czwartek, 30 października 2014

Motywacja... zupa z Azji?

Temat niby prosty, ale jakże istotny w całym procesie zmian. Wiele z Was, pisze do mnie, jak mi się to udało, jak znalazłam motywację, skąd ją w ogóle brać, i tak pytaniami odnośnie wielkiej Panny M, mogę sypać jak z rękawa. Oczywistym jest, że nie znajduje się jej pod stołem w kuchni, lub tym bardziej w naszym ulubionym miejscu, jakim jest lodówka (nie, nie okłamujmy się, że tak nie jest), ale też nie da się jej wyczarować z kapelusza.
Z motywacją jest trochę jak z miłością, przychodzi i odchodzi, czasami opuszcza Nas w połowie drogi, a często zapomina Naszego adresu. Podobno jest to też tak, że na każdego przychodzi odpowiedni moment, jednak z tym stwierdzeniem pozwolę się nie zgodzić. Rozmawiałam z wieloma Dziewczynami przy kości, w delikatny sposób, chciałam zapytać, czy może warto by było coś w życiu zmienić. Ku mojemu zaskoczeniu, nie bulwersowały się, na zadanie pytanie, a co więcej, za każdym razem odpowiedź była podobna: "wiem jak wyglądam, przecież mam w domu lustro, ale zwyczajnie mi się nie chce". No właśnie. Jak zwykł mawiać mój Promotor, człowiek jest z natury leniwy, a jeśli chodzi o podjęcie jakiegokolwiek wyzwania, jakim jest odchudzanie, to często omija je szerokim łukiem. Często sama spędzałam godziny przed komputerem, na oglądaniu cudzych zdjęć, jak to schudł po 20, 30, 40 kg! I za każdym razem towarzyszyło mi jedno uczucie, zazdrość. Okropnie chciałam wyglądać tak jak te szczęściary ze zdjęć, które kiedyś były pulchne, a dziś świecą płaskimi brzuchami, jednak na chceniu zawsze się kończyło. Dziś wiem, że to nie są szczęściary, tylko kobiety, które wzięły los w swoje ręce i bardzo ciężko pracowały. A dzień na zmiany, powinien nastąpić dziś! Pamiętajcie, im później, tym ciężej jest zrzucać zbędne kilogramy, chodzi nie tylko o jędrność skóry, która powinna się w naturalny sposób ściągnąć, ale przede wszystkim w naszym wieku, mamy więcej siły i witalności do ćwiczeń, a nie wiadomo jak to będzie, kiedy przyjdzie praca, dzieci i zmęczenie.
Odchudzanie jest długotrwałą, wymagającą i ciężką pracą na pełny etat. Nie będę Was kłamała o tym, że to cudowna droga, usłana różami, NIE! To cholerne piekło Dantego, pełne demonów ze snickersami i słoikami nutelli na każdym kroku. Kluczem, do odpowiedniej w tej sytuacji, motywacji jest punkt zwrotny w waszym życiu, ale przede wszystkim postawienie sobie realnego celu do osiągnięcia i podjęcie się jego realizacji. Jak już wiecie, u mnie było to rozstanie z chłopakiem, ale to nie tylko to. Oczywiście, nadarzyła się okazja, aby pokazać światu, że jestem w stanie to zrobić, ale Dziewczyny, najważniejsze to pokazać sobie, że możesz zmienić, to z czym teraz jest Ci tak ciężko. Tak więc ta rozłąka, była zaledwie pretekstem. Z każdym dniem moja motywacja stawała się coraz większa, za każdym razem, kiedy stawałam na wagę i widziałam coraz to mniej kilogramów, wiedziałam, ze to co robię ma sens. Jednak wszystko zależy od charakteru, z natury jestem osobą dość upartą, a to doświadczenie pokazało mi, że również zdeterminowaną i konsekwentną. Ale przecież kiedyś taka nie byłam, konsekwencji i determinacji, nauczyłam się w trakcie.
Jeśli to Was nie przekonuje, zawsze możecie, tak jak moja koleżanka, spróbować metody na tzw. wzrokowca. Miała wtedy rozmiar 44, do Sylwestra zostały 4 miesiące. Wybrała się do sklepu i kupiła przepiękną sukienkę w rozmiarze 38 i powiesiła ją na wieszaku w swoim pokoju. Codziennie rano wstawała i widziała tą kreacje. Codziennie wiedziała, dlaczego to robi, i nie będzie to dla Was wielkim zaskoczeniem, jeśli Wam powiem, że szczęśliwie osiągnęła swój cel i pokazała się na zabawie w pięknej sukience. Nie chodzi mi o to, żebyście teraz leciały i kupowały za małe ciuchy, chodzi tylko to, żeby pozytywne myśli i chęć zmian, cały czas Wam towarzyszyły. Otaczajcie się tym, ustawcie motywator na tapecie komputera, w telefonie, naklejcie karteczkę samoprzylepną na lustro w łazience! Zróbcie cokolwiek, co pomoże Wam w osiągnięciu celu.
Niezmiernie ważny elementem w utrzymaniu motywacji jest jej konsekwentne podtrzymywanie. Będą momenty i to Wam mogę zapewnić i dać obie ręce sobie obciąć, że będziecie miały wszystkiego dosyć. Będziecie głodne, zmęczone i wściekłe na cały świat. Sama przez to przechodziłam, kiedy chciałam wszystko rzucić w cholerę i pożreć tabliczkę czekolady. Ale wtedy musicie zobaczyć, jak wiele osiągnęłaś do tej pory! Przypomnieć sobie, że nigdy wcześniej tyle nie wytrzymałaś i nie warto tego zaprzepaszczać. Myślicie, że maratończyk w połowie trasy, nie ma ochoty jebnąć sobie drzemki na boku trasy?! Oczywiście, że tak! Ale mimo piekącego bólu w nogach i sahary w ustach, biegnie dalej i tak samo powinno być od dziś z Wami! Powinnyście być pieprzonymi maratończykami, a kiedy dotrzecie do mety, przyjdzie euforia, a cały ból i smutek zniknie! Jak tego dokonać? Zdradzę Wam swoją radę. Nie raz, mało się nie porzygałam na widok siłowni. Jak sobie pomyślałam, ze mam tam wejść po raz tysięczny to przychodziły same złe myśli. Ale wtedy zamiast robić standardowego treningu, który tylko by mnie dosmucał i dalej zniechęcał, robiłam, to co lubię, czyli biegałam. Weszłam na bieżnię i nie zeszłam z niej przez godzinę, zawsze wtedy wracają do mnie pozytywne myśli, i mówię do siebie "zobacz jak Ci świetnie idzie, jak możesz nawet myśleć o tym, żeby to zaprzepaścić", a kolejnego dnia, złe myśli odchodzą a motywacja pozostaje. Po prostu zróbcie coś dla siebie, coś co lubicie. Idźcie do fryzjera, na paznokcie, potańczyć z przyjaciółkami, na spacer, lub ćwiczcie w sposób w jaki lubicie, a wszystko wróci do normy.
 Niezmiernie ważne w tym wszystkim jest wsparcie, jakie powinnyście otrzymać ze strony przyjaciół, rodziny, ale przede wszystkim partnera. Z nimi wszystkimi, spędzacie najwięcej czasu, a dom, jest teraz Waszym największym polem walki. Wy zmieniacie Wasze życie i przyzwyczajenia, ale często jest tak, że partner nie chce, a dzieci często uciekają przed zdrowym żywieniem. Z doświadczenia wiem, że jeśli Wasza rodzina, raz dziennie zje z Wami "wasz" posiłek, to nie umrą od tego, a w ten właśnie sposób, nie będą Was wystawiać na pokusę i okażą ogromne wsparcie, którego teraz najbardziej potrzebujecie. Niech przyjaciele, nie proponują jedzenia na mieście, przecież mogą zjeść tam kiedy indziej, a nie akurat w dniu, w którym się spotykacie. Na pewno to zrozumieją, a Wam będzie zdecydowanie lżej, jeśli nie będziecie musiały siedzieć i ślinić się na widok jedzonej przez kogoś pizzy, bo pewnie nawet ja, bym tego nie zniosła. Zdrowie jedzenie, wcale nie oznacza wcinania trawy i to właśnie powinnyście pokazać rodzinie. Na wspólne imprezy, przynieście danie przygotowane w zdrowy sposób przez Was samych, jedzcie je wspólnie z nimi, wtedy to spotkanie będzie o wiele przyjemniejsze i łatwiejsze.
Wiem, że o komplementy, nie można się dopraszać, ale uwierzcie mi, nawet jeśli zrzucicie 5kg, to już będzie widać, a dobre słowa w stylu "jak schudłaś", "jak ładnie wyglądasz", "jestem z Ciebie dumny", są bardzo pokrzepiające, a jako istoty, które muszą żyć między innymi, miło jest słyszeć właśnie od nich, jak dobrze nam idzie. Poza tym, jak ktoś czasami połechta Wam ego, to świat się nie zawali, a poczujecie się zdecydowanie lepiej, przy czym towarzyszyć  Wam będzie niespotykane poczucie dumy z własnych osiągnięć.
Skłamałabym, gdybym nie przyznała się do tego, ze Wy jesteście moją motywacją. Przed założeniem bloga, stanęłam na rozstaju, ponieważ minął już rok od kiedy walczę z wagą i byłam zwyczajnie zmęczona. Potrzebowałam kopa pozytywnej energii i to Wy mi go dałyście. Przez Wasz pozytywny oddźwięk na mojego bloga, uzmysłowił mi to, że jeśli moja pisanina miałaby pomóc chociażby jednej osobie, to naprawdę, cholernie warto. Wiem, że pisząc tutaj i udzielając Wam rad, jakim była bym człowiekiem, gdybym sama ich nie przestrzegała. Dlatego najwięcej wymagam od siebie, bo skoro radzę coś moim kochanym Czytelniczkom, muszę być wzorem i przykładem, który przestrzega wszystkich reguł.
Tak więc, moje Kochane Dziewczyny, spójrzcie w lustro, a zobaczycie tam piękną osobę, osobę, za którą warto walczyć i której musicie udowodnić, że jesteście w stanie zrobić wszystko. Pokochajcie siebie, uwierzcie w swoje siły, bo macie jej niezliczone pokłady. Przekraczajcie granice własnych możliwości i zacznijcie zmiany! Jesteście, zbyt cudowne, żeby żyć w ciele, które Was ogranicza!
Na sam koniec, tak jak Wam już obiecałam, dzielę się z Wami, kolejną dawką moich zdjęć "przed", oraz tych "po", mam nadzieję, że może one posłużą Wam, jako motywator i pokażą, że chcieć to móc! Sprezentowała mi je Daria Kulikowska, wspaniała Pani fotograf, którą możecie dorwać w studiu Fotomaria przy ul. Parkowej w Szczecinie. Gorąco polecam!
Buziaki!








niedziela, 26 października 2014

To nie tylko "kwas"!

Ponieważ sezon na cytrusy, uważam oficjalnie za rozpoczęty, to chciałabym z tej okazji, specjalnie dla Was, wziąć te pyszności pod lupę, żebyście wiedziały, co jecie i dlaczego warto to robić.


Pomarańcze
  •  posiadają witaminę C, A, B, B12, P, sole mineralne i peptyny, które pobudzają czynności jelit oraz przeciwdziałają wchłanianiu toksyn zalegających w jelitach,
  •  wspomagają układ odpornościowy w zwalczaniu takich chorób i dolegliwości jak, grypę, zgagę, wzdęcia, zaparcia, gorączka, infekcje dróg oddechowych,
  • jest również bogatym źródłem błonnika pokarmowego, kwasu foliowego oraz potasu,
  • są niskokaloryczne i bardzo sycące, 100 gram obranych pomarańczy, zawiera jedynie 45 kalorii,
  • korzystnie wpływają na równowagę kwasowo-zasadową w naszym organizmie, ponieważ spożywamy w większości produkty kwasotwórcze, tj. ryby, pieczywo, etc. przez co mechanizm, który wyrównuje gospodarkę naszego organizmu jest mocno obciążony. Ponieważ pomarańcze nie zawierają praktycznie siarki i fosforu, są bardzo zasado-wspomagające, przez zgromadzony w nich magnez i potas,
  • są solidną i smaczną dawką witamy C, która chroni nas przed wolnymi rodnikami, ale również wspomaga nasz układ moczowy.
Cytryny
  • oprócz dużej zawartości witaminy C, cytryna zawiera tzw. polifenole, czyli związki, które zapobiegają chorobom układu krwionośnego, jak np. miażdżyca,
  • warto pamiętać, że tak naprawdę najwięcej witamin jest w skórce cytryny! Dlatego zamiast wyrzucać ją do śmieci, można lepiej wykorzystać to, w codziennym gotowaniu,
  • cytryna działa detoksykująco na nasz organizm. Te wszystkie magiczne tabletki, które reklamują Wam w telewizji, możecie od razu wyrzucić do śmieci, bo to chłam. Codziennie po przebudzeniu pijcie jedną szklankę wody z cytryną, a naprawdę poczujecie różnice! (najbardziej wskazane po całonocnej balandze),
  • pamiętajcie jednak, żeby z cytrynami, nie przesadzać, ponieważ mają bardzo silny odczynnik kwasowy, przez co w dużych ilościach, można sobie zakwasić organizm,
  • spożywanie cytryn jest bardzo wskazane, w okresie zimowo-jesiennym, kiedy nasz organizm jest wystawiony na wszelkiego rodzaju wirusy i zarazki, ponieważ bardzo dobrze podnosi poziom naszej odporności.
Limonki
  • podobnie jak jej żółtsza kuzynka, limonka również zawiera duże ilości witaminy C oraz flawonoidów, które wspomagają naszą odporność i są grupą przeciwutleniaczy, które działają owadobójczo. Jeśli, jesteście, tak jak ja, codziennie narażone na ataki, ze strony gryzących insektów, pijcie więcej soku z limonki, niech krwiopijcy mają ostatnią ucztę!
  • oprócz swoich zdrowotnych pozytywów, zwróćcie uwagę na to, że limonka jest wszechobecna w świecie kosmetyków i to nie bez powodu. Jej cudotwórcze działanie, wspaniale wpływa na naszą cerę, włosy, paznokcie, a dodatkowo detoksykuje organizm.
  • sok z limonki zmieszany z ciepłą wodą to także sposób na zrzucenie wagi. Kwasy zawarte w limonce to świetny spalacz tłuszczu. Wystarczą dwie szklanki dziennie, aby zauważyć efekty.
Grejpfruty
  • biała osłona owocu zawiera bardzo duże ilości naringiny (odpowiedzialnej za specyficzny, gorzkawy smak grejpfruta), substancji działającej przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo, obniżającej ilość cholesterolu, zmniejszającej poziom glukozy we krwi i przyspieszającej przemianę materii,
  • oprócz witaminy C w grejpfrucie znajdziemy także witaminę E, PP, kwas foliowy i inne witaminy z grupy B. Choć owoc składa się w 90 proc. z wody, zawiera wiele substancji, które korzystnie wpływają na nasze zdrowie: kwasy organiczne, flawonoidy, pektyny i błonnik, a także wapń, potas, żelazo, magnez, fosfor, cynk, fluor i mangan,
  • co ważne dla wszystkich pragnących stracić zbędne kilogramy, grejpfruty poprawiają metabolizm i zapobiegają odkładaniu się tłuszczu. Tak więc to obowiązkowa pozycja w menu odchudzających się,
  • kryje się w nich około 400 związków chemicznych, które niosą nam korzyści terapeutyczne: działają przeciwgrzybicznie i przeciwbakteryjnie, mają właściwości antyoksydacyjne, chronią przed infekcjami i oczyszczają organizm,
  • są idealnym owocem dla cukrzyków, ponieważ zawierają bardzo niski indeks glikemiczny,
  • okazuje się również, że działają przeciwrakowo, są idealne w profilaktyce chorób serca, wątroby oraz całego układu krwionośnego.
 Tak więc, moje Drogie Dziewczyny, od dzisiaj spożywajcie w dowolnych ilościach pomarańcze i grejpfruty, a na cerę i detoksykację, codziennie rano szklankę wody z limonką lub cytryną. Bogactwo witamin macie pod ręką! A dopóki, panuje sezon na te pyszności, macie pewność, że nie są sztucznie pędzone, do tego, składniki odżywcze w nich zawarte, na pewno będą lepszej jakości, niż cytrusa w sezonie letnim!
Buziaki
      

środa, 22 października 2014

Coś na "słodko"

Odchudzanie i zdrowe żywienie nie musi być wcale pozbawione łakoci, jednak musicie nauczyć się robić to z głową. Dlatego też, dzisiaj mam dla Was, porcję zdrowych placuszków owsiano-otrębowych, jako wariant, zdrowego i pożywnego śniadania!

Składniki:
0,5l mleka 0,5%
2 jajka
2 szklanki mąki razowej
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżeczka cynamonu
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 łyżki otrębów (dowolnie wybranych)
0,5 szklanki płatków owsianych (jeśli ich nie lubisz, możesz je zblendować na pyłek)
1 jabłko
1 gruszka
(w składnikach, jak słusznie zauważyłyście, nie ma cukru, ponieważ słodycz Waszego śniadanka zapewnią Wam dodane owoce, oraz dżem;))

Przygotowanie:
Jabłko i gruszkę trzemy na dużych oczkach na tarce. Od jajek oddzielamy żółtka i ubijamy białka mikserem na piankę (dzięki temu placuszki będą bardziej puszyste). Po tym, wszystkie składniki łączymy w całość i dokładnie mieszamy mikserem. Placki smażymy na patelni teflonowej, lub ceramicznej, na najmniejszym ogniu (są dość pracochłonne, ale warto!) BEZ DODATKU TŁUSZCZU, lub jakiejkolwiek oliwy, oleju lub masła na tej patelni. Najlepiej podawać, z kawusią, dla dzieci z kakao, oraz niskosłodzonym dżemem lub domowymi przetworami. Smacznego! 


Buziaki

piątek, 17 października 2014

Warzywa, warzywa i jeszcze raz warzywa!

Dokładnie! Mam nadzieję, że pamiętacie to, jak pisałam Wam, moje drogie, że od dziś, najważniejszym składnikiem waszego jadłospisu, mają być warzywa! Powinny one zajmować co najmniej połowę talerza i towarzyszyć Wam, przy każdym posiłku. Wiem, że czasami, brak weny na wymyślanie czegokolwiek, a nie macie już ochoty patrzeć na surowiznę, dlatego zdecydowałam, że podam Wam, moje ulubione przepisy na sałatki i surówki, które nadają się zarówno do obiadu, jak i śniadania, czy w ramach kolacji.

1. Surówka selerowa.
-pół selera
-2 marchewki
-małe jabłko
-ocet balsamiczny
-sól
-pieprz
-brązowy cukier
Seler i marchewki trzemy do miski, na małych oczkach, następnie na dużych oczkach, trzeba potrzeć obrane jabłuszko (bez pestek). Do wszystkiego dodajemy do smaku, szczyptę soli, pieprzu, cukru i odrobinkę octu balsamicznego. Mieszajcie to najlepiej dwoma widelcami, wtedy ocet, dobrze przejdzie przez warzywa.

2. Sałatki vinegree
Tutaj składniki są dowolne w zależności, od tego, jakie świeże warzywa lubicie, np.
-sałata lodowa
-rukola
-pomidor
-ogórek
-rzodkiewka
-szczypiorek
-papryka
-oliwa z oliwek
-ocet balsamiczny
-sól
-pieprz
-przyprawy
-czosnek
Można również dodać oliwki, jeśli lubisz i chudszy ser feta.
Wszystkie składniki kroimy i wrzucamy do jednej michy. Jednak najważniejszy tutaj jest sos i to nie ten gotowiec z torebki, do którego dodaje się wodę i olej, tylko prawdziwy i zdrowy. Sos: 3 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka octu balsamicznego, sól, pieprz, cukier, drobno posiekany czosnek i świeży koperek. Sos można dowolnie modyfikować, w zależności od upodobań smakowych, bardziej na ostro, bardziej ziołowo. Inwencja twórcza jest nieograniczona.

3. Mizerie
Jest kilka wariantów, mogą być z samych ogórków, ale jak wiecie składają się one w większej ilości z wody, jak ze składników odżywczych, dlatego do smutnego ogórka, dorzućcie szczypiorek i np. rzodkiewkę. Posiekane warzywa, wrzucacie do miski, najpierw dodajecie odrobinę soli i pieprzu, następnie wlewacie jogurt naturalny (do 3% tłuszczu) i próbujecie. Jeśli uważacie, że nie ma smaku, przyprawcie odrobinkę więcej, ale nie przeginajcie z solą! Można również zrobić taką mizerię z pomidorków i cebuli, następnie procedura, jest identyczna, jak w przypadku ogórka;)

4. Por i marchewka
-biała część pora
-2 marchewki
-jogurt naturalny lub majonez light
-sól
-pieprz
- musztarda
Jest to wersja light, surówki, którą robiła moja mama, niestety zwykła ona dawać do niej słoik majonezu, którego My staramy się unikać. Tak więc, por kroimy wzdłuż na dwie części i siekamy. Marchewkę trzeba potrzeć na grubych oczkach, wrzucamy je razem do miski, następnie solimy, pieprzymy, dodajemy jogurt naturalny lub dwie łyżki majonezu light oraz łyżeczkę musztardy.

5. Kapusta pekińska
-mała główka sałaty pekińskiej
-ogórek kiszony
-papryka czerwona
-papryka zółta
-papryka zielona
-oliwa z oliwek
-sól
-pieprz
Wszystkie warzywa siekamy w kosteczki, kapustę rwiemy na kawałki i jak zwykle do jednej michy, całość zalewamy odrobinką oliwy z oliwek i przyprawiamy, według uznania.

6. Buraczki
Niesamowite w swej prostocie, ale jakie zdrowe! Wiadomo, jest przy nich trochę roboty, ale naprawdę warto. W zależności od tego, ile zjecie i dla ilu osób gotujecie obiad, tyle buraków trzeba zakupić, ja zawsze robię z kilograma, bo zostaje mi do kolacji. Buraki należy najpierw ugotować, następnie obrać i zetrzeć na grubych oczkach. Na grubych oczkach trzemy również jabłko, cebulę kroimy w kostkę, dodajemy do smaku sól, cukier, pieprz, odrobinkę kwasku cytrynowego i oliwy z oliwek. Można je również zrobić na ciepło, również gotujemy je, a następnie obieramy, tylko te trzeba zetrzeć na małych oczkach i od razu do garnuszka. Pokrojoną w kostkę cebulę należy zeszklić na patelni z oliwą z oliwek, dodać do buraczków, a do smaku tak jak wcześniej, sól, cukier, pieprz i odrobinę kwasku cytrynowego.

7. Coleslaw light
mała główka białej kapusty
2 marchewki
1 cebula
180g jogurtu greckiego light
4 łyżki mleka
2 łyżeczki cukru
1 łyżka octu
2 łyżki soku z cytryny
łyżeczka musztardy
sól, pieprz
ząbek czosnku
Kapustę szatkujemy. Marchewkę trzemy na grubych oczkach. Dodajemy pokrojoną cienko cebulkę. Wszystko dokładnie mieszamy. W osobnym naczyniu przyszykować sos z jogurtu naturalnego, przypraw, cukru, octu, soku z cytryny i mleka. Wszystko dokładnie wymieszać, aż składniki się ze sobą połączą. Zalać dressingiem kapustę i dokładnie wymieszać, tak aby cała kapusta była pokryta sosem. Odstawić do lodówki na przynajmniej dwie godzinki.

8. Czerwona kapusta
Pół główki czerwonej kapusty
3 ogórki kiszone
cebula
sól
cukier
pieprz
oliwa z oliwek
łyżeczka soku z cytryny
Kapustę szatkujemy, a następnie trzeba ją przegotować, aby nie była gorzka lub twarda (gotujemy 3-4 minutki), następnie odlewamy do durszlaka i zostawiamy do ostygnięcie. Ogórki należy potrzeć na grubych oczkach i odlać z nich sok. Cebulkę kroimy w kosteczkę. Wszystkie składniki wrzucamy razem, dodajemy sól, cukier, pieprz, oliwę z oliwek i sok z cytryny. Dokładnie mieszamy i gotowe.

9. Kapusta kiszona
300 g kapusty kiszonej
1 cebula
2 słodkie jabłka
2 średnie marchewki
sól
pieprz czarny mielony
1 łyżeczka cukru
3-4 łyżki oliwy z oliwek
Kapustę należy odcisnąć dokładnie z nadmiaru soku i poszatkować. Na grubych oczkach trzemy jabłka i marchewki, a cebulkę kroimy w kostkę. Całość, przekładamy do jednej miski, doprawiamy solą, pieprzem, cukrem i oliwą z oliwek, tak zrobiona jest już gotowa do podania!

To wszystkie moje pomysły na sałatki obiadowo-inno-daniowe, mam nadzieję, że choć odrobinkę Wam pomogłam w przecieraniu witaminowych szlaków! Zachęcam Was, do podzielenia się swoimi przepisami, pamiętajcie, musimy wspierać się nawzajem. Tym zdrowym akcentem, życzę Wam, moje kochane Dziewczyny, miłego i zdrowego weekendu. Na sam koniec, mała rada, jak przechowywać Wasze zdrowości, ja w wielu przypadkach byłam zaskoczona;)
Buziaki


wtorek, 14 października 2014

Dom, siłownia, dom, siłownia...?

No właśnie, przed Wami kolejny dylemat, czy ćwiczyć w domu, czy na siłowni? Sama przez to przechodziłam i temat jest mi bardzo bliski. Jest to stosunkowo spory dylemat, ponieważ oprócz spraw organizacyjnych i finansowych, wchodzi również tutaj aspekt emocjonalny. Z własnego doświadczenia wiem, że ciężko jest się zdecydować na pójście na siłownię, jednak postaram się dla Was, moje kochane, przedstawić temat z każdej strony.
Któregoś razu, gdy biegałam na bieżni i myślałam o niebieskich migdałach, coś mnie trafiło. Rozglądając się w okół, zobaczyłam, że na sali siłowni, nie ma ani jednej osoby przy kości (bo o tych, z nadwagą to już nie wspominam), a ja sama jestem tutaj chyba największym hipopotamem. Wiem, wiem, że może to też być przypadek, że akurat na tą siłownię, na którą ja sama uczęszczam, po prostu nikt taki nie przychodzi, ale nie ma nic bardziej mylnego! Tak się składa, że w ciągu całej swojej kariery chodziłam w dwa takie miejsca i tam również, dziwnie się składało, że tylko ja byłam pulchna, a wokół mnie same marchewko-żerne kobitki. Zbadałam również temat, wśród innych swoich koleżanek i one też doszły do podobnych konkluzji. Jedyne osoby, które przychodziły i miały widoczne problemy z wagą, to byli Panowie.
Tak więc, skąd taki paradoks, że na siłownię nie przychodzą osoby (a zwłaszcza kobiety), które najbardziej tego potrzebują? Odpowiedź jest bardzo prosta - ze strachu! Ja wiem o tym doskonale, i Wy pewnie też, moje kochane, że nie ma nic gorszego, niż oceniające spojrzenia, wstrętne miny, czy chichoty za plecami w stylu "co ona ze sobą zrobiła?!". Nie raz padałam ofiarą żartów i wyzwisk, ze względu na swój rozmiar, dlatego też rozumiem strach i obawę, jaka towarzyszy w pójściu na siłownię. Jest tam pełno pięknych, wyćwiczonych kobiet (które tylko mogą spotęgować moje kompleksy), mężczyzn, często z ciała jak z żurnala i kiedy stoi się pośród nich, w za dużej koszulce, dzięki której, można ukryć co nie co, nasuwa się tylko jedno pytanie "co ja tutaj kurwa robię?!"
No to ja Ci, chętnie odpowiem. Przyszłaś tutaj zmienić swoje życie! Wszystkie bzdury, którymi nabijają Wam głowy w TV, możecie od razu wyrzucić w niepamięć. Siłownia wcale nie jest pełna pięknych ludzi, którzy tylko czyhają, czy za rogiem, u jej bram nie stanie jakiś grubas, z którego można się powyśmiewać. Każdy jest tam tak naprawdę zajęty sobą, skupiony na swoim treningu i zastanawiający się, czy faktycznie śmierdzi (przez intensywność ćwiczeń oczywiście) jak cała reszta w okół. Wiadomo,  jak wszędzie znajdą się gwiazdeczki, które przychodzą pojeździć sobie na rowerku w pełnym makijażu, ale spokojnie, to nie jest liceum, tutaj chodzą jednak dorośli ludzie.
Okazuje się również, że są bardzo pomocni, ponieważ, jeśli nie wiesz, jak korzystać z jakiegoś sprzętu, zawsze ktoś Ci pomoże, podpowie. Ma się tutaj właśnie okazje nawiązać zdrowe relacje, wymienić doświadczeniami, bo pamiętajcie, Oni tam wszyscy, też kiedyś przyszli pierwszy raz!
Jak ja to uwielbiam mówić, "legendy głoszą, że ktoś ćwiczy w domu". Tak, wiem, że istnieją takie Ewenementy i naprawdę bardzo im zazdroszczę samozaparcia, ale bądźmy teraz przez chwilkę szczera same ze sobą. Ile z Was, kupiło w swoim życiu rowerek, bieżnię, stepper bądź jakikolwiek inny sprzęt i zarzekało się, że będzie na nim ćwiczyć, a teraz patrzycie za siebie, a z rowerka powstał wieszak na ubrania, a hantle dawno zniknęły pod warstwą kurzu, znajdującego się pod szafką.
Idąc na siłownię, ma się presję otoczenia. Inni ćwiczą, więc i Ty to robisz, tak jesteśmy skonstruowani. Poza tym, oni też Cię nakręcają do działania. Można tam zobaczyć to, jakby chciało się wyglądać w przyszłości, a nie ma nic lepszego, jak poczucie dumy z samej siebie, kiedy schodzisz z sali i ledwo człapiesz do szatni, z przyklejonymi włosami do czoła, i znakiem batmana z potu na tyłku.
Dlatego moje kochane, jak najbardziej polecam Wam pójście na siłownię, a najlepiej do takiej, gdzie w karnecie macie opcję treningu z trenerem. Dostosuje on wtedy plan do Waszych indywidualnych potrzeb, oczekiwań i możliwości, bo musicie pamiętać, że Wasze ciała, od dawna nie miały za wiele wysiłku fizycznego i żebyście na pierwszy raz, kiedy idziecie tam z zajebistą energią i werwą, zwyczajnie nie przegięły, nie daj Boże zrobiły sobie krzywdę, a przez to zniechęciły i zaniechały jakiekolwiek działania! Tak więc, Dziewczyny, pora brać się do pracy, Nowy Rok, tuż za pasem, a to najlepszy moment na noworoczne postanowienia i zmiany!
A na sam koniec, najlepszy trening (z humorem!), który sama również praktykuję i codziennie wzmacniam przez to swoją siłę woli ;)


wtorek, 7 października 2014

Jeść na mieście, czy nie jeść? Oto jest pytanie!

Tempo dzisiejszego życia jest zastraszające, a to oznacza, że nie zawsze ma się czas na to, żeby gotować w domu, lub przynajmniej wrócić do niego, pomiędzy zajęciami, bądź pracą. Co wtedy zrobić?!
Oczywiście przede wszystkim polecam to, aby zrobić sobie tzw. "pudełko". Czyli dzień wcześniej przygotować kurczaka, bądź jakiekolwiek inne mięso, które lubicie, a zimne, nie jest złe, do tego dokroić masę świeżych warzyw,(w przypadku skrajnego braku czasu, można wcześniej kupić mieszankę mrożoną bukietu warzyw i wrzucić je na parę lub ugotować, po 20 minut będą gotowe, ale pamiętajcie o tym, że świeże warzywa mają więcej wartości odżywczych!) i zamknąć w plastikowy pojemniczek, a tak przygotowane jedzenie będzie gotowe rano do zabrania do pracy, szkoły, lub uczelni.
 Niestety nie wszystkie z Nas mają komfort takiego rozplanowania sobie czasu, ponieważ często w domu jest mąż, dziecko, gotowanie, prasowanie, sprzątanie, a kiedy już wieczorem padacie na twarz, ani się Wam marzy gotować coś, co jutro będziecie mogły zabrać do pracy, tak więc chcę Wam przedstawić moje warianty jedzenia na mieście, na które sama czasami muszę się pokusić, ponieważ nie mam innego wyjścia.

Moim zdecydowanym faworytem w tej kwestii jest Salad Story. Te Zielone Budki, znajdziecie między innymi w centrum handlowym Galaxy i Kaskada, które mieszczą się w zasadzie w ścisłym centrum. Restauracje te, to jakaś faktyczna rewolucja w żywieniu się na mieście, ponieważ wszystkie składniki są świeże, a co najważniejsze mięso jest przygotowywane w zdrowy sposób. Plusem jest również to, ze każda z Was może zamówić taką sałatkę, jaką lubi, ponieważ same możecie je skomponować. Minusem niestety pozostaje cena, ponieważ duża sałatka (którą można się najeść) kosztuje od 16,90 do 22zł, jednak wciąż jest to lepsza alternatywa, niż kubełek w KFC;)

Jej tańszą alternatywą jest restauracja Mak Kwak, która w swoim asortymencie proponuje Wam również zdrową sałatkę. Warzyw w niej jest od groma, a do tego możecie wybrać kurczaka, który jest grillowany (niestety nie jest najlepszej jakości, jako, że idzie do kebabów, to można natknąć się na skórki oraz chrząstki, ale raz na kiedyś, można to przetrzymać, lub zrobić to co ja i wydłubywać, to co się do jedzenia nie nadaje), tak więc nie szkodzi Wam tak, jak kurczak w wielu innych restauracjach, smażony w głębokim oleju. Niestety jedynym sosem, jaki możecie wybrać do takowej sałatki to tzatziki. Sama osobiście się pytałam Pań go przygotowujących i okazuje się, że jest to jeden z niewielu, który robią w całości na jogurcie naturalnym, bez dodatku majonezu. Jednak idąc tam, jesteście ogromnie wystawione na pokusę! Wszędzie do okoła ludzie z kebabami, frytkami i masą produktów, których nie możecie jeść. Co zrobić, żeby nie doszło do sytuacji, w której idziecie na obiad z zamiarem kupna sałatki, a wychodzicie z tłustym kebabem? Sprawa jest naprawdę prosta, zabierzcie ze sobą przyjaciółkę, która zamówi dla Was! Umówcie się przed pójściem tam, żeby absolutnie nie zamawiała nic innego niż tą sałatkę, a najlepiej, żeby zjadła ją razem z Wami, wtedy będzie raźniej, a ból nie jedzenia śmieciowego żarcia, będzie jeszcze mniej odczuwalny, jeśli zabierzecie jedzonko do domu, lub na ławkę do parku i zjecie to w spokoju. Bez zapachów, atakujących Wasze nosy z każdej strony.

Kolejną restauracją, którą polecam, jest North Fish. Jest to kolejne miejsce, w którym same możecie skomponować danie, z dowolnie wybranych przez siebie składników. Decydując się na ten wariant obiadowy, wystrzegajcie się ryby w panierce, ponieważ jest ona również wytopiona w głębokim oleju i już dawno straciła wszystkie wartości odżywcze, a zdrowe tłuszcze, zastąpiły te z wielokrotnie używanego. Tak więc, gdy już wypatrzycie swoją rybkę (mój faworyt to dorsz), zamiast zasypywać go górą frytek lub ziemniaczanych łódeczek, dajcie mu do towarzystwa nawet podwójną porcję świeżych sałatek, ponieważ są one codziennie robione na miejscu, tak więc bardzo zdrowe.

Wiadome jest też to, że to, co domowe, może być zdrowe, dlatego też dlaczego nie zajrzeć do Barów Mlecznych? Po raz kolejny musicie kierować się rozumem, nie pozwalając na to, żeby żołądek nad Wami zapanował. Wybierajcie to, co gotowane, a nie smażone. To co nie jest po czubek potrawy zalane sosem. Skłaniajcie się częściej ku zupom i potrawom duszonym, a nie oglądajcie na panierowane i smażone kotlety, pierogi, pyzy, kopytka. Nie zapominajcie o warzywach! Bo jak już Wam pisałam, od dnia w którym zdecydowałaś się na dietę, powinny one towarzyszyć każdemu Twojemu daniu oraz zajmować przynajmniej połowę miejsca na talerzu obiadowym! Ciekawym odpowiednikiem, który ostatnio powstał, dla barów mlecznych, jest Express Kuchnia Marche w GK. Oferują oni również cała gamę dań, z kurczaka, wołowiny, wieprzowiny etc. z kuchni polskiej lub zagranicznej w formie otwartego bufetu, w którym każdy nakłada sobie, co chce. Pamiętajcie o tym, że zawsze decydować się na kurczaka lub rybę, z dodatkiem ryżu (niesmażonego) lub kaszy. A do tego... taaaaak, warzywa! :D Jako jeden z nielicznych bufetów, mają niesamowity wybór surówek do Waszego obiadku, tak więc na mały asortyment nie możecie narzekać.

Jako wielka fanka kuchni azjatyckiej, nie mogłam pogodzić się z zaprzestaniem jedzenia dań w barach chińskich, wietnamskich, koreańskich etc. Dlatego też postanowiłam pójść do kilku i z otwartą głową przestudiować ich karty. Tak więc, teraz z czystym sumieniem mogę Wam polecić kilka z nich i ich zdrowe dania ;) Na pierwszym miejscu u mnie, jest mój ukochany Bar Makao. Nie dość, że ceny są niskie, to jedzenie, naprawdę smaczne. Jednymi z dań, które podczas wizyty tam zamawiam to zupa kurczak z makaronem sojowym, zupa krewetkowa, makaron ryżowy z wołowiną, krewetki tygrysie z warzywami. Tak, wiem, na pierwszy rzut oka, nie są to super sycące dania, ale moje drogie, pora na nowo odkryć zupy! Niestety resztę asortymentu przygotowują na głębokim oleju, smażą lub obtaczają w cieście i wtedy wrzucają na olej. Zapomnijcie również o sajgonkach, ponieważ są to tzw. gotowce, wyciągane z zamrażalnika i wrzucane na patelnię. Polecam również restaurację Mr. Wang, która znajduje się przy nowym Turzynie. Jako jedna z niewielu chińskich knajpek oferuje Nam takie specjały, jak pyzy na parze (przygotowywane z ciasta sojowego), krewetki na parze lub rybę z warzywami.

A co z deserem? No właśnie, czasami nie jada się na mieście tylko obiadu, ale często wypada nam spotkanie z przyjaciółkami, a do plotek, najlepsze są łakocie. Moim numerem jeden jest Yogo Factory, w którym za ok. 12 zł, skomponujesz swój ulubiony jogurt, na zimno lub ciepło. Stanowi to wspaniałą alternatywę dla czekolady, chipsów lub deserów lodowych, serwowanych w większości barów. Niestety i tutaj licho nie śpi. Kupując w tym miejscu, można wybrać świeżutkie owocki, od jabłuszek, po winogrona, truskawki, kiwi, arbuza, melona i wiele, wiele innych, a do tego bez cukrowe płatki musli. Niestety za ladą są również do wyboru kaloryczne bomby, takie jak ciasteczka Oreo, kawałki Kinder Czekolady, czy sos ze Snickersa. Jednak pamiętajcie, za każdym razem, kiedy odmówicie sobie czegoś takiego, a zastąpicie to warzywem, czy owocem, możecie świętować małe zwycięstwo, dzięki któremu jesteś coraz bliżej celu.


To tyle w kwestii jedzenia na mieście. Tak więc to, co powinnyście pamiętać, to to, żeby zawsze jeść z głową, być zmotywowaną i zapartą na osiągnięcie celu, a wtedy nawet KFC, nie będzie w stanie Was sprowadzić na złą drogę. Jeśli nie czujecie się na tyle silne, to zabierzcie ze sobą wsparcie! Nikt nie jest w stanie Nam tak pomóc, jak dobra przyjaciółka, lub kochający chłopak/mąż. Trzymam za Was kciuki, moje kochane Witaminki, przy pierwszym posiłku na mieście, bo to nie lada wyzwanie i prawdziwy sprawdzian wiary!;)
Buziaki.

sobota, 4 października 2014

Pora ruszyć krągłościami!

Wiecie już co nie co, na temat tego, co powinno się jadać, a co lepiej unikać szerokim łukiem, przyszła pora na to, żeby ruszyć trochę pupą! Trening, który zamierzam Wam przedstawić, sama rygorystycznie wykonywałam przez okres 3 miesięcy, a efekty są niesamowite. Jest to połączenie treningu wytrzymałościowego, który wzmocni waszą kondycję, oraz odporność na intensywny wysiłek fizyczny, oraz siłowego, który pomaga wypracować konkretne partie ciała. Moim celem była redukcja tkanki tłuszczowej, oraz wzmocnienie rąk, nóg i brzuszka, co myślę, że jest bardzo optymalne w Waszym przypadku. Ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre z moich czytelniczek to Mamy lub Kobitki pracujące i nie macie za wiele czasu, żeby chodzić 4 razy w tygodniu na siłownię, przedstawiam Wam wariant, który można wykonywać zarówno na siłowni, w parku, lub w domu. Jedyny rekwizyt, który jest Wam do tego potrzebny, to skakanka, a jej kupno to wydatek rzędu 10 zł. Tak więc zaczynamy!

1. Jako rozgrzewkę dla osób, które chodzą na siłownię, proponuję 10 minut bieżni w wariancie interwałowym, czyli 2 minuty biegniemy w tempie ok. 10, a 2 minuty truchcikiem na 7. Nie zapomnijcie o tym, żeby zacząć od 2 minut marszu, dla Waszych bioderek i stawów, aby zdążyły się rozgrzać, przed biegiem. Dla osób, ze słabszą kondycją, wskazany jest marsz w tempie 6, na podniesieniu o gradacji nr 5. Jeśli towarzyszy Ci duża nadwaga, to zacznij od rowerku. Jest to również świetne ćwiczenie kardio, a nie obciąży Twoich nóg i stawów, które podczas biegu, w towarzystwie większej wagi, mogły by być narażone na kontuzje. Taka sama zasada, dotyczy osób, które trening chcą wykonywać w terenie. Te z Was, które będą ćwiczyły w domu, na rozgrzewkę proponuję 3 minuty marszu z wysokim podnoszeniem kolan, w miejscu oraz 6 minut skakanki.

2. Ćwiczenie pierwsze - 2 minuty skakanki.
Ważne jest to, aby utrzymywać stałe tempo ćwiczenia. Nie unoście wysoko nóg, podczas skoku przez skakankę, ponieważ niepotrzebnie się zmęczycie, nie ćwicząc przy tym odpowiednich partii ciała, oraz za mocno obciążycie w ten sposób kręgosłup.

3. Ćwiczenie drugie- Wspinaczka pozioma. 20 powtórzeń
Naprzemienne przyciąganie kolan do klatki piersiowej. Pamiętajcie o tym, że ręce muszą być na wysokości ramion, nie dalej. Przy podciągnięciu nogi do tułowia, stopa powinna kierować się ku sufitowi. To ćwiczenie pomoże wzmocnić mięśnie waszych barków, brzucha, odcinka lędźwiowego, oraz pupy. Robimy ćwiczenie naprzemienne podnosząc nogi, tak jakbyście wchodziły po schodkach i jedno uniesienie nogi liczy się jako 1, więc robicie po 10, na każdą nogę.

4. Ćwiczenie 4- Pompka na kolanach. 8 powtórzeń
Stare ćwiczenie jak świat, ale za to, jakie jare! Nie tylko wzmacnia Wasze ręce i brzuch, ale również pozwala ujędrnić piersi, co przy utracie wagi jest niezbędnym, aby nie dopuścić to tzw. zwisów, szczególnie na polu biustu, który jest dla nasz jednym z ważniejszych. Rozstawienie rąk, powinno być większe od szerokości Waszych ramion, krzyżujemy nogi i zginamy w kolanach, a opuszczając się, pamiętajcie o tym, że podczas zgięcia, ręce powinny schodzić przynajmniej do kąta prostego z resztą ciała. Nie będzie to łatwe, ale spróbujcie wykonać na początku przynajmniej 5 powtórzeń, jeśli okaże się to zbyt ciężkie.

5. Ćwiczenie czwarte- powtórna wspinaczka pozioma. 20 powtórzeń

6. Ćwiczenie piąte- Lift nogi w podporze ręcznym. 15 powtórzeń na każdą nogę
Klękamy na czworaka, z głową przed siebie i wyprostowanymi plecami, a następnie podnosimy, również wyprostowaną nogę, wysoko ponad czubek głowy (najlepiej robić to ćwiczenie przed lustrem, wtedy jest się pewnym, że technika jest właściwa). Nie zapomnijcie o tym, aby stopę kierować do sufitu.

7. Ćwiczenie szóste- powtórna wspinaczka pozioma. 20 powtórzeń.

8. Ćwiczenie siódme- szeroki przysiad. 20 powtórzeń
O przysiadzie, o którym uczyli Was w szkole, na lekcjach w-fu, możecie zapomnieć bo to totalna bzdura. Pani na zdjęciu powyżej prezentuje sposób, w jaki powinno się to prawidłowo robić. Stawiacie szeroko nogi, im szerzej, tym głębszy przysiad zrobicie, stopy pod kątem, kierują się w stronę zewnętrzną, plecy proste, pupa wypięta, brzuch napięty ( w każdym ćwiczeniu, które wykonujecie, mięśnie brzucha muszą być napięte, ponieważ zawsze stanowią stabilizator, dla Waszych kręgosłupów), ręce przed siebie, lub skrzyżowane na barkach i teraz głębokie zejście ku dołowi. Nie odrywajcie pięt od podłogi! Boli? To dobrze, oznacza to, że właśnie uruchomiłaś mięśnie, o których dawno zapomniałaś ;)

Oto Nasza cała seria ćwiczenia. Ćwiczenia wykonujecie płynnie jedno po drugim, bez żadnej przerwy! po ćwiczeniach od 2-8 robicie 2 minuty przerwy (i to z zegarkiem w ręku), następnie wykonujecie jeszcze dwie takie serie, czyli w sumie 3, minimum cztery razy w tygodniu. Przez pierwsze dwa tygodnie robicie 3 serie, a po tych dwóch tygodniach - 4 serie.

9. Ćwiczenie 9- deska, deska odwrotna oraz deska bokiem. 20 sekund każda, po 2 serie.



Po zdjęciach dokładnie widzicie, które partie mięśni są ćwiczone. Co się tyczy deski odwrotnej, to na początku róbcie ją tak jak na zdjęciu, z tą różnicą, że zamiast nóg w spadzie, ustawcie je zgięte w kolanach, pod kątem 90 stopni w stosunku do reszty ciała i tak, aby wasze ramiona i miednica były w jednej linii ( będziecie trochę przypominały stolik;))

Jeśli udało Ci się wykonać cało i jeszcze jakoś oddychasz, to możesz być z siebie ogromnie dumna! Ja w każdym razie będę, ponieważ zmusiłaś swoje ciało do wysiłku, jakiego nie miało od lat, a to drugi krok, do nowej, lepszej wersji Ciebie! Ale nie zapominajmy o jeszcze jednym, aby zminimalizować zakwasy, które i tak zapewne się pojawią, musimy wykonać rozciąganie, które przedstawie Wam, w poniższej ilustracji. Pamiętaj o systematyczności! Przez pierwsze dwa tygodnie, rób TRZY serie treningu i DWIE serie desek, przynajmniej CZTERY razy w ciągu tych 7 dni.
Trzymam za Was kciuki i życzę powodzenia! Piszcie co Wam się podobało, z czym miałyście trudności lub co nie jest do końca zrozumiałe;)
Buziaki dla Was, moje kochane Fitnesski!

Rozciąganie





czwartek, 2 października 2014

Jedzenie, zdrowości i inne pyszności, czyli co z czym, a czego nie.

Pierwszym i najcięższym krokiem ku odchudzaniu, jest zerwanie ze starymi nawykami żywieniowymi, a przyswojeniu nowych. Nie będę Was kłamać, na początku to istna mordęga. Miałam wrażenie, że zamiast jedzenia, żuję trawę i marzyłam tylko o frytkach lub tabliczce czekolady. Jednak wewnątrz wiedziałam, ze czynię słusznie i nawet gdy mój kolega wcinał przy mnie paczkę, moich wtedy ukochanych chipsów, a ja siedziałam i ze łzami w oczach, wcinałam swój jogurt Jogobella Light, robiłam kolejny krok, ku nowemu życiu.
Tak więc dzisiaj, moje kochane Dziewczyny stworzę dla Was dwie listy, produktów spożywczych, które są dozwolone, oraz takie z którymi na pewien czas będziecie musiały się pożegnać.


Produkty Dozwolone:

Warzywa- są one bardzo ważnym składnikiem każdej diety i powinny występować w pokarmie każdego człowieka, ponieważ dostarczają nam niesamowitą gamę witamin, prowitamin i minerałów, takich jak chociażby potas, kwas foliowy, karoten, ale również są źródłem naturalnego błonnika (niezbędnego do prawidłowej pracy jelit).
-brokuł
-kalafior
-kapusta
-kapusta czerwona
-kapusta włoska
-kapusta pekińska
-sałata lodowa
-sałata włoska
-sałata rzymska
-rukola
-brukselka
-cebula
-cebula dymka
-cebula czerwona
-por
-czosnek
-cukinia
-kabaczek
-burak
-burak liściowy
-szczaw
-pietruszka
-pietruszka naciowa
-koper
-roszponka
-seler
-seler naciowy
-szpinak
-marchew
-papryka czerwona, żółta, zielona, chili
-pomidor
-pomidory koktajlowe
-ziemniaki ( i tutaj należy przywrócić dobrą sławę ziemniakowi, ponieważ nie jest on nikomu winny! w 100g produktu jest zaledwie 77 kcal, czyli niewiele, a do tego ten produkt jest bardzo sycący. Tak więc, skąd jego zła opinia? Z prostej przyczyny, a w zasadzie z kilku jego pochodnych, czyli chipsów, frytek, placków ziemniaczanych. Ziemniak ma to do siebie, że bardzo łatwo wchłania tłuszcze, dlatego należy go podawać ugotowanego, a najlepiej robionego na parze, ponieważ wtedy nie uciekają nam, zawarte w nim składniki odżywcze, czyli witaminy C, A i z grupy B i niezbędny potas. Pamiętajcie również o tym, że ziemniaka nie należy łączyć z żadnymi sosami, masłem, śmietaną, ponieważ dorzucamy mu niepotrzebnych śmieci. Najlepiej czuje się on w towarzystwie świeżego koperku, lub w zupie.)
-dynia
-ogórek
-arbuz i melon (ciekawostka- nie są to owoce, arbuzy i melony to warzywa z rodziny dyniowatych;))
-rzepa
-kalarepa
-fasolka szparagowa
-fasolka zielona
-rzodkiewka
-rzodkiewka biała
-kiełki rzodkiewki (oraz inne kiełki)
-bób ( w małych ilościach, ponieważ zachowuje się on bardzo podobnie do ziemniaka)
-groszek zielony
-soczewica
-soja
-chrzan
-rabarbar
-szczaw
-szparagi
-kapary
-kukurydza (również w mniejszych ilościach, ponieważ zawiera sporo cukru. Najlepiej gotowaną, a nie tą z puszki, do której dodają masę niepotrzebnych konserwantów, aby stała na półce 20 lat. Jedna kolba, jako posiłek, np. kolacja w zupełności wystarcza)
-wszelkiego rodzaju grzyby, pieczarki, podgrzybki, kanie, boczniaki (wiemy dobrze o tym, że nie mają one żadnych wartości odżywczych, ale jako dodatek do posiłku, dodaje głębszego smaku i przecież w żaden sposób nie szkodzi, więc dlaczego nie?;))

Przy wyborze warzyw pamiętajcie zawsze o tym, żeby wybierać produktu świeże, nigdy pakowane! Biedne warzywka, które cały dzień duszą się pod folią lub w worku, dawno popełniły witaminowe samobójstwo i będą zdecydowanie gorszej jakości niż te wolno leżące. Również kupując warzywa, starajcie się wybierać te sezonowe, wiadome wtedy jest to, że nie były tak bardzo pędzone chemicznie, jak np. słynne Truskawki Holenderskie zimną, które pięknie wyglądają, ale w środku to masa toksyn i sama woda. Pamiętajcie również o tym, żeby jak najczęściej spożywać warzywa świeże! Dodawajcie je do każdego posiłku, czy to w postaci mizerii z jogurtem naturalnym, lub z oliwą z oliwek, lub zupełnie same. 

Owoce- to niekwestionowany lider bogactwa witamin, mikroelementów oraz antyoksydantów. Połączenie tych składników gwarantuje zdrowie, urodę, młody wygląd oraz prawidłowy metabolizm. Ponadto są w 100 procentach naturalnymi składnikami odżywczymi, co podnosi ich walory odżywcze, poprawiają perystaltykę jelit, pracę jelit i naszego układu pokarmowego. Pamiętajcie jednak, żeby jeść je z głową, ponieważ niektóre z nich zawierają sporo fruktozy. Jest to cukier prosty, który w odróżnieniu od glukozy, której trzeba się wystrzegać, jest bezpieczniejszy dla naszego organizmu, lecz przy zbyt dużej ilości jego spożycia może skutkować niepożądanym odkładaniem się tłuszczu. Dlatego owoce wysokofruktozowe należy spożywać w pierwszej części dnia, aby nasz metabolizm mógł sobie z nimi poradzić przez cały dzień, a nie obciążać go wieczorem, kiedy szykuje się już do odpoczynku.
-brzoskwinia
-nektaryna
-czereśnia
-wiśnia
-gruszka
-jabłko (które powinniśmy jeść przynajmniej jedno dziennie! Ponieważ przy wzmożonym treningu siłowym, pomaga w pracy naszym mięśniom i zapobiega odkładaniu się znacznych ilości kwasu mlekowego do nich, dzięki czemu występuje mniejsze ryzyko, ze następnego dnia będą nas męczyły okropne zakwasy)
-morela
-śliwka
-cytryna
-limonka
-granat
-grejpfrut czerwony, zielony, biały
-mandarynka
-mango
-kiwi
-pomarańcza
-agrest
-aronia
-borówka
-jagoda
-jeżyna
-jagoda
-porzeczka
-żurawina
-ananas
-banan
-poziomka
-truskawka
-pigwa
-winogrono

Nabiał- grupa produktów pochodzenia mlecznego. Często są one podstawą diety, niektórych z Was, ponieważ jest bardzo syty, zdrowy i odżywczy. A taki właśnie ma być, ponieważ jest w nim wiele wapnia, przez co, unikniemy jakichkolwiek niepożądanych chorób układu kostnego. Okazuje się również, że tłuszcz zawarty w nabiale, jest bardzo zdrowy dla naszego organizmu. Oczywiście ten naturalny, a nie ten, którego producent danego produktu dorzucił pod postacią cukrów i innych węglowodanowych dodatków. Osobiście polecam Wam produkty nabiałowe dwóch firm, Pilos i Piątnica. Są to dwie, dobre i zaufane polskie firmy, a na każdym ich produkcie jest minimalna liczba składników, a maksymalna ilość nabiału, którego chcemy spożyć. Dlatego od dzisiaj Dziewczyny, pamiętajcie o czytaniu etykiet! Jest to czynność, której musicie się nauczyć. Wiem, że wtedy wizyta w sklepie, będzie trwała godzinę, a nie 10 minut, ale taki jest warunek zdrowego żywienia. A najważniejszą zasadą kupowania, jest to, że im mniej produktów w składzie, tym lepsza jakość! Zawsze patrzcie również na tabele kaloryczną, a w szczególności na ilość tłuszczów, które w przypadku nabiału, który będziemy spożywać, nie powinien przekraczać 6%, oraz węglowodanów.
-mleko
-twaróg chudy, półtłusty
-serek wiejski
-twarożek domowy grani (Piątnica)
-serek homogenizowany naturalny
-serki homogenizowane smakowe (o niskiej zawartości tłuszczu i cukrów)
-jogurt naturalny
-jogurty smakowe (najlepiej 0% tłuszczu, znajdziemy je w każdym Realu)
-jogurt Activia (rzeczywiście zawiera bakterie acti-regularis, które poprawiają pracę naszych jelit)
-kefir
-maślanka
-mleko kwaszone
-ser feta (w małych ilościach, jako dodatek do sałatki np. greckiej)
-ser mozarella (również tak, jak w przypadku fety, tylko jako dodatek, a nie główny składnik!)
-ser żółty (nie więcej niż plasterek, raz na dwa-trzy dni)
-mleko kozie
-mleko owcze

Mięso i Ryby- zawiera dużo pełnowartościowego białka – średnio 76% suchej masy. Dla większości ludzi  jest jednym z najważniejszych składników pożywienia, dostarczającym najwięcej energii. Sama osobiście nie jestem wielkim mięsożercą, ale wiem o tym, że jest ono ważne w diecie, dlatego Wy też powinnyście o tym pamiętać.
-wszystkie ryby i owoce morza (świeże, mrożone, wędzone -> omijajcie gotowe sałatki rubne, śledziki na raz, ryby w zalewach sklepowych etc,)
-konina
-królik
-dziczyzna
-sarnina
-cielęcina
-mięso mielone z indyka, bądź szynki wieprzowej (pamiętajcie o sprawdzeniu ilości mięsa w mięsie)
-indyk
-kurczak (bez skóry)
-kurczak wędzony (bez skóry)
-parówki (wybierajcie takie w których nie ma MOMu, czyli mięsa mechanicznie oddzielonego od kurczaka, ponieważ wtedy zjadacie najgorszy syf, jaki z niego pozostaje, skórki, nóżki, tłuszcz etc.)
-pasztet drobiowy (taka sama zasada, jak w przypadku parówek)
-wołowina
-bażant
-wszelkiego rodzaju podroby z kurczaka, żołądki, wątróbki, serca
-wędliny drobiowe
-wszelkiego rodzaju ryby, są one zdrowe w każdej postaci, pieczone, duszone, smażone (nie na dużej ilości oleju i nie w panierce!) grillowane, wędzone. Pamiętajcie o tym, żeby nigdy nie kupować ryb zrobionych w sosach, lub gotowe do zjedzenia. Są to bomby kaloryczne, nie przez rybki, tylko właśnie przez masę tłuszczów i węglowodanów napakowanych do tych sosów, lub olejów, w których rybki sobie pływają. Oraz owoce morza, pychota!

Produkty zbożowe i tłuszcze- do najważniejszych zbóż dostarczających ziarna należą: pszenica, ryż, kukurydza, żyto, jęczmień, owies, proso, sorgo i gryka. Według prawidłowych zasad żywienia człowieka produkty zbożowe stanowią podstawę piramidy żywieniowej i powinny znajdować się w codziennej diecie w największej ilości. Zawierają bardzo ważne w naszej diecie węglowodany złożone, które poprawiają wydajność organizmu, oraz ułatwiają regularne wypróżnianie, które jest niezbędne, przy utrzymaniu zdrowej sylwetki.
-ryż biały, brązowy, czarny, basmati, paraboiled
-kasza jaglana, jęczmienna, gryczana, jaśminowa
-kuskus
-kasza manna
-makarony pełnoziarniste
-płatki owsiane
-otręby pszenne, owsiane
-płatki musli (tylko nie te gotowe pod nazwą "fitness" z owocami i czekoladą, tylko naturalne, lub takie, które same skomponujecie w domku)
-płatki kukurydziane (od czasu do czasu, można zjeść na śniadanie dwie garście naturalnych płatków kukurydzianych z mlekiem lub jogurtem np. Corn Flakes, lecz ja osobiście polecam firmę Goody, dostępną w sieci sklepów Lidl, ponieważ smakują tak samo, a nie kosztują 12zł za paczkę, a 4zł)
-pieczywo typu wasa
-pieczywo pełnoziarniste ( zawsze sprawdzajcie skład chlebka, który chcecie kupić, pamiętajcie, że głównym jego składnikiem mają być ziarna oraz mąką razowa, owsiana, żytnia, a dopiero w ostatniej kolejności pszenna, występująca jako malutki dodatek. Unikajcie również pieczywa pszennego, które zostało pokolorowane na ciemne, takie pułapki w sklepach, też na Was czyhają! Przez pierwsze 5-6 miesięcy, nie powinnyście zjadać więcej niż dwie kromki dziennie, dajcie Waszym organizmom przez pewien czas odpocząć odrobinkę od węglowodanów, aby uruchomiły rezerwy, jakie są w postaci brzuszków, pup i udek ;))
-ciasto drożdżowe (oczywiście, ze tak! przecież nie można wszystkiego sobie odmawiać, a ja, tak jak pewnie większość z Was, jestem łasuchem na słodkie i kawałeczka ciasta drożdżowego z powidłami, nie potrafiłabym sobie odmówić. Zasady jedzenia słodkich produktów, opiszę przy okazji przekąsek)
-oliwa z oliwek (idealna do sałatek ze świeżych warzyw, jako dodatek do ryb, twarożków, ale przede wszystkim jako profilaktyka raka sutka)
-olej rzepakowy (jeśli mamy już coś smażyć, to właśnie na nim, jeden z najzdrowszych na świecie. Jest nam potrzebny ponieważ jest źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych- omega 6 i 3, niezbędnych do dobrej pracy serca, nerek, kondycji skóry i układu krwionośnego)

Napoje- podstawą dobrze funkcjonującego organizmu, jest jego odpowiednie nawodnienie. Wzrasta wtedy wydajność naszego metabolizmu, poza tym człowiek bez jedzenia jest w stanie przeżyć do 3 tygodnia, a bez picia, zaledwie jeden dzień.
-woda (cudowna w swej prostocie! Dobrze wiemy o tym, że w 70-80% składamy się z wody, dlatego jest ona nam tak potrzebna. Jest katalizatorem wielu reakcji zachodzących w organizmie, pomaga w trawieniu i umożliwia naszemu metabolizmowi, wskoczyć na wyższy poziom. Powinnyście wypijać przynajmniej 1,5 litra wody dziennie, nie wliczając w to herbatek, soków czy kawusi.
-herbata czarna, zielona, czerwona, biała, owocowa
-kawa
-cappucinno (nie więcej niż filiżanka na 2-3, ponieważ kubek z 6 łyżeczek, zawiera 102 kcal)
-Coca-cola zero, light (w małych ilościach nie zaszkodzi, ale pamiętajcie, żeby z nią nie przesadzać, bo tyle o ile nie szkodzi nam w odchudzaniu, tak jak jej oryginalna wersja, to dość mocno go oszukuje. Okazuje się, że gdy bierzemy łyk napoju i trafia on do ust, to nasz język wyczuwa smak słodki, następnie daje sygnał do mózgu, który kolejno informuje żołądek, ze zaraz trafi do niego coś super dobrego i słodkiego, jednak prawda ma się inaczej. Napoje tego typu nie są słodzone glukozą ani fruktozą, tylko substancjami słodzącymi, dlatego, gdy trafia ona do żołądka, oszukuje go, przez co przy następnej okazji, kiedy będziesz spożywała coś co zawiera cukier, Twój organizm się na Tobie zemści, za to, ze go tak okrutnie oszukałaś i wyłapie jego 100% zawartość.)
-soki jednodniowe
-soki własnoręcznie wyciskane z owoców i/lub warzyw
-energy drink light (taka sama zasada jak z Coca-colą)

 

Przyprawy i dodatki do posiłków- nic tak dobrze nie smakuje, jak właściwie przyprawiona potrawa. Często ludzie nie doceniają orientalnych przypraw, ponieważ te ostre, podnoszą temperaturę naszego ciała, przez co mamy lepsze krążenie, oraz pomagają w trawieniu. Natomiast przyprawie zielone i ziołowe, są naturalnymi lekarstwami na szereg schorzeń i dolegliwości.
-papryka słodka
-papryka ostra
-pieprz cayane
-chili
-pieprz
-kurkuma
-imbir
-kumin
-szafran
-curry
-gałka muszkatołowa
-natka pietruszki
-koperek
-majeranek
-ziele angielskie
-pieprz biały
-pieprz ziołowy
-liście laurowe
-rozmaryn
-kminek
-zioła prowansalskie
-lubczyk ogrodowy
-cynamon
-tymianek 
-czosnek granulowany
-ketchup (umiarkowanie) 
-musztarda
-masło (najlepiej takie z min. 83%)
-ocet
-ocet balsamiczny
-sól (umiarkowanie)
-przecier pomidorowy
-kakao gorzkie 
-miód
-dżemy niskosłodzone
-powidła domowe
-cukier trzcinowy
-koncentrat pomidorowy
-sos sojowy (bez cukru w składzie, ja używam z firmy Tao-Tao)
-sos chili
-tabasco
-ekstrakty waniliowe, migdałowe, orzechowe (np. do placków owsianych)


Przekąski- która z Nas, nie ma słabości do małego podjadania podczas oglądania filmu, wyjścia do kina, lub podczas zwykłych ploteczek z przyjaciółkami? Jednak moje kochane Dziewczyny, od dzisiaj nauczycie się zupełnie nowego znaczenia tego słowa, bo przekąska wcale nie musi być tłusta, słona i zasłodzona! Z odrobiną głowy i racjonalnego myślenia, można chipsy, paluszki i cukierki, zamienić na pełnowartościowe i zdrowe pyszności.
-orzechy włoskie
-galaretka
-lody niskotłuszczowe i o obniżonej zawartości cukru
-budyń
-orzechy laskowe
-czekolada gorzka, minimum 80% kakao (max. 3 kostki na raz)
-migdały
-słonecznik (nie solony i nie obierany!)
-chrupki kukurydziane
-wafle ryżowe (tylko gdy w składzie mamy 100% brązowego ryży i ziarna)
-chipsy błonnikowe (firma Sonko Nas ocaliła i stworzyła chipsy, zrobione z kukurydzy popcornowej, które nie są robione w głębokim oleju, a do tego są bardzo dobrze przyprawiona i paczka takiej przekąski zawiera ok 300 kcal, a nie tak jak normalna paczka chipsów, czyli 600kcal)
-suszone owoce, żurawina, morele, rodzynki
-chipsy zrobione z warzyw i owoców (bo kradzione nie tuczy;))
Jeśli masz naprawdę problem z pojadaniem głównie do filmu lub gdy siedzisz ze znajomymi, zrób to co ja. Musisz użyć warzyw i owoców które chrupią, i zaserwować je w taki sposób jak podałabyś chipsy i słone paluszki. Zawsze biorę marchewkę, paprykę, ogórka, jabłko. Pierwsze trzy tnę na pionowe paski i układam w szklanki (mała imitacja paluszków), a z jabłuszek wykrawam środki i podzielona na cząstki wrzucam do miseczki. Dzięki temu masz całą paletę pyszności do seansu, a sięgając po nie, wiesz, że sobie nie szkodzisz, tylko wcinasz same witaminy i minerały!
Tak jak już wcześniej wspominałam, przy spożywaniu słodkości, trzeba sobie ustalić pewne zasady. Oczywistym jest, że nie wolno sobie wszystkiego odmawiać, bo nie na tym rzecz polega, ale nauczyć się jeść łakocie z głową. Ustalcie sobie 3 dni w tygodniu, w którym możecie zjeść coś słodkiego i sukcesywnie się tego trzymajcie, a same zobaczycie, że wcale nie jest to takie straszne.

Produkty Zakazane:

-wszelkiego rodzaju jedzenie typu fast food, czyli żegnamy się z KFC, McDonald'sem, Mak-kwakiem, i innymi barami szybciej obsługi, bo i tak nic dobrego i wartościowego tam nie zjemy, a tylko sobie zaszkodzicie. Wyobraźcie sobie, ze przykładowo w jednym b-smarcie, longer+frytki jest 650kcal! Jak oni ładują tyle kalorii do tak małych rzeczy... nie wiem, ale wiem to, że na pewno się tym nie najecie, a jedynie wa zaszkodzi.
-frytki
-pizza ( w późniejszych postach dodam przepis na pyszną pizze z ciasta razowego, do zrobienia w domu, więc nie martwcie się, ponieważ jestem ogromnym pizzojadem i nie mogłam pogodzić się z jej utratą, dlatego odrobinkę obeszłam system;))
-hamburgery
-hot-dogi
-chipsy
-paluszki słone
-orzeszki solone lub w panierkach
-bake rollsy
-ciastka
-wafelki
-batoniki
-orzeszki i rodzynki w czekoladzie
-kamyczki
-czekolady mleczne, z orzechami, białe
jest nam potrzebny z powodu obecności niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych – linolowego (omega-6) i linolenowego (omega-3). Organizm potrzebuje ich do dobrej pracy serca i funkcjonowania układu krwionośnego, pracy nerek, kondycji skóry.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/olej-tloczony-z-rzepaku_37607.html
-czekoladki
-trufle
-mleko w proszku
-mleko zagęszczone
-sery pleśniowe
-serki topione
-śmietana
-pączki
-drożdzówki
-torty
-ciasta serowe, czekoladowe, śmietanowe lub na bazie margaryny
-pieczywo pszenne
-bułki
-bagietki
-cebulaki
-mini pizze
-jagodzianki
-mini pączki
-bezy
-bułki z kruszonką
- jagnięcina
-wieprzowina
-żeberka wołowe
-gęś
-kaczka
-ozory
-wędliny wieprzowe
-kiełbasy
-mielonki konserwowe
-smalec
-majonez
-olej
-wszelkiego rodzaju papirusy, pomysły na etc.
-sosy w proszku
-gotowe sosy w słoikach
-dania ze słoików!
-zupki chińskie
-cukier biały
-mąka
-margaryna
-makarony białe
-cebulka prażona
-alkohol
-piwo
-kakao instant
-kluski
-knedle
-kopytka
-pierogi (na Święta, jest odpust;))
-słodzone soki
-napoje gazowane
-tzw. woda smakowa (która przy przeczytaniu etykiety, wodą nawet nie jest)
-słodkie musli
-czekoladowe, miodowe i inne słodkie płatki śniadaniowe (w tym Fitness od Nestle)
-rogaliki
-chałka
-chałwa
-ryż dmuchany
-pop corn
-kaszki manny typu instant
-płatki "owsiane" typu instant
-batoniki musli
-krakersy
-figi
-daktyle
-bułka tarta (żegnamy ją ozięble i nic więcej, żadnej ryby ani mięska w niej nie panierujemy!)
-koktajle mleczne
-deserki czekoladowe jak np. Smakija etc.
-ryż z budyniem
-herbatniki
-lody
-polewy do lodów

Jeśli coś jeszcze mi się przypomni to postaram się dopisać, lub jeśli Wy Dziewczyny zauważycie, że czegoś nie napisałam, proszę o przypomnienie ;) Tak więc, jeśli teraz obiektywnie zobaczycie, która lista jest dłuższa? Zobaczcie, jakie bogactwo produktów dozwolonych na Was czeka. Dieta wcale nie oznacza ograniczeń, to po prostu zmiana dotychczasowego sposobu odżywiania. Dlatego też, otwórzcie swoje pięknie oczka, idźcie na zakupy z głowami pełnymi nowej wiedzy, czytajcie etykiety, gotujcie, duście, pieczcie, grilujcie jedzenie! Zapomnijcie o smażeniu, chyba, ze bez użycia tłuszczu, o słodyczach i słonych przekąskach, które sprawiły, że jesteście niezadowolone ze swojego wyglądu, zamieńcie je na przepyszne i zdrowe warzywa i owoce! Trzymam za Was kciuki, na pierwszych, zdrowych zakupach ;)