czwartek, 16 lipca 2015

Skrzydełka po diabelsku z kukurydzą i surówką z młodej kapusty.

Mam nadzieję, że oszalejecie na ich punkcie tak jak ja, bo ten przepis jest efektem eksperymentu, ale Dziewczyny!!! To jest po prostu rewelacja! Musicie tego spróbować, poza tym jest to idealne na obiad jak i na kolację.


Marynata do skrzydełek (na 12 sztuk, na talerzu są 4, ale mój facet zjada 8:))
- 3 łyżki stołowe miodu
- 4-5 łyżek przecieru pomidorowego
- 20ml soku z cytryny
- sos chilli lub przyprawa chilli
- sól
- papryka czerwona słodka
- czosnek
Wszystko porządnie ze sobą wymieszać, odstawić na ok. 2-3 godzin i piec w temperaturze 160 stopni, przez 20 minut w termoobiegu.

Surówka z młodej kapusty (zrobione na dwa dni, do kolacji oraz na następny dzień do pracy dla Nas dwojga)
-główka młodej kapusty
-3 młode marchewki
-1 świeży koperek
-oliwa z oliwek
-sól
-pieprz
-sok z cytryny
-odrobinka cukru
Kapustkę należy posiekać i zgnieść z solą, do tego na grubych oczkach, tarkujemy obrane marchewki, posypujemy posiekanym koperkiem i dodajemy oliwę z oliwek oraz przyprawy.
Do wszystkiego można podać gotowaną kukurydzę, która idealnie uzupełnia wszelkie smaki! Wszystko razem smakuje naprawdę rewelacyjnie. Kukurydzę gotujemy ok 20 minut, aby była aldente i spróbujcie jej nie solić, wtedy poczujecie jej prawdziwy smak:)
Danie jest idealne na obiad, kolację we dwoje, ale równie dobrze można zrobić to na grillu lub zaprosić znajomych i zaskoczyć ich taką kuchnią. Rozsmakujcie się w różnorodności, ponieważ tworzą one całość.
Smacznego moje kochane Witaminki!
Buziaki :)

wtorek, 14 lipca 2015

Praca nad samym sobą powinna trwać cały czas!

Niestety nie miałam tylko czasu dla Was, ale i dla samej siebie w ostatnim czasie. Egzaimny, obrona i nowa praca tak zaaprobowały moje życie, że miałam dwumiesięczną przerwę w treningach i zupełnie odpuściłam siłownię, bo zwyczajnie nie miałam na to siły...
Ale teraz już mam wakacje pełną parą i  mnóstwo czasu dla siebie i oczywiście dla Was!
Powiem Wam szczerze, że byłam równie przerażona powrotem na siłownię, jak wtedy, gdy pierwszy raz się na nią wybierałam. Nie wiedziałam w jakim stanie jest moja kondycja, a co gorsze - moje ciało! Przecież podczas nie ćwiczenia, regres następuje błyskawicznie. Co gorsza, mojego trenera już nie było, więc musiałam udać się do nowego. Jakby tego było mało, to trener nie przyszedł, do tej z nieznanych mi przyczyn i manager musiał wzywać innego. Bidulek przypruł na siłownię, najszybciej jak mógł, ale powiem Wam szczerze, że nie mogłabym być bardziej zadowolona. Cały trening przebiegł okropnie szybko, a trwał 2 godziny zegarowe i byłam niesamowicie zadowolona z efektów. Przed samymi ćwiczeniami musieliśmy zrobić pomiary na Tanicie, nie raz ta maszynka spędzała mi sen z powiek! Ale trudno, zdjęłam buty i wskoczyłam na ten piekielny wynalazek. Efekty okazały się zaskakujące! Moje pomiary z maja 2014 roku, kiedy zaczynałam na obecnej siłowni to
waga : 90kg
tkanka tłuszczowa : 35,7 %
ilość wody : 42%
tkanka mięśniowa : 49 kg
wiek metaboliczny : 38 lat
A oto pomiary z wczoraj:
waga : 76kg
tkanka tłuszczowa : 23,6%
ilość wody : 53,4%
tkanka mięśniowa : 56 kg
wiek metaboliczny : 18 lat
Więc możecie sobie tylko wyobrazić jakie zdziwienie malowało się na mojej twarzy i jaka euforia przepełniała moje serce! Przez pewien czas byłam załamana tym, że przybyło mi 2 kg, ale okazało się, że to mięsnie, a nie tłuszcz!
Więc teraz dochodzę do sedna z którym chciałam się z Wami podzielić, to przede wszystkim NIE PODDAWAJ SIĘ! Jesteś warta każdego dnia, ciężkiej walki z kilogramami. Nawet jeśli sama nie widzisz efektów, Twoi bliscy i koleżanki są złośliwi, a waga stoi w miejscu, to Ty pokaż im wszystkim jaka jesteś uparta i że nic nie jest w stanie Cię zatrzymać! Jesteś najpiękniejszą istotą, o jaką możesz walczyć i uwierz mi, że to wszystko przez o teraz przechodzisz, z perspektywy czasu okaże się błahostką, w porównaniu do tego, co osiągnęłaś. Żadna czekolada, czy hamburger, nie są warte tego, abyś traciła przez nie swoje poczucie wartości. Dlatego jeśli wszyscy mówią NIE, Ty zaciśnij zęby i mów TAK. Bo jedynym co może Cię ograniczyć, jesteś Ty sama!
To, że od mojej największej życiowej wagi, czyli 124kg, schudłam do tych obecnych 76kg, to nie znaczy, że to już koniec drogi. Jestem zaledwie w połowie. Chcę, żeby moje ciało stało się jędrne i lekko urzeźbione. Dlatego teraz będę dążyła do swojego nowego celu :) Mam nadzieję, że wiele z Was będzie mi towarzyszyło w tej nowej przygodzie, bo bez Was, nie miałabym siły do walki ;) Jesteście moim motorem! Ale pamiętajcie też o tym, aby "wymagać od siebie nawet, jeśli inni od Ciebie nie wymagają"
Na sam koniec mam dla Was kolejne motywatory, które mam nadzieję, napędzą Was do działania! ^^




Tak więc która z Was podejmuje wyzwanie razem ze mną? Czekam na Was ;) Chętnie podzielę się treningami i jadłospisem ;)
Buziaki!