wtorek, 7 października 2014

Jeść na mieście, czy nie jeść? Oto jest pytanie!

Tempo dzisiejszego życia jest zastraszające, a to oznacza, że nie zawsze ma się czas na to, żeby gotować w domu, lub przynajmniej wrócić do niego, pomiędzy zajęciami, bądź pracą. Co wtedy zrobić?!
Oczywiście przede wszystkim polecam to, aby zrobić sobie tzw. "pudełko". Czyli dzień wcześniej przygotować kurczaka, bądź jakiekolwiek inne mięso, które lubicie, a zimne, nie jest złe, do tego dokroić masę świeżych warzyw,(w przypadku skrajnego braku czasu, można wcześniej kupić mieszankę mrożoną bukietu warzyw i wrzucić je na parę lub ugotować, po 20 minut będą gotowe, ale pamiętajcie o tym, że świeże warzywa mają więcej wartości odżywczych!) i zamknąć w plastikowy pojemniczek, a tak przygotowane jedzenie będzie gotowe rano do zabrania do pracy, szkoły, lub uczelni.
 Niestety nie wszystkie z Nas mają komfort takiego rozplanowania sobie czasu, ponieważ często w domu jest mąż, dziecko, gotowanie, prasowanie, sprzątanie, a kiedy już wieczorem padacie na twarz, ani się Wam marzy gotować coś, co jutro będziecie mogły zabrać do pracy, tak więc chcę Wam przedstawić moje warianty jedzenia na mieście, na które sama czasami muszę się pokusić, ponieważ nie mam innego wyjścia.

Moim zdecydowanym faworytem w tej kwestii jest Salad Story. Te Zielone Budki, znajdziecie między innymi w centrum handlowym Galaxy i Kaskada, które mieszczą się w zasadzie w ścisłym centrum. Restauracje te, to jakaś faktyczna rewolucja w żywieniu się na mieście, ponieważ wszystkie składniki są świeże, a co najważniejsze mięso jest przygotowywane w zdrowy sposób. Plusem jest również to, ze każda z Was może zamówić taką sałatkę, jaką lubi, ponieważ same możecie je skomponować. Minusem niestety pozostaje cena, ponieważ duża sałatka (którą można się najeść) kosztuje od 16,90 do 22zł, jednak wciąż jest to lepsza alternatywa, niż kubełek w KFC;)

Jej tańszą alternatywą jest restauracja Mak Kwak, która w swoim asortymencie proponuje Wam również zdrową sałatkę. Warzyw w niej jest od groma, a do tego możecie wybrać kurczaka, który jest grillowany (niestety nie jest najlepszej jakości, jako, że idzie do kebabów, to można natknąć się na skórki oraz chrząstki, ale raz na kiedyś, można to przetrzymać, lub zrobić to co ja i wydłubywać, to co się do jedzenia nie nadaje), tak więc nie szkodzi Wam tak, jak kurczak w wielu innych restauracjach, smażony w głębokim oleju. Niestety jedynym sosem, jaki możecie wybrać do takowej sałatki to tzatziki. Sama osobiście się pytałam Pań go przygotowujących i okazuje się, że jest to jeden z niewielu, który robią w całości na jogurcie naturalnym, bez dodatku majonezu. Jednak idąc tam, jesteście ogromnie wystawione na pokusę! Wszędzie do okoła ludzie z kebabami, frytkami i masą produktów, których nie możecie jeść. Co zrobić, żeby nie doszło do sytuacji, w której idziecie na obiad z zamiarem kupna sałatki, a wychodzicie z tłustym kebabem? Sprawa jest naprawdę prosta, zabierzcie ze sobą przyjaciółkę, która zamówi dla Was! Umówcie się przed pójściem tam, żeby absolutnie nie zamawiała nic innego niż tą sałatkę, a najlepiej, żeby zjadła ją razem z Wami, wtedy będzie raźniej, a ból nie jedzenia śmieciowego żarcia, będzie jeszcze mniej odczuwalny, jeśli zabierzecie jedzonko do domu, lub na ławkę do parku i zjecie to w spokoju. Bez zapachów, atakujących Wasze nosy z każdej strony.

Kolejną restauracją, którą polecam, jest North Fish. Jest to kolejne miejsce, w którym same możecie skomponować danie, z dowolnie wybranych przez siebie składników. Decydując się na ten wariant obiadowy, wystrzegajcie się ryby w panierce, ponieważ jest ona również wytopiona w głębokim oleju i już dawno straciła wszystkie wartości odżywcze, a zdrowe tłuszcze, zastąpiły te z wielokrotnie używanego. Tak więc, gdy już wypatrzycie swoją rybkę (mój faworyt to dorsz), zamiast zasypywać go górą frytek lub ziemniaczanych łódeczek, dajcie mu do towarzystwa nawet podwójną porcję świeżych sałatek, ponieważ są one codziennie robione na miejscu, tak więc bardzo zdrowe.

Wiadome jest też to, że to, co domowe, może być zdrowe, dlatego też dlaczego nie zajrzeć do Barów Mlecznych? Po raz kolejny musicie kierować się rozumem, nie pozwalając na to, żeby żołądek nad Wami zapanował. Wybierajcie to, co gotowane, a nie smażone. To co nie jest po czubek potrawy zalane sosem. Skłaniajcie się częściej ku zupom i potrawom duszonym, a nie oglądajcie na panierowane i smażone kotlety, pierogi, pyzy, kopytka. Nie zapominajcie o warzywach! Bo jak już Wam pisałam, od dnia w którym zdecydowałaś się na dietę, powinny one towarzyszyć każdemu Twojemu daniu oraz zajmować przynajmniej połowę miejsca na talerzu obiadowym! Ciekawym odpowiednikiem, który ostatnio powstał, dla barów mlecznych, jest Express Kuchnia Marche w GK. Oferują oni również cała gamę dań, z kurczaka, wołowiny, wieprzowiny etc. z kuchni polskiej lub zagranicznej w formie otwartego bufetu, w którym każdy nakłada sobie, co chce. Pamiętajcie o tym, że zawsze decydować się na kurczaka lub rybę, z dodatkiem ryżu (niesmażonego) lub kaszy. A do tego... taaaaak, warzywa! :D Jako jeden z nielicznych bufetów, mają niesamowity wybór surówek do Waszego obiadku, tak więc na mały asortyment nie możecie narzekać.

Jako wielka fanka kuchni azjatyckiej, nie mogłam pogodzić się z zaprzestaniem jedzenia dań w barach chińskich, wietnamskich, koreańskich etc. Dlatego też postanowiłam pójść do kilku i z otwartą głową przestudiować ich karty. Tak więc, teraz z czystym sumieniem mogę Wam polecić kilka z nich i ich zdrowe dania ;) Na pierwszym miejscu u mnie, jest mój ukochany Bar Makao. Nie dość, że ceny są niskie, to jedzenie, naprawdę smaczne. Jednymi z dań, które podczas wizyty tam zamawiam to zupa kurczak z makaronem sojowym, zupa krewetkowa, makaron ryżowy z wołowiną, krewetki tygrysie z warzywami. Tak, wiem, na pierwszy rzut oka, nie są to super sycące dania, ale moje drogie, pora na nowo odkryć zupy! Niestety resztę asortymentu przygotowują na głębokim oleju, smażą lub obtaczają w cieście i wtedy wrzucają na olej. Zapomnijcie również o sajgonkach, ponieważ są to tzw. gotowce, wyciągane z zamrażalnika i wrzucane na patelnię. Polecam również restaurację Mr. Wang, która znajduje się przy nowym Turzynie. Jako jedna z niewielu chińskich knajpek oferuje Nam takie specjały, jak pyzy na parze (przygotowywane z ciasta sojowego), krewetki na parze lub rybę z warzywami.

A co z deserem? No właśnie, czasami nie jada się na mieście tylko obiadu, ale często wypada nam spotkanie z przyjaciółkami, a do plotek, najlepsze są łakocie. Moim numerem jeden jest Yogo Factory, w którym za ok. 12 zł, skomponujesz swój ulubiony jogurt, na zimno lub ciepło. Stanowi to wspaniałą alternatywę dla czekolady, chipsów lub deserów lodowych, serwowanych w większości barów. Niestety i tutaj licho nie śpi. Kupując w tym miejscu, można wybrać świeżutkie owocki, od jabłuszek, po winogrona, truskawki, kiwi, arbuza, melona i wiele, wiele innych, a do tego bez cukrowe płatki musli. Niestety za ladą są również do wyboru kaloryczne bomby, takie jak ciasteczka Oreo, kawałki Kinder Czekolady, czy sos ze Snickersa. Jednak pamiętajcie, za każdym razem, kiedy odmówicie sobie czegoś takiego, a zastąpicie to warzywem, czy owocem, możecie świętować małe zwycięstwo, dzięki któremu jesteś coraz bliżej celu.


To tyle w kwestii jedzenia na mieście. Tak więc to, co powinnyście pamiętać, to to, żeby zawsze jeść z głową, być zmotywowaną i zapartą na osiągnięcie celu, a wtedy nawet KFC, nie będzie w stanie Was sprowadzić na złą drogę. Jeśli nie czujecie się na tyle silne, to zabierzcie ze sobą wsparcie! Nikt nie jest w stanie Nam tak pomóc, jak dobra przyjaciółka, lub kochający chłopak/mąż. Trzymam za Was kciuki, moje kochane Witaminki, przy pierwszym posiłku na mieście, bo to nie lada wyzwanie i prawdziwy sprawdzian wiary!;)
Buziaki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz