Problem ten dotyczy nie tylko mnie, ale z tego co obserwuję wielu ludzi w okół mnie, koleżanek z grup facebookowych, przyjaciół i rodziny. Z biegiem lat do tego stopnia przyzwyczailiśmy swoje ciała do glukozy, że obecnie odpłaca nam się tym, że żąda jej codziennie. Oczywiście naszemu organizmowi absolutnie nie wystarcza ta glukoza, którą dostarczamy wraz z posiłkiem, tylko czeka, aż mu ja podeślemy w formie batonika lub tabliczki czekolady! Skąd to się u nas bierze? Przede wszystkim z wychowania. Nasi rodzice, dziadkowi, a często nawet my sami, traktowaliśmy przyjmowanie słodyczy, jako formę nagrody. "Jak będziesz grzeczny dostaniesz batonika, jak zjesz ładnie obiad to dostaniesz czekoladkę, jak będziesz się ładnie uczył to pójdziemy na lody", która z nas tego w życiu nie usłyszała? Okazuje się, że nasze ciało wcale nie potrzebuje tej "czekolady", tylko nasz umysł. Zjedzenie czegoś słodkiego przynosi nam komfort psychiczny, rozluźnia nas i sprawia, że na moment jesteśmy szczęśliwsze. No właśnie, ale dlaczego tylko na moment? Ponieważ efekt dostarczania sobie cukru w postaci słodyczy, jest krótkotrwały. Zaraz za nim przychodzą wyrzuty sumienia, przygnębienie i koło się zapętla. Zwróciłyście uwagę na to, że mechanizm sięgania po słodycze, jest bardzo podobny, jak w przypadku uzależnienia od alkoholu lub narkotyków? Najpierw przychodzi ochota, z którą walczysz. Następnie niepohamowany głód, przy którym przestajesz myśleć, lecisz do kuchni, na stojąco zjadasz słodycz, a potem przychodzą wyrzuty sumienia i pretensje do siebie, że znowu się złamałam. Albo gdy cały dzień nie zjesz nic słodkiego, a wieczorem się nagradzasz, za to, że tak dzielnie powstrzymywałaś się od jedzenia słodyczy, że zasłużyłaś na batonik. Wynika to z tego:
Każda z nas wie świetnie o tym, że przy zdrowym stylu życia należy porzucić słodycze. Wiele z Was zarzucało mi, że jak można się tak katować, nigdy nie zjeść już nic słodkiego, przecież to nie ludzkie etc. No właśnie wszystko zależy od tego, jak na to spojrzysz. Wiadomym jest, że gdy zaczyna się przygodę z redukcją wagi, powinno się absolutnie porzucić słodycze. Dlaczego? Ponieważ w momencie, gdy zaczynamy, wcześniej jadłyśmy sam syf i pełno cukru, nasz organizm jest od niego uzależniony, więc musimy przeprowadzić mu DETOX. Powinien on trwać tyle, aż przejdzie Ci ochota na słodycze (u mnie trwało to miesiąc). Demony zła i cukru, będą Cię kusiły na każdym kroku, bo batoniki, cukierasy i czekolada otacza nas na każdym kroku. Gdzie nie spojrzysz, czy na witrynę sklepu, przejdziesz obok cukierni, akurat spojrzysz na dziecko, które wcina batonika, to zaraz zaczynasz produkować tyle śliny, że można by za Tobą chodzić z wiadrem. Pamiętaj, ze robisz to dla siebie, więc musisz zagryźć zęby i wytrzymać, aż cukier przestanie rządzić Twoim ciałem oraz duchem. Potem okazuje się, że naprawdę można żyć bez słodyczy i świetnie się czuć, ale jak to zrobić?
1. Przestań traktować słodycze jako nagrodę!
2. Poczytaj składy, zobacz jak bardzo są napakowane chemią, poczytaj jakie efekty dla ciała daje ta chemia i spróbuj dostrzec, że słodycze to nic dobrego i tylko niszczą Twój organizm.
3. Na samym początku wyzbądź się myślenia "raz na jakiś czas nie zaszkodzi". Bo zaszkodzi! Kiedy już jakiś tydzień nie jesz słodkiego, a potem obalisz tabliczkę czekolady, to tak jakbyś zaczynała od początku!
4. Kiedy przychodzi ochota na słodkie, zapijaj ją wodą, zieloną, gorzką herbatą!
5. Jeśli pkt. 4 nie pomaga, umyj zęby lub weź miętową gumę. Smak mięty niweluje ochotę na słodkie. (Jednego wieczora myłam zęby 8 razy, ale czekolady nie zjadłam;))
6. Zamień kupne batoniki, czekoladki, ciasteczka, cukierasy etc. na domowy wypiek, ciasteczko czy batonik musli, który będzie pełnowartościowy, nienapchany cukrem i zjedz go jako drugie śniadanie lub podwieczorek. Oczywiście nie codziennie ;))
7. Rozsmakuj się w sałatkach owocowych, z dodatkiem budyniu lub galaretki domowej (miód, herbata owocowa i żelatyna). Też słodycz, a o ile zdrowszy!
8. Naucz się mówić NIE! Wiem, jak ciężko jest, kiedy inni dookoła szamają słodkie i do tego są chudzi jak patyki, a Twoja pupa tylko czeka na cukier, aby utyć i szyderczo Ci się z tyłu dyndać. Niestety, trening silnej woli t chyba najważniejsze co trzeba hartować w tym okresie. Gdziekolwiek będziesz, mów sobie, że to robisz dla siebie, dla swojego zdrowia i bądź dzielna, nie skuś się, to nie jest tego warte!
9. Pamiętaj, że dieta stanowi bardzo ważny element odchudzania! A tłuszczyk na brzuchu i pupie lubi się szczególnie gromadzić ze słodkiego. Więc aby ułatwić sobie gubienie kilogramów, szczególnie w ostatnim etapie odchudzania, musimy sobie pomóc i odstawić słodycze.
10. Zajmij się czymś! Kiedy wypiłaś hektolitry płynów, umyłaś 20 razy zęby i zjadłaś dwie paczki gum, a ochota nie przechodzi, zacznij robić coś aprobującego. Układaj puzzle, złóż domek z zapałek, pogadaj z przyjaciółką przez telefon, posprzątaj w domu. Zajmij czym ciało i umysł, aby zapomniało o tym, że chce cukru!
11. Idź na trening! Nic tak bardzo nie pomaga na apetyt i chęć na słodycze, jak trening. Wysiłek fizyczny w 100% aprobuje Twoje ciało i umysł, a w trakcie ich trwania, nawet nie myślisz o jedzeniu, bo ich intensywność sprawia, że odbija Ci się oranżadą z komunii ;))
12. Bądź silna! Ciągle powtarzaj sobie, że robisz to dla siebie, że chcesz być silna, piękna i niezależna, a taki bzdet jak batonik, nie popsuje Ci humoru i własnego samopoczucie. Ty jesteś Panią swojego ciała i tylko TY decydujesz o tym, jak będziesz wyglądać i co wkładasz do ust.
13. Jeśli zgrzeszysz, nie zadręczaj się! Co się stało, to się nie odstanie, jak ktoś mądry powiedział. Poza tym, jeśli raz zdarzy Ci się coś zjeść, to nie przytyjesz od tego od razu, ale spróbuj to spalić. Idź pobiegać, na fitness lub długi spacer z ukochanym. Podnieś się, otrzep kolana i dalej rób swoje. Rozdrapywanie porażki, tylko Cię przygnębi, a to ostatnie, co jest Ci potrzebne przy odchudzaniu! Pamiętaj o pozytywnym myśleniu.
Jak wiecie, nie jestem cyborgiem, czasami zdarzy mi się zrobić ciasteczka zbożowo-bakaliowe, domową galaretkę, czy batoniki musli, ale to wszystko tak jak Wam pisałam, robimy w ramach posiłku max. 2 razy w tygodniu, najlepiej w dni treningowe. Ba! Ale jak każdy człowiek, upadłam, zjadłam czekoladę i co? Ruszyłam dupsko na siłownię, wypociłam skubańca i żyłam dalej. Obecnie już porzuciłam jedzenie słodyczy, bo wiem, że to jest po prostu dla mnie i mojego organizmu lepsze. Mam nadzieję, że i Wam się uda, moje kochane. Nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać za Was kciuki!
Buziaki ;)



To ja mam chyba kompletnie na odwrót, traktuje słodycze jako nagrodę i raz w miesiącu mam dzień w którym mogę zjeść coś słodkiego. I jem wtedy tego trochę - tak, żeby mój organizm wyrwał się z trybu "redukcji" bo jak go dezorientuje to lepiej chudnę. Wcześniej miałam taki dzień raz na dwa tygodnie i zawsze po nim jeszcze lepiej schodziły centymetry :) Teraz stwierdziłam że raz na miesiąc będę miała dzień słodyczy, i raz na miesiąc dzień fast foodów (zamiennie co 2 tygodnie). Ale do tego trzeba naprawdę silnej woli i trzymania się postanowień. Najpierw miałam miesięczny detox jak piszesz i nie jadłam w ogóle słodyczy, później po miesiącu pozwoliłam sobie na takie wyskoki. Ale jak coś np. zostało mi z tego dnia to już następnego dnia tego nie jadłam, choć kusiło ;)
OdpowiedzUsuńMortycja Miles