wtorek, 11 sierpnia 2015

Wahania wagi w czasie odchudzania.

Powiedzcie szczerze, które z Was ważą się codziennie? ;> hmmmm? Myślę, że ręce w tej kwestii podniósł by niezły tłumek, bo i ja sama robiłam ten okropny błąd. Przede wszystkim, dlaczego popełniamy takie drobne błędy? Nie, nie dlatego, że lubimy się emocjonalnie podziargać, ale dlatego, że okres odchudzania jest podobny do dziecięcego wyczekiwania Bożego Narodzenia. Chciałybyśmy już, teraz, zaraz dostać ukochany prezent w postaci wymarzonej sylwetki, wchodzę na wagę a tutaj.... O Matko! Dwa kilogramy więcej! I wtedy uruchamiają się nasze damskie neuroprzekaźniki: "Boże spasłam się", "po co ja tyle jem", "mogłam ćwiczyć więcej", "Ty grubasie jak mogłeś do tego dopuścić", "Jak to się mogło stać, przecież wczoraj wszystko było w normie!". Takie i pewnie wiele wiele więcej cudnych pomysłów, przychodzi do naszych jakże skomplikowanych damskich czerepów, a odpowiedź jest prosta
KOBIETO CIERPLIWOŚCI!
No dobrze, wrzucamy na luz, ale skąd w takim razie biorą się takie wahania wagi? Nie martwcie się, już Wam wszystko tłumaczę, bo sama kiedyś przeżywałam podobne dramaty.
1. Zbieranie się wody w organizmie. Może to się dziać na skutek nadchodzącej menstruacji. Wtedy w naszym ciele szaleje burza hormonów, a nasz organizm przygotowując się na nadchodzącą miesiączkę, zbiera pewne zapasy wody. Dlaczego? A no dlatego, ze w trakcie menstruacji tracimy pewne ilości krwi i cwaniak, aby nie dopuścić do wykrwawienia, tą zebraną w tkankach wodę rozcieńczy z krwią płynącą w naszym ciele, przez co ubytki będą uzupełnione. Po drugie woda w naszych ciałkach zbiera się również (ja padłam ofiarą takiego zebrania w okresie grillowym) przez nadmiar soli, który dostarczyłyśmy sobie w posiłkach. Jak wiadomo, okres wakacyjny jest pełny imprez, alkoholu i grillowania. Oczywiście staramy się jak najlepiej utrzymać dietę i nie wystawiać się nie pokusy, ale ile można! Przecież wszystkie jesteśmy ludźmi i mamy czasem ochotę zjeść kiełbaskę, podskubać chipsa, czy wypić piwo. Wszystko fajnie, ale niestety w tych produktach jest od groma soli, a nasze ciała podczas właściwego i zbilansowanego sposobu odżywiania już dawno zapomniało czym jest ta sól. W momencie, kiedy zamiast pół łyżeczki stołowej dziennie, dorzucimy mu pół słoika owego specyfiku, to nie dziwmy się, że zachowuje się jak wariat.
Przy nadmiarze wody w organizmie czujemy się nabrzmiałe, pierścionki i bransoletki nie pasują, ale nie ma co popadać w panikę. Wystarczy dać sobie tydzień detoxu i wszystko wróci do normy. Wtedy na drugie śniadanie lub podwieczorek polecam picie koktajli oczyszczających z buraków, natki pietruszki, wody, cytryny, nasion chia, otrębów, płatków owsianych, jabłek, gruszek. Składniki można dowolnie modyfikować, a efekty poczujecie natychmiast.
2. Kolejną przyczyną niezgadzającej się wagi, z tą z dnia poprzedniego, jest najzwyczajniej w świecie zły moment ważenia. Robimy to zawsze na czczo, po wypróżnieniu i zawsze tego samego dnia danego miesiąca! A nie codziennie kochanie kobity! Co dziwnego w tym, że jednego wieczora zjadłam na kolację sałatkę i rano waga pokazała np. 65kg, a dzisiaj zjadłam dwie kanapki i jogurt, a rano dramat w łazience, bo na wadze 66kg! No nic, to zasługa naszej głupoty. O ile nasz metabolizm przyspieszył i działa na pełnych obrotach, to jednak nie jest on też cudotwórcą i na przetworzenie niektórych składników potrzebuje więcej czasu;)
3. A ostatnie i najważniejsze, o czym ja również w pewnym momencie zapomniałam- 1kg mięśnia objętościowo nie jest równy 1 kg tłuszczu. Nie dalej jak miesiąc temu przeżyłam koszmar, wchodząc na wagę zobaczyłam 2 kg na plusie. (to co się działo w mojej głowie, możecie przeczytać na początku owego posta) Nie wiedziałam jak to jest możliwe, w końcu regularnie ćwiczę i zdrowo jem. Dopiero po spotkaniu z trenerem sprawa się wyjaśniła. W okresie 1 roku przybyło mi 6 kg mięśni i o ile przez pewien okres tkanka tłuszczowa spadała, a mięśni przybywało, to nie było to odczuwalne na wadze. Ale kiedy doszłam do momentu, gdzie tkanka tłuszczowa stała, a mięśni przybywało, to stąd te magiczne 2 kg. Dlatego mojego kochane, pozwólcie sobie czasami na badanie struktury wewnętrznej masy ciała.
I przestańcie panikować. Waga nie może być dla Was ścianą płaczu, tylko przypieczętowaniem waszych codziennych starań. Nie ważcie się codziennie, tylko raz w miesiącu, a raz na dwa-trzy zbadajcie strukturę wewnętrzną, trzymajcie się swoich postanowień, dajcie odpoczywać ciału w okresie menstruacji, a wszystko będzie dobrze.
Wiecie, że jestem z Wami.
A tak poza tym, zastanawiam się na założeniem fanpag'a na facebooku. O wiele bardziej ułatwiło by mi to komunikację z Wami, miałabym szybszy dostęp do internetu, przez co mogłabym wstawiać krótkie posty, codzienny jadłospis. Bo jak same wiecie, prowadzenie bloga jest dość czasochłonne, oczywiście nie zamierzam z niego rezygnować kosztem FB, ale był by to fajny środek doraźny;) Jak zawsze czekam na Wasze opinie, a tymczasem kolejne motywatory dla Was, moje Kochane Witaminki! Pamiętajcie, że wszystko jest możliwe ;)
Przed:


 43 kg mniej:



Buziaki!



1 komentarz:

  1. Tak tak tak,,,ja chcę fanpage!!
    Jesteś wielka Kamila ale przede wszystkim taka życzliwa i Lubie Twój styl pisania.

    OdpowiedzUsuń