niedziela, 1 marca 2015

Bieganie - w zdrowym ciele, zdrowy duch!

Bieganie nie zawsze było moim ulubionym sportem. Gdy tylko sięgnę pamięcią, to jak ognia unikałam lekkoatletyki na zajęciach w-fu w szkole, nie wspominając o bieganiu. Męczyło mnie to, nie miało najmniejszego sensu, nie mówiąc już o tym, że po pierwszych 100m miałam ochotę wypluć własne płuca i umrzeć. Jednak z czasem, jak traciłam kilogramy, biegi stawały się moim ulubionym zajęciem. Ciągle nie mogłam się przekonać do biegania w terenie, jednak kiedy przechodziłam siłowniany kryzys i nie mogłam już patrzeć na to miejsce, zdecydowałam się spróbować treningu przełajowego.
Na pierwszy raz wiedziałam, że nie mogę za wiele od siebie oczekiwać i o ile na siłowni, bieganie na bieżni przez 60 minut było dla mnie czymś na luzie, to było nieporównywalnie łatwiejsze do biegania na dworze. Nie oszukujmy się, na bieżni, biegniesz sobie jednym tempem, po równej nawierzchni, bez wiatru lub przeszkód stojących, a na łonie natury to co jeden korzeń, czyha za zakrętem, żebyś zgubiła wszystkie zęby. Dlatego nie demotywujcie się, gdy na siłowni jesteście w stanie przebiec 7km, a na zewnątrz jakieś marne 2km.
Oczywiście w moim przypadku było identycznie. Aby upewnić się, ile przebiegłam, w jakim czasie i ile spaliłam, potrzebowałam jakiejś aplikacji na swój telefon. Na szczęście żyjemy w dobie facebook'a, więc dzięki moim znajomym, od razu wiedziałam, że najbardziej popularną jest Endomondo. Byłam do niej dość sceptycznie nastawiona, ale powiem Wam szczerze, że faktycznie działa. Jest łatwa w obsłudze i w zasadzie wszystkie pomiary podaje całkiem dokładnie, dlatego z czystym sumieniem mogę Wam ją polecić.
Biegać w terenie zaczęłam w listopadzie ubiegłego roku. Na pierwszy raz przebiegłam jedynie 2,6km. Oczywiście to też nie był najmądrzejszy pomysł, ale wiadomo człowiek im więcej się czymś interesuje, tym więcej się na ten temat dowiaduje, dlatego później podam Wam kilka dobrych rad, pociągniętych z mojego doświadczenia.
Obecnie nie wyobrażam sobie lepsze aktywności fizycznej niż bieganie. Zawsze mnie to odpręża, a w szczególności teraz, gdy wiosna wali do Nas drzwiami i oknami. Nie ma nic lepszego, gdy biegnę po lesie, w okół śpiewają ptaszki, powietrze przesiąka zapachem drzew i człowiek pozostaje ze sobą i swoimi myślami, sam na sam. Tej chwili nie jest mi stanie zepsuć nawet od czasu do czasu łapiąca mnie kolka (taaak, mi też się to zdarza), ani gile, które ciekną z nosa tak, że można puszczać bąbelki.
No właśnie, a czym tak właściwie jest kolka? Bo oprócz tego, że przez tę cholerę nie można wziąć głębszego oddechu, ani za bardzo biec dalej, bo tak boli, to nie wiele wiadomo. Otóż, kolka to najzwyklejszy skurcz mięśni gładkich w okolicach klaki piersiowej. Może być spowodowana tym, że za dużo zjedliśmy przez bieganiem, oddychaliśmy w niewłaściwy sposób, lub mamy słabsze mięśnie brzucha, przez co przepona nie jest w stanie prawidłowo pracować i dostajemy skurczu.
Dlaczego bieganie jest takie zdrowe i ważne? Wiem, że wiele z Was nasłuchało się, że nie ma nic lepszego na odchudzanie, jak biegi. Zapewne w większości przypadkach, to oczywiście racja. Przecież wiecie już, że żadne ćwiczenia nie spalają tak tkanki tłuszczowej, jak kardio, a podczas biegu angażujemy w zasadzie wszystkie mięśnie ciała. Do tego, kiedy biegamy, poprawia się kondycja naszego serca, płuc, normuje się cholesterol, spada ciśnienie tętnicze, nawet żyły stają się elastyczniejsze. Oddalamy od siebie niektóre nowotwory (np. płuc, piersi czy okrężnicy), aż o 50 procent zmniejszamy ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2. Po prostu dajemy sobie szansę na lepsze i dłuższe życie.
Ale jak biegać, od czego zacząć i gdzie to robić? Na to, mam dla Was kilka rad, które ułatwią Wam rozpoczęcie treningów:
1. Najważniejszą sprawą podczas biegania, jest właściwe oddychanie. Powietrze wciągamy nosem, a wypuszczamy ustami. W przeciwnym wypadku łapiemy zadyszkę, ponieważ bardziej się męczymy oddychając samymi ustami. Do tego, jeśli ktoś biega w okresie jesienno-zimowym, wciągając powietrze nosem, jest ono dodatkowo ogrzewane przez nasz układ oddechowy, przez co do płuc nie trafia zimne powietrze.
2. Buty! Dobre buty to podstawa, bez nich możemy nabawić się wielu kondycji nóg, a w szczególności kostek i stopy. Nie musicie kupować firmowych butów do biegania za 300zł, ja mam takie za 80zł i jestem niesłychanie zadowolona. Jednak przy ich wyborze musicie pamiętać o kilku rzeczach. Przede wszystkim o tym, aby podeszwa odpowiednio lekko się zginała i żeby nie pozostawały na wierzchniej stronie stale ślady. Buty do biegania muszą być też lekkie, ale solidnie zrobione (zwróćcie uwagę na to, czy są klejone, czy szyte) oraz przewiewne. Przy kupowaniu obuwia do biegania, wybierajcie o pół lub o cały rozmiar większe, ponieważ stopa podczas długotrwałego biegu może puchnąć, a wiadomo co się dzieje w za małych butach.
3. Odpowiedni ubiór. Musicie ubrać się stosownie do pogody panującej na zewnątrz. Ciężko jest powiedzieć ile warstw powinno się na siebie nakładać, ponieważ każda z Nas inaczej odczuwa temperaturę panującą na zewnątrz. Najważniejsze jest, aby cały Wasz tułów i nogi były zakryte, czyli wyposażamy się w wysokie skarpety, na nogi zakładamy jedną warstwę (żeby nie utrudniać sobie zginania), następnie podkoszulek i od razu chowajcie go w spodnie, na to koszulka i tutaj już wersje się rozchodzą, bo ja ubieram dwie bluzy i kamizelkę, a mój chłopak ciepłolub tylko bluzę i kamizelkę. Nie zapominajcie o głowie, czapka to obowiązek, aby nie załatwić sobie zatok!
4. Nie forsuj się! Jeśli idziesz biegać pierwszy raz, a do tego towarzyszy Ci pewna nadwaga, bezpieczniej będzie jeśli będziesz przez pierwszy miesiąc uprawiać marszo-biegi. Czyli przykładowo przez 600m lub 5 minut idziesz marszem, następnie 300m lub 2 minuty biegniesz i tak na zmianę. Gdy poczujesz się pewniej, a Twoje płuca przyzwyczają się do nowego sposobu oddychania i wysiłku fizycznego, możesz spokojnie zacząć truchtanie.
5. Ważniejszy jest czas niż przebiegnięty dystans. Pamiętaj, że nasz organizm zaczyna spalać kalorie dopiero po ok. 25 minut od rozpoczęcia wysiłku fizycznego, dlatego im dłużej biegniesz, tym więcej tłuszczyku spalisz. Dlatego lepiej biec wolniej, a więcej.
6. Nie przejmuj się, jeśli jednego dnia zrobisz 5, a następnego 4km. Może być to spowodowane różnicą w podłożu po którym biegniesz. Często w parkach lub lasach, są specjalnie przygotowane ścieżki rowerowe, lub dla spacerowiczów po których biega się wręcz bajecznie. A czasami wybierzesz się na trasę, nie dość, że całą pod górkę, to jeszcze usłaną korzeniami i innymi przeszkodami.
7. Najważniejszy jest progress. Nie wmawiaj sobie, że nie jesteś w stanie czegoś zrobić. Takie nastawienie jest najgorsze. Oczywiście, nie ma co się rzucać z motyką na słońce, ale staraj się każdego dnia przebiec nawet odrobinkę dłużej, wybieraj cięższe trasy. Polecam również zabierać kogoś ze sobą. Nie dość, że ta osoba na tym skorzysta, bo ruch to zdrowie, ale również będzie temu towarzyszyła pewna doza rywalizacji, a ta pozytywna, nigdy nie zaszkodzi ;)
Dlatego moje kochane Dziewczyny, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jak najbardziej polecam ten rodzaj aktywności fizycznej. Sama osobiście biegam 3-4 razy w tygodniu i widzę, z dnia na dzień, jak poprawia mi się kondycja serca i płuc, a do tego wzmacniają nogi. Każdego dnia mogę biec coraz dłużej i coraz dalej. W listopadzie kończyłam na 2,5km, a teraz na 7,5km, tak więc same sobie odpowiedzcie na pytanie czy warto. A uwierzcie mi, że nic nie równa się z satysfakcją, jaka towarzyszyć Wam będzie na mecie ;)
Buziaki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz