sobota, 29 listopada 2014

Jak przetrwać dietę.

No właśnie, jak? Niby odżywiasz się zdrowo, ćwiczysz, unikasz słodkości i fast foodów, ale wciąż dookoła Ciebie pełno pułapek, zaczepek i są momenty kiedy najchętniej rzuciłbyś to w cholerę? Nie raz przez to przechodziłam. Dlatego chciałabym przedstawić Wam kilka prostych rad, które naprawdę mogą Wam ułatwić tą drogę;)

1. Nie chodź na zakupy, kiedy jesteś głodny.
Okazuje się, że kiedy jesteśmy głodni, chcemy kupić wszystko wokół i zejść to najlepiej jeszcze, zanim dojdziemy do kasy. Widok batoników i chipsów, sprawia Ci większy ból, gdy na nie patrzysz, kiedy jesteś głodny, niż gdy idziesz do sklepu najedzony? Dzieje się tak, ponieważ Twój głodny i oszukany mózg, sugeruje Ci, że musisz kupić więcej, żeby zjeść więcej, przez co faktycznie po powrocie jemy o to więcej co kupiliśmy, żeby się nie zmarnowało!

2. Czytaj etykiety.
Wydaje Ci się, że kupujesz jakiś serek wiejski, bo jest zdrowy i w zasadzie to sam nabiał, kiedy po odwróceniu opakowania, okazuje się, że ma w sobie 1% twarogu, a reszta to wzmacniacze, konserwanty i same "E". Wiem, że na początku wygląda to trochę dziwnie, kiedy stoisz nad opakowaniem wędliny i czytasz, co tam się znajduje, a natłok bab, pcha się na Ciebie, bo przecież zajmujesz tyle miejsca, przy półce z produktami. Ale naprawdę warto. Ponad połowa produktów, które kiedyś wydawały mi się zdrowe i całkiem spoko, musiałam odrzucić, bo okazały się w 70% przetworzone i sztuczne. Kiedy zaczniecie, trochę Wam to będzie zajmowało, ale z czasem nabierzecie wprawy i już poznacie swoje zdrowe jedzonko.

3. Nakładaj sobie mniejsze porcje i jedz powoli.
Okazuje się, że potrzebujemy zdecydowanie mniej jedzenia niż nam się wydaje. Przekonałam się o tym, doskonale na własnej skórze. Już po tym, jak utraciłam swoją wagę, jadłam w zasadzie te same porcje posiłków co wcześniej, a był to duży błąd, bo mój żołądek już zdążył się znacznie zmniejszyć i od stołu odchodziłam okropnie objedzona. Nie wyobrażałam sobie, że np. można najeść się jednym jajkiem na miękko, ale okazało się, że mogę i w zupełności mi to wystarcza. Zaczęłam po prostu jeść wolniej, niż kiedyś. Do naszego mózgu, informacja o tym, że jesteśmy najedzeni, dochodzi dopiero po 15-20 minutach, a ja nieraz, pewnie tak jak Wy, kończyłam posiłek po 5-10 minutach. Dlatego poświęćcie więcej czasu na posiłek, a zobaczycie, że naprawdę nie potrzebujecie zjeść tak dużo, jak Wam się wydaje. A jeśli przed odchudzaniem lubiliście tzw. "zjeść", czyli wszystko jedno, a dużo i teraz cierpicie katusze nad kawałeczkiem kurczaczka i kilkoma warzywami, to nałóżcie ten sam posiłek, ale na mniejszy talerz. Dzięki temu Wasz mózg, będzie myślał, że właśnie dostał danie na talerzu, normalnie wypchanym po brzegi. To naprawdę działa;)

4.Jedz w stałych odstępach czasowych.
Przez to, Twój metabolizm, będzie we właściwy sposób podkręcony przez cały dzień, a jedząc mniej ale częściej, nie obciążamy tak żołądka. Poza tym, Wasz organizm nauczy się, o których dostarczacie do niego jedzenie i nie ma opcji, że pojawi się u Was efekt jo-jo. Bierze się on z tego, że delikwentka nie je np. cały dzień, a następnego dnia zje serek wiejski/kromkę chleba lub cokolwiek innego, to jej organizm wyłapie 100% cukrów, węgli i innych składników z tego, ponieważ nie będzie wiedział, kiedy znowu dostanie jeść i wszystko zostaje odłożone w tzw. "boczki". Gdy jecie racjonalnie i o stałych porach, Wasze ciało ma komfort tego, ze wybiera, co jest Wam potrzebne, a zbędnych składników się pozbędzie i wszyscy są szczęśliwi. Najlepsze godziny na jedzenie to:
Osobiście mogę Wam powiedzieć, że trzymam się tego rozkładu i nie mam żadnych problemów z układem pokarmowym. Oczywiście godzina śniadania jest ruchoma, tyle o ile w tygodniu raczej zjadam śniadanko o 8.00, ponieważ chodzę na uczelnię, o tyle w weekend lubię sobie pospać i wstaję ok. 10.00-11.00, więc jem śniadanie zaraz po przebudzeniu i pomijam drugie śniadanie. Pamiętajcie, że kolacja powinna być najpóźniej o 19.00 i zdecydowanie w formie lekko-warzywnej. Kolacja ma by c posiłkiem wyciszającym Wasz organizm i lekko stawnym, dlatego nie jemy nabiału, który powinien być spożywany rano, owoców, mięs, tylko warzywa i ryby.

5. Stare przekąski, zamień na nowe-zdrowsze.
Tak, ja też nie wyobrażam sobie seansu filmowego, bez chrupania i podjadania, a jak się ogląda programy w stylu Masterchef lub Hell's kitchen, to ślinianki chodzą jak szalone. Sęk w tym, żeby chrupać z głową! Zamieńcie chipsy, popcorn i m&m'sy, na paprykę, marchewkę, ogórka, pomarańcze, jabłka, winogrono i po prostu całą masę innych produktów. Pokrójcie je na małe kawałeczki, poukładajcie ładnie na talerzyku i viola, można zajadać zdrowo do filmu.

6. Nigdy nie ćwiczcie na czczo lub z pełnym żołądkiem.
Przebrnęłam przez oba te przypadki i teraz wiem, że były to debilne pomysły. Tyle o ile z pełnym żołądkiem jeszcze da się ćwiczyć, ale co 5 minut zbiera Ci się na wymioty, odbija się, tym co właśnie zjadłeś, jest Ci ciężko i myślisz, że zaraz umrzesz, to z pustym żołądkiem, można wyrządzić sobie prawdziwą krzywdę. To był dzień ważenia na siłowni z moim trenerem. Często mi się zdarzało np. wracać z pracy po nocce do domu bez śniadania, które potem pałaszowałam po przyjściu, więc uznałam, że mogę jechać na czczo na siłownię. Zależało mi na tym, bo chciałam, żeby waga pokazała tyle ile powinna, a nie 1-1,5 kg więcej po posiłku. Faktycznie ważenie wypadło super i tak jak się spodziewałam, ale kiedy przyszło do pierwszego przysiadu, nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie mogłam wstać, bo dopadł mnie ogromny ból głowy. Trener pytał oczywiście, czy jadłam śniadanie, a ja się zarzekałam, że tak, bo było mi wstyd się przyznać, że z taką wiedzą, jaką powinnam mieć do tej pory, odwaliłam tak poważny błąd! Na szczęście nic poważnego się nie stało, tyle tylko, ze zmarnowałam swój czas, bo musiałam wracać do domu coś zjeść,  a nie zostać i ćwiczyć, tak jak to miałam zaplanowane. Dlatego nie popełniajcie mojego błędu i nigdy nie wychodźcie z domu, bez śniadania!

7. Nie urządzaj sobie dragońskich diet.
Ostatnio miałam okazję rozmawiać z moim kolegą, który niesamowicie schudł! Po prostu efekt, był tak porażający, że nie byłam do końca pewna, czy on, to on. Kiedy zapytałam się, jak tego dokonał i dostałam swoją odpowiedź, to po prostu opadła mi szczena. Schudł z 122kg do 72kg. Tak, efekt niesamowity, ale okazało się, że zrzucił 50 kg w 7 miesięcy!!! Moi lekarze twierdzili, ze utrata 42 kg w rok to za dużo, a co dopiero 50 kg w troszkę ponad pół roku?! Osiągnął to po przez zjadanie dwóch posiłków dziennie o godzinie 10.00 i 15.00, nie przekraczając przy tym 1000kcal dziennie. Oprócz tego codziennie biegał i raz w tygodniu basen. Do tej pory się zastanawiam, jakim cudem miał na to siłę?! I aż boję się zapytać, co będzie, kiedy zacznie normalnie się odżywiać. Nawet bardziej jak pewnym jest, że nabawi się efektu jo-jo, lub do końca życia będzie sobie wszystkiego odmawiał. Wiem doskonale o tym, że gdy człowiek się odchudza, efekty chciałby już widzieć następnego dnia, ale jak to się mówi, nie przytyłeś wczoraj, nie schudniesz jutro i na wszystko powinno się mieć czas i cierpliwość. Mam nadzieję, że żadne z Was, nie wyrządzi sobie krzywdy dietą, tak jak mój kolega, ponieważ stanowi to poważne i REALNE zagrożenie dla Waszego zdrowia.

8. Jedz dwa razy w tygodniu coś słodkiego.
Oczywiście, że tak! Przecież nie wolno sobie w życiu wszystkiego odmawiać, ale chodzi o to, żeby przy jedzeniu nauczyć się myśleć. Wyobraźcie sobie, że odrzucacie wszystkie słodycze i nie jecie nic. Ile wytrzymasz w takim sposobie odżywiania? Góra pół roku, wiem, bo sprawdziłam. A potem, kiedy dopadnie Cię kryzys, pochłoniesz wszystko co słodkie w zasięgu kilometra, a na koniec pozostaną Ci tylko dodatkowe kilogramy i wyrzuty sumienia. Zaplanuj sobie dwa stałe dni w tygodniu kiedy jesz słodkie (moje to piątek i niedziela;)), i zjedz wtedy łakocia, ale nie bezwartościowego batonika lub chipsy, tylko dwa paski gorzkiej czekolady, domowe ciacho lub lody.

9. Otaczaj się pozytywną energią.
Żyj tym, czego dokonałeś, a nie myślami w stylu "Boże jeszcze jestem taki gruby". To, że w ogóle zacząłeś, to sukces! Na każdym kroku przypominaj sobie, jakie to dla Ciebie ważne, jak wiele osiągnąłeś i jaki masz cel. Dlaczego chcesz to robić i, że robisz to dla siebie. Często w trakcie odchudzania nachodzą nas pesymistyczne myśli, w szczególności wtedy, gdy jesteśmy głodni, lub nie możemy zjeść tego na co mamy ochotę. Niesłychanie ważne jest wtedy, odrzucenie tych myśli, które do niczego nie dążą, tylko do pogłębiania kompleksów. Pokochaj siebie, swoje zmieniające się ciało, a życie naprawdę stanie się łatwiejsze. Przecież nikt inny, tylko wspaniały TY, zdecydowałeś się na odchudzanie, więc nie może być nic złego, w tak cudownym człowieku;)

Mam nadzieję, że znaleźliście odpowiedzi na pytania i refleksje, które Was męczyły i, że po raz kolejny pomogłam Wam w ułatwieniu tej, niełatwej drogi. Na sam koniec, odrobinka humoru, choć mam nadzieję, że dzięki moim radom, nigdy Was to nie dopadnie.
Buziaki



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz