
1 woreczek białego ryżu
0,5 opakowania mieszanki warzyw chińskich
0,5 opakowania mieszanki cesarskiej (kalafior, brokuł i marchew)
1 pojedyncza pierś z kurczaka
sos sojowy
sos sriracha (okropnie ostry)
1 jajko
1 łyżeczka masła
curry
kurkuma
gałka muszkatołowa
papryka słodka
imbir

Najpierw trzeba ugotować ryż oraz cesarską mieszankę warzywną. Następnie warzywa chińskie wrzucamy na głęboką patelnię lub wok i smażymy bez oleju (i tak puszczą wodę, więc w niej się zrobią), aż będą dobre, dorzucamy do nich ryż, jajko, masło i wszystkie przyprawy oraz sosy, mieszamy i smażymy przez chwilkę. Gdy wszystkie składniki dobrze się ze sobą wymieszają, można wcinać!


Makrela z frytkami z selera:
2 filety z makreli
1 puszka pomidorów
1 duży seler
1 natka pietruszki
1 koper
0,5 cytryny
2 ząbki czosnku
papryka słodka i ostra
ulubione przyprawy do frytek z selera
3-4 liście sałaty lodowej
2 pomidory
1 garść rukoli
0,5 szczypiorku
oliwa z oliwek
ocet balsamiczny
cukier
sól
pieprz

Pomidory z puszki należy zblendować i wlać do garnuszka i wstawić na gaz. Dodajemy do niego paprykę słodką i ostrą, koperek, pietruszkę, sok z połowy cytryny, sól, pieprz, czosnek i można również bazylię i oregano. Tak przygotowanym sosem zalewamy w brytfance filety z makreli i wkładamy do piekarnika na 150 stopni na ok. 25-30 minut. Frytki z selera należy przygotować kilka godzin wcześniej, aby pozbyć się jego specyficznego smaku. Seler tniemy w kształt frytek, zasypujemy ulubionymi przyprawami, dodajemy odrobinkę oliwy z oliwek i zostawiamy (najlepiej na całą noc) w zamkniętym pojemniku. Następnie pieczemy je ok 30 minut w 170 stopniach. Do surówki wkrajamy wszystkie warzywa, dodajemy oliwy z oliwek, octu balsamicznego, szczyptę cukru, soli i pieprzu. Wariant jest świetny na obiad, ale również na kolację.


Spaghetti:
500 g pieczarek
2 czerwone papryki
500g mielonego mięsa z indyka
2 puszki pomidorów
3 duże cebule
bazylia
oregano
4 ząbki czosnku
sól
pieprz
cukier
makaron pełnoziarnisty do spaghetti
surówka przygotowana, tak jak ta do makreli

Na patelnię wrzucamy pieczarki, które w trakcie duszenia puszczą wodę, następnie odsączamy je łyżką z dziurkami i przekładamy do osobnego garnka, nie wylewając tej wody z nich, ponieważ na niej będziemy smażyć całą resztę warzyw. Na tą samą patelnię z wodą z pieczarek wrzucamy paprykę, cebulę oraz wyciskamy czosnek. Kiedy będą miękkie wrzucamy do tego samego garnka co pieczarki. Na sam koniec smażymy mięso mielone. Wrzucamy je na suchą, teflonową patelnię, bo i tak puści tłuszczyk i wodę, przyprawiamy je solą, pieprzem i papryką słodką. Kiedy będzie gotowe wrzucamy do garnka z warzywami. Do naszego mięsa i warzyw, dodajemy wcześniej zblendowane pomidory z puszki i wstawiamy na gaz. Kiedy zaczną bulgotać, dodajemy wszystkie zioła, przyprawy i odrobinę cukru. Przegotować całość ok. 5 minut i gotowe! Najlepiej podawać z surówką ze świeżych warzyw, według poprzedniego przepisu.


Mam nadzieję, że choć odrobinkę zaspokoiłam Waszą kulinarną chętkę na fit obiady. Gotujcie i chwalcie się swoimi wynikami! Smacznego!
Buziaki ;)

niedziela, 1 marca 2015

Bieganie - w zdrowym ciele, zdrowy duch!

Bieganie nie zawsze było moim ulubionym sportem. Gdy tylko sięgnę pamięcią, to jak ognia unikałam lekkoatletyki na zajęciach w-fu w szkole, nie wspominając o bieganiu. Męczyło mnie to, nie miało najmniejszego sensu, nie mówiąc już o tym, że po pierwszych 100m miałam ochotę wypluć własne płuca i umrzeć. Jednak z czasem, jak traciłam kilogramy, biegi stawały się moim ulubionym zajęciem. Ciągle nie mogłam się przekonać do biegania w terenie, jednak kiedy przechodziłam siłowniany kryzys i nie mogłam już patrzeć na to miejsce, zdecydowałam się spróbować treningu przełajowego.
Na pierwszy raz wiedziałam, że nie mogę za wiele od siebie oczekiwać i o ile na siłowni, bieganie na bieżni przez 60 minut było dla mnie czymś na luzie, to było nieporównywalnie łatwiejsze do biegania na dworze. Nie oszukujmy się, na bieżni, biegniesz sobie jednym tempem, po równej nawierzchni, bez wiatru lub przeszkód stojących, a na łonie natury to co jeden korzeń, czyha za zakrętem, żebyś zgubiła wszystkie zęby. Dlatego nie demotywujcie się, gdy na siłowni jesteście w stanie przebiec 7km, a na zewnątrz jakieś marne 2km.
Oczywiście w moim przypadku było identycznie. Aby upewnić się, ile przebiegłam, w jakim czasie i ile spaliłam, potrzebowałam jakiejś aplikacji na swój telefon. Na szczęście żyjemy w dobie facebook'a, więc dzięki moim znajomym, od razu wiedziałam, że najbardziej popularną jest Endomondo. Byłam do niej dość sceptycznie nastawiona, ale powiem Wam szczerze, że faktycznie działa. Jest łatwa w obsłudze i w zasadzie wszystkie pomiary podaje całkiem dokładnie, dlatego z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić.
Biegać w terenie zaczęłam w listopadzie ubiegłego roku. Na pierwszy raz przebiegłam jedynie 2,6km. Oczywiście to też nie był najmądrzejszy pomysł, ale wiadomo człowiek im więcej się czymś interesuje, tym więcej się na ten temat dowiaduje, dlatego później podam Wam kilka dobrych rad, pociągniętych z mojego doświadczenia.
Obecnie nie wyobrażam sobie lepsze aktywności fizycznej niż bieganie. Zawsze mnie to odpręża, a w szczególności teraz, gdy wiosna wali do Nas drzwiami i oknami. Nie ma nic lepszego, gdy biegnę po lesie, w okół śpiewają ptaszki, powietrze przesiąka zapachem drzew i człowiek pozostaje ze sobą i swoimi myślami, sam na sam. Tej chwili nie jest mi stanie zepsuć nawet od czasu do czasu łapiąca mnie kolka (taaak, mi też się to zdarza), ani gile, które ciekną z nosa tak, że można puszczać bąbelki.
No właśnie, a czym tak właściwie jest kolka? Bo oprócz tego, że przez tę cholerę nie można wziąć głębszego oddechu, ani za bardzo biec dalej, bo tak boli, to nie wiele wiadomo. Otóż, kolka to najzwyklejszy skurcz mięśni gładkich w okolicach klaki piersiowej. Może być spowodowana tym, że za dużo zjedliśmy przez bieganiem, oddychaliśmy w niewłaściwy sposób, lub mamy słabsze mięśnie brzucha, przez co przepona nie jest w stanie prawidłowo pracować i dostajemy skurczu.
Dlaczego bieganie jest takie zdrowe i ważne? Wiem, że wiele z Was nasłuchało się, że nie ma nic lepszego na odchudzanie, jak biegi. Zapewne w większości przypadkach, to oczywiście racja. Przecież wiecie już, że żadne ćwiczenia nie spalają tak tkanki tłuszczowej, jak kardio, a podczas biegu angażujemy w zasadzie wszystkie mięśnie ciała. Do tego, kiedy biegamy, poprawia się kondycja naszego serca, płuc, normuje się cholesterol, spada ciśnienie tętnicze, nawet żyły stają się elastyczniejsze. Oddalamy od siebie niektóre nowotwory (np. płuc, piersi czy okrężnicy), aż o 50 procent zmniejszamy ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2. Po prostu dajemy sobie szansę na lepsze i dłuższe życie.
Ale jak biegać, od czego zacząć i gdzie to robić? Na to, mam dla Was kilka rad, które ułatwią Wam rozpoczęcie treningów:
1. Najważniejszą sprawą podczas biegania, jest właściwe oddychanie. Powietrze wciągamy nosem, a wypuszczamy ustami. W przeciwnym wypadku łapiemy zadyszkę, ponieważ bardziej się męczymy oddychając samymi ustami. Do tego, jeśli ktoś biega w okresie jesienno-zimowym, wciągając powietrze nosem, jest ono dodatkowo ogrzewane przez nasz układ oddechowy, przez co do płuc nie trafia zimne powietrze.
2. Buty! Dobre buty to podstawa, bez nich możemy nabawić się wielu kondycji nóg, a w szczególności kostek i stopy. Nie musicie kupować firmowych butów do biegania za 300zł, ja mam takie za 80zł i jestem niesłychanie zadowolona. Jednak przy ich wyborze musicie pamiętać o kilku rzeczach. Przede wszystkim o tym, aby podeszwa odpowiednio lekko się zginała i żeby nie pozostawały na wierzchniej stronie stale ślady. Buty do biegania muszą być też lekkie, ale solidnie zrobione (zwróćcie uwagę na to, czy są klejone, czy szyte) oraz przewiewne. Przy kupowaniu obuwia do biegania, wybierajcie o pół lub o cały rozmiar większe, ponieważ stopa podczas długotrwałego biegu może puchnąć, a wiadomo co się dzieje w za małych butach.
3. Odpowiedni ubiór. Musicie ubrać się stosownie do pogody panującej na zewnątrz. Ciężko jest powiedzieć ile warstw powinno się na siebie nakładać, ponieważ każda z Nas inaczej odczuwa temperaturę panującą na zewnątrz. Najważniejsze jest, aby cały Wasz tułów i nogi były zakryte, czyli wyposażamy się w wysokie skarpety, na nogi zakładamy jedną warstwę (żeby nie utrudniać sobie zginania), następnie podkoszulek i od razu chowajcie go w spodnie, na to koszulka i tutaj już wersje się rozchodzą, bo ja ubieram dwie bluzy i kamizelkę, a mój chłopak ciepłolub tylko bluzę i kamizelkę. Nie zapominajcie o głowie, czapka to obowiązek, aby nie załatwić sobie zatok!
4. Nie forsuj się! Jeśli idziesz biegać pierwszy raz, a do tego towarzyszy Ci pewna nadwaga, bezpieczniej będzie jeśli będziesz przez pierwszy miesiąc uprawiać marszo-biegi. Czyli przykładowo przez 600m lub 5 minut idziesz marszem, następnie 300m lub 2 minuty biegniesz i tak na zmianę. Gdy poczujesz się pewniej, a Twoje płuca przyzwyczają się do nowego sposobu oddychania i wysiłku fizycznego, możesz spokojnie zacząć truchtanie.
5. Ważniejszy jest czas niż przebiegnięty dystans. Pamiętaj, że nasz organizm zaczyna spalać kalorie dopiero po ok. 25 minut od rozpoczęcia wysiłku fizycznego, dlatego im dłużej biegniesz, tym więcej tłuszczyku spalisz. Dlatego lepiej biec wolniej, a więcej.
6. Nie przejmuj się, jeśli jednego dnia zrobisz 5, a następnego 4km. Może być to spowodowane różnicą w podłożu po którym biegniesz. Często w parkach lub lasach, są specjalnie przygotowane ścieżki rowerowe, lub dla spacerowiczów po których biega się wręcz bajecznie. A czasami wybierzesz się na trasę, nie dość, że całą pod górkę, to jeszcze usłaną korzeniami i innymi przeszkodami.
7. Najważniejszy jest progress. Nie wmawiaj sobie, że nie jesteś w stanie czegoś zrobić. Takie nastawienie jest najgorsze. Oczywiście, nie ma co się rzucać z motyką na słońce, ale staraj się każdego dnia przebiec nawet odrobinkę dłużej, wybieraj cięższe trasy. Polecam również zabierać kogoś ze sobą. Nie dość, że ta osoba na tym skorzysta, bo ruch to zdrowie, ale również będzie temu towarzyszyła pewna doza rywalizacji, a ta pozytywna, nigdy nie zaszkodzi ;)
Dlatego moje kochane Dziewczyny, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jak najbardziej polecam ten rodzaj aktywności fizycznej. Sama osobiście biegam 3-4 razy w tygodniu i widzę, z dnia na dzień, jak poprawia mi się kondycja serca i płuc, a do tego wzmacniają nogi. Każdego dnia mogę biec coraz dłużej i coraz dalej. W listopadzie kończyłam na 2,5km, a teraz na 7,5km, tak więc same sobie odpowiedzcie na pytanie czy warto. A uwierzcie mi, że nic nie równa się z satysfakcją, jaka towarzyszyć Wam będzie na mecie ;)
Buziaki!